Przyjdź, gapić się na groźbę polityki: skandale, kłamstwa, hipokryzja, frazesy oraz jawnie ustalone sprawy, miliardy zmarnowane. Mroczny dzień w Westminsterze obfitował w te wszystkie atrakcje. Rozpoczęło się to – hiperprzesunięciem dzwonka! – filmem kampanijnym Andy’ego Burnhama na wybory uzupełniające w Makerfield. Była to produkcja, której sam zmarły Walt Disney mógłby uznać za zbyt sentymentalną dla swojego podniebienia. Jej cztery minuty były tak cukierkowe, że powinny być sponsorowane przez firmę Sweet’N Low, sprzedawców musu dla elit.
Jedna minuta i czterdzieści sekund tej epopei poświęcona była Makerfield. Reszta rozgrywała się w słonecznym centrum Manchesteru, który sam był drugoplanowy wobec naszego bohatera. Zobaczyliśmy Andy’ego spacerującego wśród swoich ludzi, jak Mojżesza przez Morze Czerwone; Mojżesza, zaznaczmy, ubranego w czarny strój sportowy zamiast płynnych szat, które zazwyczaj bywają ulubione przez proroków.
„Nie biorę niczego za pewnik”, upierał się kandydat Andy, nawet podczas podpisywania umowy z wysokimi rangą pracownikami na wypadek, gdy wejdzie do 10 Downing Street. Przyjmuje się, że praca o wartości około 100 000 funtów zostanie zaoferowana Joshowi Simonsowi, zdradliwemu towarzyszowi, który przekazał mu to miejsce.
Pan Burnham kontynuował: „Jestem dla nas. Dla wszystkich nas.” Czy obejmuje to biednego Sir Keira Starmera? Nosal swego rodzaju rycerz zaszył się w No10 i jest rzekomo popijany ze szafą z alkoholem przez Lady Starmer.
Reform UK wypuścił ripostę na poczciwego Andy’ego: film z własnym kandydatem, Robertem Kenyonem, wodociągiem z Ashton. „Dla Andy’ego Burnhama Makerfield będzie piętrem wspinaczkowym”, powiedział pan Kenyon. „Dla mnie to jedyne miejsce, które chciałem reprezentować.” Pan Kenyon także ubrał się na czarno, ale nie posłużył się muzyką pop z Oasis.
Krytyka była prowadzona przez członków Komitetu ds. Wywiadu i Bezpieczeństwa, ciała o najbardziej skrupulatnej niepartyjności. Wizytator (Labouru), lord Beamish, zasiadł na galerii lordów, wyglądając smutno na ten brudny fars. Pan Jones odpowiadał krótko na pytania posłów i drażnił się, gdy oskarżono go o 'zatuszowanie’. Jego uszy zarumieniły się.
Na katy okazało się ogólne zamieszanie związane z HS2, szybką linią kolejową wartą 100 miliardów funtów, którą politycy głównych partii domagali się od lat (między innymi, a, a, pewien A. Burnham). Sekretarz Transportu, Heidi Alexander, zażądał 'przeprosin’ od konserwatystów, z całym szacunkiem, co by to miało udowodnić. Praktycznie całe Establishment – ministrowie, urzędnicy państwowi, think tanki, komitety parlamentarne, konsultanci i wybitni komentatorzy – poparło HS2. To ci sami ludzie, którzy wcześniej obdarzyli nas UE. Rząd przez grupowe myślenie.
I tak dalej, wyczerpani, udaliśmy się na debatę na temat wypowiedzi królewskiej na temat energii. Ed Miliband wytrzeszczył oczy i wyraził zdziwienie, że ktoś mógłby nie zgodzić się z jego mądrymi politykami. Wysokie podatki od firm naftowych były niezbędne dla przyszłości naszego królestwa, ryknął. Gdy liberałka zaczęła mruczeć o 'odzyskaniu kontroli’ nad energią, uciekłem, nie mogąc znieść więcej tego schematycznego bełkotu.
Rzeczy nie były o wiele lepsze na komitecie kultury, gdzie znajomy, choć nieco zwiędły, móżdzek rozprawiał o potrzebie nobilitacji standardów w nadawaniu audycji. Czyżby? Tak, to był: Sir Peter Bazalgette, pierwotny Kapitan Trash reality show, człowiek, który wprowadził Big Brothera na ekrany.
I jako gdyby tego było mało intelektualności, dzień zakończył się zwiastunem wideo z Departamentu Edukacji z udziałem Gemmy Collins, która kiedyś wniosła godność do The Only Way Is Essex. Wideo z Whitehallu obejmuje także tę znaną aktorkę komediową, Bridget Phillipson.
Obywatele, oto nasza polityka.







