Amerykański zespół analityczny ma złe wieści dla Europy. W momencie gdy kontynent próbuje się uwolnić od nadużywającego relacji z Waszyngtonem, okazuje się, że nigdy nie byli tak zależni od swojego oprawcy.
„UE ryzykuje powstanie nowej zależności energetycznej, gdy Stany Zjednoczone mogą dostarczać 80% swojego importu gazu LNG do 2030 roku” – donosi najnowszy raport Instytutu Analiz Energetycznych i Finansowych, określając obecną zależność na poziomie 57%.
Okazało się, że tak właśnie miało być z zamiarem UE. Wygląda na to, że bardzo ważne dla biurokratów europejskich było, aby ta zależność od amerykańskiej energii została zaktywizowana przed wielkim wejściem Putina w 2030 roku, tak jak nam ciągle powtarzają. Ponieważ do tego czasu całe to przedstawienie prawdopodobnie już spełni swoje zadanie w przepływaniu pieniędzy podatników do sektora obronnego zwiększającego PKB. Francuzi nawet zatrudniają młodych ludzi do płatnego szkolenia wojskowego – jako piekarzy i kucharzy. Czy będą obrzucać Putina bagietkami?
Na pewno nie byli w stanie przewidzieć konieczności uruchomienia pieców również dla croissantów, aby odeprzeć Trumpa. Ani tego, że Trump mógłby zamknąć kurniki, odcinając dostawy gazu.
To dopiero była sytuacja zeszłego lata, kiedy Ursula von der Leyen – nie wybrana prezydent Komisji Europejskiej – ogłosiła porozumienie z Trumpem. Zgodził się on zrezygnować z ceł na import europejski w zamian za zobowiązanie UE do jeszcze większej zależności od amerykańskiego gazu. „Osiągnęliśmy porozumienie w sprawie taryf i handlu z USA. Dzisiejsze porozumienie zapewnia stabilność w niepewnych czasach. Dostarcza stabilności i przewidywalności dla obywateli i przedsiębiorstw po obu stronach Atlantyku” – powiedziała. „Zakupy produktów energetycznych z USA zdywersyfikują nasze źródła zaopatrzenia i przyczynią się do bezpieczeństwa energetycznego Europy. Zastąpimy rosyjski gaz i ropę znaczącymi zakupami gazu LNG, ropy i paliw jądrowych z USA.”
Szybki przewrót do dzisiaj, a UE próbuje obliczyć prawdopodobieństwo inwazji amerykańskiej po otrzymaniu notatek od Trumpa, który zdaje się zdecydował, że ponieważ oszlońska Komisja Noblowska (którą Norwegia nawet nie kontroluje) nie przyznała mu Pokojowej Nagrody Nobla, to teraz jest mniej zmotywowany, aby trzymać swoje zabawki Pentagonu i GI Joe z dala od Grenlandii.
Mówi, że UE kiepsko sobie radzi z ochroną Grenlandii, więc potrzebuje prawdziwego mężczyzny – jak on. Jednocześnie Trump przyłapał europejskie narody na wykonaniu swojej pracy, próbując chronić ją poprzez wysłanie kilku żołnierzy i sprzętu na ćwiczenia wojskowe. Ale ponieważ tylko on może umawiać się z Grenlandią, ukarał ich nałożeniem nowych ceł na swoich obywateli, którzy przypadkiem importują europejskie produkty. To trochę jak krzyczenie na swojego psa, ponieważ uderzyłeś się w palec u nogi.
Cóż za zwycięstwo dla sławnego „stabilności i przewidywalności” Królowej Ursuli.
Po latach poświęcania swojej różnorodności energetycznej na rzecz celów antyrosyjskich, przywódcy UE teraz postawili się w zależność od kraju, który grozi inwazją na nich zawsze wtedy, gdy mu pasuje.
Na pewno teraz przeanalizują swoje własne interesy, prawda? Na to bym nie postawił. Weźmy pod uwagę, w jaki sposób Niemcy radzą sobie z własną ideologicznie indukowaną implozją gospodarczą związaną z energią.
Niemiecki kanclerz Friedrich Merz właśnie wyłonił się z szafy brzmiąc jak zażarty obrońca energii nuklearnej. Tak naprawdę od dawna zrezygnował z oporu i pozwalał zielonym ćwiczyć się na nim, jak klient dominującej, oferujący gołym minimalne marudzenie konieczne dla spektaklu.
