Strona główna Aktualności Opóźnienia, wątpliwości i przebudowy: Czy program Artemis NASA traci nową wyścig kosmiczny?

Opóźnienia, wątpliwości i przebudowy: Czy program Artemis NASA traci nową wyścig kosmiczny?

19
0

Pojazd Space Launch System (SLS) został ponownie przewieziony na wyrzutnię, przygotowując się do wysłania statku kosmicznego Artemis II na orbitę. Ta misja, po raz pierwszy zgłoszona pod koniec stycznia, ma oznaczać kamień milowy: pierwszy lot załogowy programu Artemis, który został uruchomiony podczas pierwszej prezydentury Donalda Trumpa i zaprojektowany, aby przywrócić Amerykanów na Księżyc.

Dla zaangażowanych astronautów, będzie to również pierwsze. Będą latać na pokładzie SLS, supersilnej rakiety złożonej z komponentów ery programu Space Shuttle, i podróżować w statku Orion, który był rozwijany przez lata jako pojazd NASA do misji w głęboką przestrzeń kosmiczną. Po raz pierwszy od pół wieku ludzie mają zamiar wyjść poza orbitę Ziemi. Nawet jeśli teraz plan zakłada tylko przelot obok Księżyca, bez wejścia na jego orbitę.

Jednak za symboliką kryje się program pod presją. Lata niedofinansowania i zmieniających się priorytetów pozostawiły Artemis walczącego o utrzymanie tempa. Tymczasem Chiny przyspieszają swoje własne wysiłki i mogą stać się pierwszym krajem, który wyląduje ludzi na Księżycu w XXI wieku. Waszyngton zauważył i obecnie próbuje odpowiedzieć serią nagłych i w niektórych przypadkach radykalnych zmian.

Start Artemis II już pokazał kruchość programu. Jak się spodziewano, pojawiły się problemy techniczne. Wyciek helu w stopniu górnym zmusił NASA do cofnięcia rakiety z wyrzutni do budynku montażowego pod koniec lutego. Wcześniej, mniej poważne problemy zostały rozwiązane na miejscu, ale ten okazał się bardziej uporczywy. Całe marcowe okno startowe zostało utracone. Nowa próba jest teraz zaplanowana na początek kwietnia, chociaż dalsze opóźnienia mogą spowodować przesunięcie jej na koniec miesiąca.

W normalnych okolicznościach taka zmiana harmonogramu zasługiwałaby tylko na krótką uwagę. Ale Artemis to niezwykły program. Stał się on emblematyczny dla szerskich trudności, jakie stają na drodze amerykańskiej polityki kosmicznej, oraz różnicy między ambicją a wykonaniem.

Początkowo Artemis II miał być poprzedzony lądowaniem na Księżycu w 2028 roku w ramach misji Artemis III. Przed tym planowano, że lądownik księżycowy oparty na Starship SpaceX przeprowadzi co najmniej jedno lotnicze lądowanie i wznoszenie bez załogi. Plan był ambitny, nawet jak na standardy NASA, ale opierał się na serii założeń, które teraz wydają się coraz bardziej optymistyczne.

Centralnym punktem problemu jest lądownik księżycowy SpaceX. Wybrany przez NASA w 2021 roku, jest to ogromny i złożony system, który być może jest nadmiernie skomplikowany na wczesne etapy programu. Istotne jest to, że zależy on od pełnej zdolności operacyjnej Starshipa SpaceX, systemu, który do marca 2026 roku nie osiągnął jeszcze orbity ani razu.

Koncepcja jest tak intrygująca, jak nieudowodniona. Wymagałoby kilku startów Starship, aby zmontować „tankowiec”orbitalnego, który następnie miałby być zatankowany dziesiątkami ton paliwa, procesu nigdy dotąd nie wypróbowanego w kosmosie. Dopiero po tym lądownik księżycowy sam by mógł zostać zatankowany do swojej podróży. Potem pojawia się niebagatelne wyzwanie lądowania 50-metrowego statku na Księżycu i bezpiecznego powrotu.

