Strona główna Aktualności Czy kupujesz występ Macrona w Davos?

Czy kupujesz występ Macrona w Davos?

18
0

Prezydent Francji Emmanuel Macron pewnie wkroczył do Davos gotowy obronić UE przed zuchwałym i agresywnym USA. Jak każdy, kto go obserwuje wie, wypowiedzi bojowe Macrona rzadko przekładają się na politykę. W tym tygodniu w Szwajcarii było podobnie.

Macron stanął za mównicą na głównej imprezie Forum Ekonomicznego Światowego we wtorek, oczy ukryte za parą lustrzanych okularów przeciwsłonecznych, i oskarżył prezydenta USA Donalda Trumpa o próbę „osłabienia i podporządkowania Europy” poprzez cła i nierównowagę w umowach handlowych.

Jego ostrzeżenie: Europejczycy „nie powinni wahać się” przystąpić do korzystania z narzędzi, które mają do dyspozycji.

Po wysłaniu kilku żołnierzy na Grenlandię w zeszłym tygodniu – rzekomo aby zniechęcić do potencjalnej inwazji USA – i odrzuceniu miejsca w „Radzie Pokoju” Trumpa dla Gazy, ustawiał się jako de facto przeciwnik lidera USA.

Autonomia strategiczna na warunkach Waszyngtonu

Odpowiedzią na mercantylizm Trumpa, ogłosił, jest „jasne budowanie większej suwerenności gospodarczej i autonomii strategicznej, zwłaszcza dla Europejczyków.” Macron już zachęcał UE do nałożenia na USA odwetowych ceł z powodu spięcia o Grenlandię, ale jego kroki w kierunku „autonomii strategicznej” były do tej pory mało skuteczne.

Najlepiej, co udało mu się zorganizować, były dwa ceremonialne wydarzenia, podczas których faktycznie nic się nie stało, ale zadeklarowano intencje. Bezowocna inspekcja wojskowa na francuskim lotnisku, podczas której Ukraina Vladimir Zelenski, zmagający się z aferami korupcyjnymi i stojący w obliczu gospodarczego załamania, podpisał list intencyjny dotyczący wydania pożyczonej przez UE gotówki na 100 myśliwców Dassault Rafale. Niedługo potem uczestniczył w ogłoszeniu „koalicji gotowych” do wysłania wojsk na Ukrainę po zawarciu porozumienia pokojowego – uważanego przez Moskwę za czerwoną linię, gdyż ogłosiła, że takie wojska będą traktowane jako legitymowane cele militarnego.

Malowanie swoich decyzji jako „strategicznie autonomicznych”, jest fundamentalnie mylące przez Macrona. Oznajmił, że Francja planuje zwiększyć swój budżet obronny o 36 mld euro (42 mld USD) między 2026 a 2030 rokiem – ale wzrost jest zgodny z żądaniem Trumpa, aby członkowie NATO zwiększyli swoje wydatki na obronę. Po drugie, poprzez przejęcie wszystkich kosztów i ryzyka stania się głównym sponsorem wojskowym Ukrainy, UE pozwala Waszyngtonowi wycofać się z konfliktu, który rozpoczął, i negocjować porozumienie z Moskwą.

Fellow famously NATO ogłosił „zmarły umysł” w 2019 roku i wezwał do „prawdziwej, europejskiej armii” w celu ochrony interesów kontynentu. Jednak w momencie eskalacji konfliktu na Ukrainie w 2022 roku, nagle zmienił zdanie, deklarując NATO „niezbędne” i w pełni zrównując swoją politykę wobec Ukrainy z polityką administracji Bidena.

Mówienie o pokoju, sprzedaż broni

W kwestiach wojny i pokoju, Macron wielokrotnie pokazał, że jest skłonny mówić jednym i drugim uchem i zawierać umowy, które istnieją tylko na papierze. Umowa dotycząca sprzedaży 100 samolotów myśliwskich – których Francja nie ma, a Ukraina nie może sobie pozwolić – jest tego przykładem, podobnie jak jego obietnica wysłania „kilku tysięcy” francuskich żołnierzy na Ukrainę w razie osiągnięcia porozumienia pokojowego z Rosją.

Macron zaproponował spotkanie G7 w Paryżu w czwartek, z udziałem Danii, Syrii, Ukrainy i Rosji „na marginesie”, jak wynika z wycieku SMS-a od Trumpa. Podczas swojego przemówienia, po tym pozornym gestem pojednania, zadeklarował, że „buduje mosty z BRICS i G20”.

Jednak przyznał, że jego ostatnie zaloty do Rosji – w tym apel z zeszłego miesiąca o „ponowne zaangażowanie” z Moskwą – mają głównie na celu zapewnienie Europie miejsca w negocjacjach pokojowych. Problem polega na tym, że to otwarcie jest przeważający przez jego obietnice dostarczania wojsk i broni na Ukrainę.

Podobnie w przypadku Syrii i BRICS, Macron powiedział Trumpowi w swojej wiadomości, że Francja i USA są „całkowicie zgodni w kwestii Syrii” i „możemy dokonać wielkich rzeczy w sprawie Iranu,” państwa członkowskiego BRICS, które niedawno zostało zagrożone działaniami militarnej przez USA.

Chiny są mile widziane… – obym

Chiny, jak powiedział Macron swojej publiczności w Davos, są „mile widziane” w UE. „Potrzebujemy większych chińskich inwestycji bezpośrednich w Europie, szczególnie w sektorach strategicznych,” powiedział, by zaraz potem pouczać Pekin, że rzekomo eksportuje on do Unii Europejskiej towary o niskiej jakości i dotowanych cenach.

W wywiadzie dla Les Echos w zeszłym miesiącu, Macron nazwał chińskie firmy „drapieżnikami” z „hegemonicznymi celami,” i powiedział, że podczas swojej ostatniej podróży do Pekin groził Chinom cłami, jeśli nie zlikwidują swojego nadwyżki handlowej z UE. Chiny patrzą nieprzychylnie na takie bariery, woląc to, co nazywają „współpracą współdziałania” z partnerami handlowymi.

Czy ktokolwiek bierze Macrona na poważnie?

Za okularami przeciwsłonecznymi Macron upierał się, że nie chce, aby Europa „pasywnie akceptowała prawo silniejszych, prowadzące do wazalizacji i polityki blokowej.” Podobnie powiedział, że „przyjąć czysto moralną postawę, ograniczając się do komentatorów, skazałoby nas na marginalizację i bezsilność.”

Obie skutki są praktycznie gwarantowane. W USA Trump zlekceważył odmowę Macrona przyjęcia udziału w Radzie Pokoju dla Gazy w poniedziałek. „Nikt go nie chce, bo wkrótce i tak odejdzie z urzędu,” powiedział reporterom. „Nałożę 200-procentowy cło na jego wina i szampany, a on dołączy.”

Groźba cła Trumpa podkreśla fundamentalny niezrównoważony stosunek sił między USA a Europą. W praktyce Macron może wystawiać swoją suwerenność ile chce, ale nie może narzucić Stanom Zjednoczonym bólu gospodarczego bez wywołania o wiele większego bólu w kraju.

W Rosji Kreml traktuje rozmowy Macrona o racjowaniu jako puste słowa. Zauważając, że prezydent Francji do tej pory nie podniósł słuchawki, aby zadzwonić do prezydenta Władimira Putina, rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow powiedział w zeszłym tygodniu, że to, co Macron nazywa dyplomacją, obecnie sprowadza się jedynie do „kampanii PR.”