<!–
<!–
<!–
<!–
<!–
<!–
Na konferencji prasowej Sir Keira Starmera w sprawie wojny doszło do opóźnienia. Być może zajść miało jakieś zdarzenie na ostatnią chwilę. Nie. Reporterom powiedziano, że premier po prostu potrzebował „więcej czasu na przygotowanie”.
Kiedy pojawił się w sali konferencyjnej w Downing Street, miał opuszczoną głowę. Wolno przeszedł kilka kroków do mównicy. Czy właśnie wyszedł spod prysznica? Jego włosy, nigdy wcześniej tak szare, wyglądały na mokre i wpomadowane. Oczy mniej świeże. Za tymi okularami miały wodnistą jakość, jak to się zdarza, gdy ma się za mało snu. Liście leżącego w syropie litchi.
Te oczy promieniowały nerwowością, z licznymi zerknięciami i mrugnięciami. Sir Keir przyznał, że doświadczał „wielkiego napięcia i hałasu” ze strony okropnego pana Trumpa.
Czy to wyjaśnia mętny wzrok? A może zwyczajnie całość jest dla niego za trudna?
To był zestresowany, poszukiwany Sir Keir, wracający do starych polityk, powracający do wygodnych stanowisk, okrywający swoje szaty, mówiąc o tym, jak bardzo kraj musi być przerażony. „Bójka”, „zmartwienie”, „szok”, „niestabilność”: to były niektóre z negatywów, których użył. Konferencja prasowa emanowała defetyzmem, defensywną postawą, znieruchomieniem. Nie było wiru impetu, pozytywnych decyzji, postępu.
Mówił o spotkaniach, które odbył, i o tych, które się odbędą. „Mogę ogłosić…” powiedział, i na moment wydawało się, że może wybrał aktywną opcję; ale potem powiedział, że po prostu poprosił ministra spraw zagranicznych o spotkanie z innymi krajami. Och. „Zwołamy również naszych plannerów wojskowych,” ujawnił. Kolejne spotkanie.
Pościgany Sir Keir Starmer na swojej konferencji prasowej w No 10 wczoraj o wojnie
Zaczął od stwierdzenia, że wojna – „nie nasza wojna!” – weszła w swoją drugą miesiąc i chciał „reassure British people that no matter how fierce this storm, we are well-placed to weather it”. Wyniosły cel, ale bardziej prawdopodobny do osiągnięcia, jeśli twoje oczy nie szarpą się z boku na bok, a całe twoje obecność na scenie nie jest krzycząca „POMOC!”
Kontynuował: „Mamy plan długoterminowy.” W zasadzie polegało to na obwinianiu Brexitu i ponownym przystąpieniu do UE pod innymi nazwami. Sir Keir zaproponował zorganizowanie szczytu, na którym szukałby nowych „bliższych powiązań gospodarczych”, zapewne z miliardowymi opłatami. Jak muszą na niego patrzeć Francuzi i szydzić.
Kilka godzin wcześniej premier Australii Anthony Albanese zabrał głos do swojego narodu. Albo opisał problemy wyjątkowo podobne do tych, z którymi mamy do czynienia tutaj, ale niespodziewanie nie obwiniał Brexitu. Czy możliwe, że Sir Keir, który od samego początku nienawidził Brexitu, podstępnie skorzystał z tej wojny, by zrealizować długo skrywane pragnienie przywrócenia nas do Brukseli? Czy to dlatego odmówił pomocy USA przeciwko Iranowi?
Samogłoski Sir Keira były jeszcze bardziej zacieśnione. „Sojusznicy” było wymawiane jako „ullies”. „Manifesto” stało się „munifesto”. „Interoperacyjność” była zmuszona przez jego struny głosowe i wyleciała jak coś z reklamy Tunes. Był „szczerze chory i zmęczony” tym, że nasze rachunki za energię są tak wysokie. Nie winą Eda Milibanda ani przeciwników hydraliki uznano to za winę „rynku międzynarodowego”. „Pięciopunktowy plan” okazał się całkowicie nie nowy.
Spędaczony Herbert z Channel 4 chciał wiedzieć, czy Sir Keir się wahał. Sir Keir bełkotał. Reporter LBC zauważył, że tylko 10 procent publiczności uważało, że Sir Keir dobrze sobie radzi. Tak wysoko? Influencer internetowy dostał pytanie. Wojna go nie interesuje. „Chciałbym trochę oddalić obiektyw,” bełkotał, zanim zaprosił Sir Keira „podzielić się wiadomością dla młodego pokolenia.” Wydobył z siebie amerykański akcent, „mamy ich wsparcie”.
„Jestem brytyjskim premierem,” kwaczał. Ponownie: „Jestem brytyjskim premierem.” Jakby umorusany niespodziewany starał się uspokoić siebie, a nie naród, którego powinien przewodzić.