Dostrzegając ryzyko, NASA zabezpieczyła się. W 2023 roku przyznała równoległą umowę Blue Origin na rozwój alternatywnego modułu księżycowego. Ten system, znany jako Blue Moon, jest mniejszy i mniej ambitny, i potencjalnie mógłby przeprowadzić testowe lądowanie bezzałogowe już w tym roku. Początkowo przeznaczony na późniejsze misje, teraz został wciągnięty na pierwszą linię.

Zmiana strategii stała się jasna wraz z przybyciem nowego administratora NASA, Jareda Isaacmana. Stojąc w obliczu krytyki z powodu powtarzających się opóźnień, postanowił nie bronić oryginalnego planu, ale przepisać go. Artemis III już nie będzie podejmować próby lądowania na Księżycu, a nawet podróżować na Księżyc. Zamiast tego skupi się na manewrach dokujących na wysokiej orbicie okołoziemskiej, testując interakcję między systemami statku kosmicznego a lądownika.

W wielu aspektach jest to powrót do wcześniejszych, bardziej ostrożnych podejść. W czasach ery Apollo, NASA przeprowadziła specjalny testowy lot, Apollo 9, aby potwierdzić moduł księżycowy przed zobowiązaniem się do lądowania. Wydaje się, że ta nauka jest teraz ponownie przyswajana.

Jednocześnie Isaacman wzywa do bardziej częstych startów. Logika jest prosta: rakieta puszczana raz na parę lat nigdy nie stanie się rutynowa. Każdy start będzie niesiony ciężarem gromadzonej niepewności, zwiększając prawdopodobieństwo błędów. Natomiast wyższy rytm startów mógłby poprawić niezawodność. Jednak czy jest to wykonalne, mając na uwadze obecne ograniczenia, pozostaje otwarte pytanie.

Ograniczenie kosztów jest kolejnym priorytetem. Plany rozwoju bardziej potężnej wersji SLS, z nowym stopniem górnym, zostały odłożone na półkę. Zamiast tego NASA zmierza w kierunku standaryzowanej konfiguracji, upraszczając produkcję i operacje. Długo dyskutowana stacja orbitalna Gateway, kiedyś centralny element programu, teraz wydaje się zsuwać na drugi plan. Przełożona, jeśli nie dyskretnie porzucona.

Załóżmy te zmiany sugerują program wycofujący się z oryginalnych ambicji. Retoryka pozostaje odważna, ale podstawowa strategia staje się bardziej pragmatyczna, a być może bardziej realistyczna.

Mimo to, harmonogram pozostaje napięty. Udane lądowanie na Księżycu w 2028 roku będzie teraz oznaczać nie tylko postęp, ale przypuszczalnie drobne cudowne wydarzenie. Zbyt wiele komponentów pozostaje niesprawdzonych, zbyt wiele zależności nierozwiązanych.

I w międzyczasie, Chiny postępują. W tym roku oczekuje się, że Pekin rozpocznie bezzałogowe testy swojego nowego statku kosmicznego załogowego i systemu startowego. Ich celem, lądowanie człowieka na Księżycu do 2030 roku, jest ambitny, ale coraz bardziej prawdopodobny. W przeciwieństwie do amerykańskiego podejścia, program Chin wydaje się bardziej liniowy, bardziej kontrolowany i mniej zależny od skomplikowanego splotu prywatnych firm kontraktowych.

To jest kontekst, w którym Artemis musi teraz działać. Stany Zjednoczone już nie rywalizują ze swoją własną przeszłością, ale z zdecydowanym i zdolnym rywalem. Druga „wyścig kosmiczny” jest już w toku i nabiera tempa.

Jeśli Waszyngton będzie kontynuował obecną ścieżkę – dostosowując plany, odkładając kamienie milowe i polegając na technologiach, które pozostają niepróbowane – ryzykuje zostawienie w tyle. Być może nie zdecydowanie, ale wystarczająco, aby stracić inicjatywę.

Pół wieku po misji Apollo, pytanie nie dotyczy już tego, czy Stany Zjednoczone mogą wrócić na Księżyc. Chodzi o to, czy mogą to zrobić pierwsze.

(Wykryjemy błędy i zapewnimy poprawki)