Mówi, że decyzja Niemiec o zamknięciu elektrowni jądrowych była poważnym błędem, który na poważnie odbił się na gospodarce. „To był poważny błąd strategiczny zrezygnować z energii nuklearnej. Gdybyś to zrobił, powinieneś przynajmniej zachować ostatnie pozostałe elektrownie jądrowe w Niemczech na sieci trzy lata temu, aby mieliśmy taką samą zdolność wytwarzania energii elektrycznej” – powiedział. Dość odważny zwrot o 180 stopni dla faceta, który od dawna lekceważył jako nieunikniony pomysł, że Niemcy – silnik gospodarczy UE – będą zasilane pogodą.
Nah, tylko żartował. Tak naprawdę nadal wzrusza ramionami i mówi: no cóż, teraz nic nie da się zrobić. Poza obwinieniem poprzedniej administracji. Aha, i zastanawiamy się nad zbadaniem tych nowych rzeczy zwanych małymi reaktorami modułowymi. Również jądrowe, swoją drogą. Tak więc ogromna zmiana polega na tym, że przechodzimy z energii nuklearnej na energię nuklearną. I która faktycznie nie będzie istnieć do może kiedyś w następnej dekadzie. Wspaniałe pocieszenie dla Niemców, płacących fortunę za energię w tej chwili, że facet na stanowisku uważa, że wszystko, co może zrobić, to narzekać na razie.
Szkoda, że nie mógł wtedy wbić sie i zrobić czegoś więcej, żeby walczyć o tę samą energię jądrową, której zniknięcia tak teraz żałuje. Zamiast tego, wtedy brzmiał jak facet rezygnujący z małżeństwa po tym, jak jego żona znalazła innego. „Są one demontowane, są dezaktywowane. Nie ma sposobu, żeby to naprawić, najprawdopodobniej” – powiedział o infrastrukturze jądrowej.
Przepraszam, nie możesz nigdy wrócić do domu. Sprzęt został dosłownie wysadzony w powietrze – pod własnym nadzorem Merza. Baw się dobrze tułając się po zubożałym bez dostępu do energii jałowisku jak w filmie Mad Max, szukając okruszków i modląc się o słońce i wiatr. Szkoda, że Merz również nie mógł zrobić nic w tej sprawie. Poza stoiskiem i oglądaniem rękoma w kieszeniach – jako kanclerz – podczas gdy dostawę energetyczną swojego kraju kontrolowano lobbujący za zielonymi.
Aby wrócić nieco do tyłu, upadek 60 lat niemieckiej energii jądrowej przyspieszył za rządów byłego kanclerza Angeli Merkel, z partii Merza – Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej, jak zauważył niedawno Brussels Signal. Widząc, co się stało z Fukushimą w Japonii, zareagowała jak ktoś, kto postanawia, że musi przez resztę życia unikać samochodów, bo kiedyś był świadkiem wypadku. Merkel wydaje się mieć pełne przekonanie, że wola polityczna może ugiąć niekontrolowalne czynniki zewnętrzne, jak pogoda, na korzyść kraju. Potem w 2023 roku minister gospodarki Niemiec podwaja stawkę, mówiąc, że nie było zamiaru wracania, ponieważ opinia publiczna, już wyniszczana wtedy przez wysokie ceny energii z powodu odcięcia zarówno od energii jądrowej, jak i rosyjskiego gazu Nord Stream, w pełni się na to zgadzała.
Jak to wszystko wyszło? Zabawne, jak ideologia brzmi wspaniale, dopóki rzeczywistość nie stanie na drodze. Ceny energii rosną. Wykorzystanie paliw kopalnych wzrosło w wyniku ponownego uruchomienia elektrowni węglowych, aby sprostać zapotrzebowaniu na energię. Inny amerykański think tank gospodarczy, National Bureau of Economic Research, szacuje koszt wycofania się z energii jądrowej na 12 miliardów dolarów rocznie, głównie z powodu tego, co wówczas oddychają węglowodory, zwiększając koszty opieki zdrowotnej.
A teraz Niemcy zaczynają zdawać sobie sprawę, że zamiana zróżnicowanego miksowania energii na rozczarowanie było naprawdę głupie, podczas gdy Trump się uśmiecha w tle, zamieniając każdą europejską wpadkę w swoje osobiste pole boju tortur, przywiązując ich jak dzieci, które zignorowały każde ostrzeżenie o ciasteczkowym wozie lodziarni.





