1. Marzenia (ok. 1870–1890), anonimowe
Kolizja dwóch rzeczywistości ma miejsce w tej XIX-wiecznej zdjęciowej wizytówce, która najprawdopodobniej została zakupiona do kolekcjonowania i wymieniania. Wizytówki były małymi, masowo produkowanymi odbitkami zamocowanymi na kartce, bardzo popularnymi w epoce wiktoriańskiej. Na tym zdjęciu widzimy teraźniejszość: kobietę i jej partnera z narzędziami swoich zawodów; oraz wymarzoną przyszłość: jej marzenie o byciu matką. Obraz został wykonany za pomocą „sztuczki ciemni”, polegającej na zasłonięciu części papieru fotograficznego przed światłem, a następnie dodaniu później drugiego negatywu. Takie obrazy przenosiły fotografię na nowy poziom, sugerując najskrytsze myśli swoich podmiotów i utorowały drogę dla komiksów przyszłości z ich chmurkami myśli i dymkami z tekstem.
2. Mężczyzna zaskoczony własnym odbiciem (ok. 1870–1880), Leonard de Koningh
W tym komicznym memento mori, gdzie mężczyzna spotyka swojego ducha twarzą w twarz, malarz i fotograf Leonard de Koningh naświetlił tylko połowę płyty fotograficznej, po czym sprawił, że podmiot przyjął inną pozę przed naświetleniem drugiej połowy. Fotografia mogła być stosunkowo nową sztuką, ale przejście między dwoma obrazami jest niezauważalne. „To jak magik” zachwyca się Rooseboom. „Wiesz, że jesteś oszukiwany, ale nie wiesz, jak fotograf to robi”. Cytując Oscara Gustave’a Rejlandera, prekursora tego rodzaju drukowania kompozytowego, fotograf Robert Sobieszek (1943-2005) stwierdził: „Ten sposób pracy nie prowadził do fałszu, ale do prawdy. Obraz utworzony za pomocą jednego negatywu [twierdził Rejlander] „nie jest prawdziwy, a nigdy nim nie będzie – ostrość nie może być wszędzie”.
3. Obcięcie głowy (ok. 1880–1900), FM Hotchkiss
„Nadal oczekujemy, że fotografia przyniesie prawdę, ale ten pomysł naprawdę zaczął się pojawiać dopiero w ilustrowanych magazynach lat 30. XX wieku, aby informować czytelników, jak funkcjonowało to gdzie indziej na świecie” – mówi Rooseboom. Do tego czasu, swoboda twórcza w manipulowaniu obrazem była niekwestionowana. „Wszystko, co było możliwe, było próbowane i produkowane” – dodaje. „Nie było żadnych ograniczeń etycznych w produkcji nierealistycznych obrazów. Nikt nie zabroniłby ci tego”. Usunięcie i przeniesienie głowy kogoś, na przykład, stanowiło dla fotografa przyjemne wyzwanie. W przypadku tej karty przypominającej gablotkę – stylu odbitki montowanej na kartce, który zastąpił mniejszą wizytówkę w latach 80. XIX wieku – z jej czarnym humorem, misja twórcza była bardzo udana. Tylko ułożenie zasłony, która ukrywałaby oryginalną głowę, oraz delikatne retusze widoczne pod mikroskopem, dają wskazówki, jak fotograf stworzył to oszustwo.






