W odpowiedzi na ujawnienia dotyczące Olivera Sacksa przeczytaliśmy ponownie „Człowieka, który pomylił swoją żonę z kapeluszem”. Czasami popularna książka naukowa wychodzi z mody ze względu na nowe dowody obalające jej główne tezy, lub z powodu przestarzałych poglądów. A czasami jest tak, że spada na nią metaforyczna bomba.
Tak właśnie stało się w przypadku „Człowieka, który pomylił swoją żonę z kapeluszem” Olivera Sacksa. To przełomowe dzieło, które zainspirowało całe pokolenie studentów i badaczy psychologii – w tym mnie. Ale dzięki szokującym ujawnieniom dotyczącym podejścia Sacksa do dokładności faktów, reputacja książki została zniszczona. Czy coś można jeszcze uratować z tej katastrofy?
Pierwszy raz przeczytałem „Człowieka, który pomylił swoją żonę z kapeluszem” około 25 lat temu, gdy byłem studentem psychologii. To zbiór przypadków ludzi, głównie pacjentów Sacksa, cierpiących na zaburzenia neuropsychiatryczne. Sacks zapoznaje nas z życiem ludzi dotkniętych amnezją, neurosyfilisem, zespołem Tourette’a i wieloma innymi. Opisuje trudności, jakie ci ludzie mają z codziennymi zadaniami, takimi jak prowadzenie rozmowy czy ubieranie się, bada podstawy neurologiczne ich stanów i zastanawia się, co mówią nam o naturze ludzkiego umysłu.
Ponowne czytanie książki przypomniało mi, co mi się w niej początkowo podobało. Obraz Sacksa w dziedzinie psychologii jest ten, że jest on czułym, humanistycznym dziadkiem, i jest ku temu powód: książka jest głęboko empatyczna.
Rozdział 3, „Dama bez ciała”, opowiada historię kobiety, „Christiny”, która miała poważne uszkodzenia nerwów, prowadzące do utraty swojej propriocepcji – jej poczucia, gdzie jest jej ciało w przestrzeni. Zamknij oczy i dotknij nosa palcem: to twoja propriocepcja w działaniu. Brakując propriocepcji, Christina znalazła, że nawet wsiadanie do autobusu było żmudnym zadaniem. Ponieważ jej ruchy były tak niezdarnie, ludzie często oskarżali ją o bycie pijaną.
Opowiadając te historie, Sacks argumentuje, że społeczeństwo powinno być bardziej akceptujące wobec tych, których mózgi zostały uszkodzone, oraz tych, których mózgi są po prostu przewodzone w różny sposób. Nie używa współczesnego słowa „neurodywersyfikacja”, ale zarodek tego pomysłu przebiega przez „Człowieka, który pomylił swoją żonę z kapeluszem”.
Głównym problemem z książką jest to, że nie znamy prawdziwości jej treści. Część z niej może być zmyślona. Wiemy to, ponieważ dziennikarka Rachel Aviv miała dostęp do korespondencji Sacksa i prywatnych dzienników przez Fundację Olivera Sacksa. Aviv napisał o swoich ustaleniach w „The New Yorker” w 2025 r. W swoich dziennikach Sacks pisał o „winnie”, którą czuje za „moje kłamstwa” i „faszerstwa” w „Człowieku, który pomylił swoją żonę z kapeluszem”.
Aviv ustaliła, że kilka z opowieści w książce jest przynajmniej częściowo fałszywych. Na przykład Sacks opisuje pacjentkę o imieniu „Rebecca” z poważnym opóźnieniem rozwojowym, w stopniu, w jakim „nie mogła pewnie otworzyć drzwi z kluczem”, ale która jednak rozkwitła w grupie teatralnej. Aviv nie znalazła dowodów na tę transformację w dokumentach Sacksa. „Zamiast być świadkiem jej rzeczywistości, on [Sacks] ją przekształca,” napisała. W innym miejscu, Sacks twierdzi, że para bliźniaków ze złymi trudnościami neurologicznymi jednak potrafiła spontanicznie rozpoznawać sześciocyfrowe liczby pierwsze – co nigdy wcześniej ani później nie było widziane.
Reasumując, niemożliwe jest ustalenie ile z „Człowieka, który pomylił swoją żonę z kapeluszem” powinniśmy ufać. Większość przypadków nigdy nie została opublikowana w periodykach naukowych i nie ma niezależnej weryfikacji. Mamy jedynie słowo Sacksa – a w swoich dziennikach przyznał się do kłamstw. Moim zdaniem powinniśmy wątpić w niezwykłe wyjątki, jak bliźniaki obliczające liczby pierwsze, ale wiele opowieści – jak ta o Christinie – jest bardziej zgodna z zewnętrznymi dowodami.
Aviv wyraźnie pokazała, że Sacks borykał się z własnymi demonami. Nie ujawnił publicznie, że jest gejem aż do późniejszej części życia i często był celibatem, dręczony poczuciem winy i obrzydzeniem do siebie. Nie mogąc w pełni wyrazić tego aspektu swojej tożsamości, Sacks przetwarzał swoje własne cierpienia w opowieści, które opowiadał o swoich pacjentach – a potem poczuł się winny za to zrobione. Cała historia wydaje mi się głęboko smutna: gdy był młody, Sacks wewnętrznie zaabsorbował homofobię społeczeństwa, co spowodowało mu ogromne cierpienie i miało negatywny wpływ na jego pracę.
Największym problemem z „Człowiekiem, który pomylił swoją żonę z kapeluszem” jest to, że Sacks napisał ją, a jego wydawcy ją opublikowali, jako literaturę faktu. Jednak jej największym osiągnięciem jest coś, co zwykle kojarzymy z fikcją: wprowadzenie czytelnika w umysły osób, których doświadczenia i postrzeganie są radykalnie różne. Nie jest to niezawodny opis faktów neuropsychiatrycznych, ale jeśli czytasz to, wiedząc o tym, znajdziesz w niej coś prawdziwego.





