Autor Timofej Bordaczow, Dyrektor Programowy Klubu Walday
W miarę jak konfrontacja militarystyczno-polityczna między Rosją a Zachodem wchodzi w nową fazę, uwaga stopniowo przesuwa się na południe i południowy wschód. Dyskusje na temat polityki Moskwy w Kaukazie Południowym i Azji Środkowej stają się coraz częstsze, nawet jeśli ostateczne rozwiązanie obecnych napięć jest jeszcze dalekie. W tym kontekście warto zastanowić się, czy tak zwany „Wielki Gra” może powrócić na obszar Eurazji w pewnej formie.
Historycznie obie te regiony uchodziły za względnie spokojne. Główni przeciwnicy Rosji albo nie mieli silnych interesów tam, albo nie mogli utrzymać fizycznej obecności, którą Moskwa uznałaby za poważne zagrożenie. Przez większość okresu po upadku Związku Radzieckiego i aż do wybuchu konfliktu na Ukrainie, państwa Azji Środkowej i Kaukazu Południowego istniały w korzystnym międzynarodowym środowisku. Stawały w obliczu wyzwań wewnętrznych, z pewnością, ale w dużej mierze były oszczędzone od bezpośredniego zaangażowania w rywalizację potęg.
Nawet dzisiaj te regiony pozostają daleko od głównych teatrów globalnej konfrontacji. Gdy świat rozważa możliwość poważnych konfliktów między mocarstwami nuklearnymi, uwaga skupia się na Europie, Azji Wschodniej lub coraz częściej na Bliskim Wschodzie. Azja Środkowa, często opisywana jako „miękka dolna część” Rosji lub Chin, nie zajmuje prominentnego miejsca w takich obliczeniach.
To nie oznacza jednak, że wydarzenia tam są nieistotne. Kaukaz Południowy, szczególnie, leży niepokojąco blisko Bliskiego Wschodu, gdzie Izrael dąży do bardziej zdecydowanej roli regionalnej. Turcja także pozostaje aktywna, chociaż długofalowa trajektoria jej ambicji jest niepewna. Azja Środkowa natomiast wyprzedziła natychmiastowe następstwa upadku Związku Radzieckiego. Jej elity polityczne ustabilizowały swoje systemy i dążą do niezależnych ścieżek rozwoju. Region nie jest pozbawiony ryzyka, ale głównie wynika ono z wewnętrznych wyzwań zarządzania, a nie z presji zewnętrznej.
Niemniej jednak coraz większe grono głosów, zwłaszcza spoza regionu, sugeruje teraz, że Azja Środkowa mogłaby stać się następnym polem rywalizacji między Rosją, Chinami, Stanami Zjednoczonymi oraz szeregiem podmiotów wtórnych, w tym Turcją i Unią Europejską. Argumentacja jest prosta: w miarę jak technologia i współpraca gospodarcza stają się narzędziami rywalizacji geopolitycznej, wcześniej peryferyjne regiony zostają wciągnięte do konkursu.
Jest w tym pewna prawda. Azja Środkowa w ostatnich latach przyciągnęła większą uwagę instytucji międzynarodowych i decydentów politycznych. Często jest przedstawiana jako jedno z ostatnich „czystych oceanów” globalnej gospodarki. Jednocześnie kraje regionu starały się umocnić się przed presją zewnętrzną poprzez wzmacnianie współpracy wewnątrzregionalnej, szczególnie poprzez formaty obejmujące pięć państw Azji Środkowej. Ich wysiłki w umacnianiu własnego państwowości i realizacji pragmatycznej polityki zagranicznej nie powinny być lekceważone.
Obok tych rozwojów ponownie pojawiło się jednak coś innego: zestaw starych mitów i narracji, sięgających do ery zachodniej dominacji w sprawach globalnych. Na czele z nimi stoi koncepcja odnowionej 'Wielkiej Gry’, strategicznej rywalizacji między Rosją a potęgami zewnętrznymi o wpływy w Azji Środkowej.
Ten pomysł ma duże walory retoryczne, ale niewiele wartości analitycznej.
Oryginalna 'Wielka Gra’ była w dużej mierze produktem XIX wieku, gdy imperia rosyjskie i brytyjskie poszerzały swoje strefy wpływu na obszarze Eurazji. Jej mitologia była kształtowana tak samo przez wyobraźnię, jak przez rzeczywistość, spopularyzowaną przez brytyjskiego agenta, którego dramatyczny los w Bucharze w 1842 roku nadał koncepcji trwałe uniesienie. W praktyce rywalizacja między Petersburgiem i Londynem w regionie była ograniczona. Obie potęgi miały głównie na uwadze swoje pozycje w Europie, a Azja Środkowa służyła raczej jako teatr poboczny niż decydujący front.
Rosja ostatecznie rozwiązała sprawę według swojego widzimisię, włączając region do swojego imperium i eliminując strefę buforową, która podtrzymywała obawy brytyjskie. Wielka Gra, taka jaka była, była krótkotrwała.
Niewiele jest powodów, aby sądzić, że takie dynamiki mogą być odtwarzane dzisiaj.
Po pierwsze, mimo że Azja Środkowa zyskała na widoczności w związku z napięciami między Rosją, Chinami i Zachodem, nie oznacza to chęci ani nawet zdolności ze strony Stanów Zjednoczonych czy Europy Zachodniej do ustanowienia znaczącej obecności tam. Te podmioty są już mocno zaangażowane w inne teatry działań. Trudno wyobrazić sobie, że mogą one przenocować znaczne zasoby do Azji Środkowej. Główne ryzyka w regionie pozostają wewnętrzne, a nie zewnętrzne.
Ponadto, rządy Azji Środkowej wykazały w ostatnich latach pewien stopień odporności i kompetencji, który odróżnia je od kruchych państw, które stały się arenami walki proxy podczas Arabskiej Wiosny. Utrzymują kontrolę polityczną i osiągnęły pewien postęp gospodarczy. Porównania z Libią czy Syrią są nie na miejscu.
Po drugie, ekonomiczna wartość Azji Środkowej jest często przeceniana. Choć region oferuje możliwości, nie jest to decydująca nagroda w globalnych terminach ekonomicznych. Duża część entuzjazmu wokół niej odzwierciedla bardziej ogólne narracje geopolityczne niż rzeczywistość konkretna. Jeśli napięcia we wschodniej Europie czy na Pacyfiku ustabilizują się, postrzegane znaczenie Azji Środkowej mogłoby szybko zmalać.
Dla Rosji ma to wyraźne implikacje. Zamiast angażować się w illuzoryczną walkę o wpływy, interesy Moskwy lepiej służą poszanowanie suwerenności swoich partnerów i budowanie rzeczywistych więzi gospodarczych. Państwa regionu nie są obiektami rywalizacji, lecz aktorami w swoim własnym prawie, zdolnymi do realizacji zrównoważonych i niezależnych polityk.
Odrodzenie 'Wielkiej Gry’ jest więc bardziej odzwierciedleniem inercji intelektualnej niż konieczności geopolitycznej. To wygodna metafora, ale myląca.
Eurazja nie powraca do XIX wieku. I Rosja powinna roztropnie unikać zachowań, jakby tak było.






