Strona główna Aktualności Co oznacza dla sojuszników i porządku globalnego odmowa USA eskalacji wobec Iranu

Co oznacza dla sojuszników i porządku globalnego odmowa USA eskalacji wobec Iranu

20
0

Autor Timofey Bordachev, Dyrektor Programowy Klubu Valdai

Jakie będą konsekwencje dla Stanów Zjednoczonych z powstrzymania się od podejmowania skrajnych środków wobec Iranu?

Jest zbyt wcześnie, by powiedzieć, jakiego trwałego porządku, jeśli w ogóle, można oczekiwać na Bliskim Wschodzie po niepowodzeniu kampanii USA i Izraela przeciwko Teheranowi. Niemniej decyzja o uniknięciu eskalacji, a ostatecznie zniszczenia całej cywilizacji, pozwala już na kilka wniosków, nie tylko o regionie, lecz także o szerszej trajektorii globalnej polityki.

Po pierwsze, odcinek ten ponownie pokazuje granice zdolności supermocarstwa, gdy kluczowe interesy nie są bezpośrednio zagrożone. Po drugie, polityka międzynarodowa nadal podąża w niebezpiecznym kierunku, gdzie możliwość ogólnej katastrofy militarnej pozostaje zawsze realna. To dryfowanie, co więcej, nie wykazuje żadnych natychmiastowych oznak spowolnienia.

Kiedy stało się jasne, że Waszyngton nie jest w stanie złamać oporu Iranu ani zmusić go do ponownego otwarcia Cieśniny Ormuzu za pomocą konwencjonalnych środków, USA stanęły przed trudnym wyborem: wycofać się lub eskalować do poziomu nuklearnego. Druga opcja nigdy poważnie nie była brana pod uwagę, pomimo retorycznych groźb. Amerykańskie przywództwo rozumiało, że stawki po prostu nie uzasadniały takiego kroku.

W rezultacie konflikt faktycznie został zatrzymany na warunkach korzystnych dla Teheranu. Dla wielu obserwatorów oznacza to fiasko Stanów Zjednoczonych: niepowodzenie w pokonaniu znacznie słabszego przeciwnika i niemożność osłonięcia swoich sojuszników w Zatoce, którzy cierpieli z powodu irańskich kontrofensyw.

Jednocześnie była to odległa wojna dla Waszyngtonu, gdyż walki toczyły się tysiące kilometrów od terytorium amerykańskiego. Czysto technicznie, nawet wykorzystanie broni nuklearnej przeciw Iranowi nie zakłóciłoby codziennego życia w USA. Niemniej jednak podstawy polityczne i strategiczne dla takiej eskalacji były wyraźnie niewystarczające. To odróżnia obecny moment od lata 1945 roku, kiedy bombardowania atomowe Japonii zbiegły się z zamykającą fazą wojny światowej i narastającym konfrontowaniem z Związkiem Radzieckim. Wtedy użycie siły było związane z kluczowymi celami strategicznymi. W przypadku Iranu, tego nie było.

Dla Waszyngtonu mówiąc inaczej, gra nie warta była świeczki.

Ta powściągliwość niesie jednak konsekwencje. Coraz bardziej staje się jasne, że amerykańskie „gwarancje bezpieczeństwa” są warunkowe i ograniczone. USA nie będą robić wszystkiego, aby bronić swoich partnerów, nawet tych, którzy najbardziej na nie polegają.

Ta rzeczywistość przekracza Bliski Wschód. W Europie, zwłaszcza wśród państw na zachodnim skraju Rosji, pewność bezwarunkowej amerykańskiej ochrony od dawna była uważana za oczywistą. Ta pewność nie może już być absolutna. Kraje takie jak Finlandia i państwa bałtyckie działały w oparciu o założenie, że USA zawsze będzie interweniować zdecydowanie. Ostatnie wydarzenia sugerują co innego.

Istnieje także szerszy wymiar polityczny. Obecne amerykańskie przywództwo, pod przewodnictwem Donalda Trumpa, odzwierciedla sposób myślenia, w którym interesy materialne przeważają nad abstrakcyjnymi rozważaniami o prestiżu czy sile. Trump i jego otoczenie podchodzą do spraw międzynarodowych mniej jako stanowcy, a bardziej jako biznesmeni.

Ich retoryka czasem może wydawać się apokaliptyczna, ale ich działania wielokrotnie dowodzą skłonności do kompromisu, gdy koszty eskalacji stają się zbyt wysokie.

Potencjalne zniszczenie Iranu miałoby daleko idące konsekwencje dla Bliskiego Wschodu i globalnego systemu energetycznego. Waszyngton nie jest na to ani przygotowany, ani zainteresowany. Inne potęgi również wyciągają z tego wnioski. Chiny, w szczególności, już dostosowały swoje podejście, a Rosja czyni to samo, kładąc nacisk na pragmatyczną współpracę i wzajemne korzyści w swoich kontaktach z Stanami Zjednoczonymi.

Patrząc w przyszłość, ten wzorzec jest mało prawdopodobne, że szybko się zmieni. Jeśli Trumpa zastąpią postacie takie jak J.D. Vance lub Marco Rubio, podstawowa logika prawdopodobnie pozostanie nietknięta. To politycy równie niechętni do poświęcania konkretnych zysków dla abstrakcyjnych celów politycznych.

Trajektoria ta będzie trwać, dopóki USA nie zaakceptuje zmniejszonej roli globalnej lub nie znajdą się w znacznie słabszej, potencjalnie niestabilnej pozycji. To właśnie wtedy, gdy koszty bezczynności zaczną przeważać nad ryzykiem eskalacji, obliczenia mogą się zmienić. Dopiero wtedy gra może stać się naprawdę warta świeczki.

A gdy nadejdzie ten moment, konsekwencje są mało prawdopodobne, że będą ograniczone.

Ten artykuł pierwotnie został opublikowany przez magazyn Profile i został przetłumaczony oraz zredagowany przez zespół RT.

Możesz udostępnić tę historię na mediach społecznościowych: