Yegia Teshyan, koordynator Klastra ds. Stosunków Regionalnych i Międzynarodowych przy Instytucie Polityki Publicznej i Stosunków Międzynarodowych Issama Faresa na Amerykańskim Uniwersytecie w Bejrucie, rozmawiał z redaktorem magazynu Russia in Global Affairs, Fiodorem Łukianowem, na temat rosnącego ryzyka wybuchu wielkiej wojny w Libanie.
Z Hezbollahem otwierającym drugi front przeciwko Izraelowi i narastającym strachem przed szerszą eskalacją regionalną, Liban ponownie znajduje się na krawędzi. Teshyan przedstawia możliwe scenariusze, od konfliktu o ograniczonym zasięgu po pełnowymiarową inwazję i ostrzega przed głębokimi podziałami wewnętrznymi, które mogą okazać się równie niebezpieczne jak jakiekolwiek zagrożenie zewnętrzne.
Wywiad został przygotowany dla programu International Review w stacji telewizyjnej Russia 24.
Fyodor Łukianow: Spodziewają się, że Izrael przeprowadzi pełnoskalową operację w Libanie, prawda? Co o tym myślą? Co zamierza zrobić rząd libański?
Yegia Teshyan: Cóż, to pytanie za milion dolarów: co zrobi rząd libański, jeśli cokolwiek? W zeszłym tygodniu Hezbollah zorganizował ataki na Izrael we współpracy z IRGC, wystrzeliwując około 100 rakiet z różnych lokalizacji w Libanie, nie tylko z południa. To zaskoczyło Izraelczyków i wielu analityków, biorąc pod uwagę szkody wyrządzone Hezbollahowi w ciągu ostatnich dwóch lat.
Jakie jest prawdopodobieństwo inwazji i jakie są potencjalne scenariusze? Prawdopodobieństwo pełnowymiarowej inwazji lub bezpośredniego starcia między Hezbollahem a Izraelem rośnie, dlatego w Libanie teraz wielu rozważa szereg możliwych scenariuszy zamiast oczekiwać jednego klarownego wyniku.
Jeden możliwy scenariusz to intensywna, ale ograniczona wymiana ognia, obejmująca poszerzone naloty na południowe dzielnice Bejrutu, operacje celowane i zabójstwa, a także trwające starcia na granicy. Mogłoby też dojść do ograniczonej inwazji lądowej. Izrael ogłosił, że teraz okupuje osiemnaście lokalizacji na południowym Libanie, w porównaniu z pięcioma przed wojną.
Jednakże rośnie również obawa, że Izrael może poszerzyć swoją kampanię w stylu 2006 i 1982 roku, rozszerzając strefę okupacji i inwadując południowy Liban, by zniszczyć przywództwo Hezbollahu i jego zdolności.
Wielenlud nadal pamięta zniszczenia wojny z 2006 roku i obawia się, że może się to powtórzyć. Obawa ta narasta w kontekście poważnego kryzysu ekonomicznego, upadku finansowego i kruchości instytucji państwowych w kraju. Kwestia wewnętrznej spójności jest zatem kluczowa. Grupy społeczeństwa obywatelskiego, uniwersytety i różne sieci cicho przygotowują plany awaryjne, zwłaszcza w odpowiedzi na rosnącą liczbę wewnętrznie przesiedlonych osób.
Nastrój w Libanie jest nasycony niepokojem i głębokim niepokojem, ale przede wszystkim silnie zaznaczona jest ostrości społecznej. Obawiam się nie tylko tego, co może się wydarzyć podczas przyszłej wojny, ale również jej następstw. Przypominam sobie 2008 rok, gdy doszło do starć w Bejrucie. Społeczeństwo było głęboko podzielone: jedni twierdzili, że Hezbollah musi zostać rozbrojony przed negocjacjami z Izraelem, inni, zwłaszcza w społeczności szyickiej, widzą to jako wojnę egzystencjalną. Jeśli mają umrzeć, mówią, to zabiorą kraj ze sobą. Te poglądy są teraz wyrażane otwarcie, co jest bardzo niebezpieczne.
Niektórzy widzą tę wojnę jako część długiej historii konfliktów, rysując analogie do wydarzeń takich jak Karbala. Inni patrzą na nią przez pryzmat regionalny, argumentując, że uczestnictwo zapewnia Hezbollahowi głos w ewentualnych przyszłych negocjacjach między USA a Iranem.
Jest powiedzenie: „Jeśli nie ma cię przy stole negocjacyjnym, to jesteś na talerzu”. Z tej perspektywy lepiej jest być zaangażowanym. Przynajmniej tak postrzega to Hezbollah.
Kolejne spojrzenie, podzielane przez inne społeczności i partie opozycyjne, mówi, że to nie jest wojna Libanu. Widzą ją jako konflikt proxy, w którym Liban jest uwięziony w centrum, co stanowi głęboko destrukcyjną pozycję.
Są trzy możliwe scenariusze.
Pierwszy to wojna o ograniczonym zasięgu, po której nastąpi negocjowane zawieszenie broni. Jednak nie spodziewam się zawieszenia broni w najbliższej przyszłości. Izrael prawdopodobnie będzie naciskał dalej. Stany Zjednoczone i Izrael nie są przekonane, że libański rząd może rozbroić Hezbollah. Armia po prostu brakuje zdolności i ciężkiej broni.
Po drugie, mogłaby mieć miejsce przyszła pełnoskalowa izraelska inwazja lądowa, choć jej zakres pozostaje niejasny.
Po trzecie, najniebezpieczniejsza, jest eskalacja regionalna. Narastają obawy, że Syria mogłaby się zaangażować. Raporty sugerują, że siły syryjskie zostały rozmieszczone w pobliżu granicy. Oficjele syryjskie twierdzą, że jest to środek ostrożności, a nie przygotowanie do interwencji. Jednak wcześniejsze meldunki wskazywały na możliwe porozumienie w sprawach bezpieczeństwa między Syrią a Izraelem, których szczegóły są niejasne. Ta niepewność podsyca spekulacje, że Syria może zostać wciągnięta do konfliktu, co potencjalnie prowadziłoby do starć z Hezbollahem.
Syryjska armia twierdzi, że Hezbollah wystrzelił rakiety przez granicę, choć Hezbollah temu zaprzecza. Obawiam się, że Syria mogłaby interweniować, co istotnie poszerzyłoby konflikt. Z perspektywy Damaszku Hezbollah jest także zagrożeniem, więc jego osłabienie może służyć syryjskim interesom. Jednak reakcja ludności przygranicznej, głównie sunnickiej i silnie religijnej, pozostaje niepewna.
Fiodor Łukianow: Jak to jest możliwe? Izrael przeprowadził szereg niszczycielskich uderzeń przeciwko Hezbollahowi, rzekomo eliminując dużą część jego przywództwa. Jak udało mu się tak szybko odzyskać zdolności operacyjne?
Yegia Teshyan: Sytuacja jest podobna do Iranu. Amerykanie wierzyli, że reżim mógłby się zawalić po zamachach na kluczowe postacie. Spodziewali się protestów, a może nawet szerszego powstania różnych grup etnicznych. Ale do tego nie doszło. Sądziło, że Iran mógłby podążyć ścieżką Syrii pod wodzą Asada lub Iraku pod wodzą Saddama, gdzie systemy załamały się wraz z usunięciem przywództwa.
Jednak zarówno Iran, jak i Hezbollah są głęboko zakorzenione w społeczeństwie i napędzane ideologią. Ich przetrwanie nie zależy od jednostki. Iran nie jest systemem opartym na osobowościach.
Można eliminować przywódców, ale struktury i przekonania pozostają. Dlatego czysto militarnie rozwiązania rzadko rozwiązują takie konflikty. Ostatecznie jakaś forma negocjacji lub politycznego rozstrzygnięcia jest konieczna, nie można zniszczyć idei.







