Para w Północnej Karolinie małżeństwo, które sprzedało swoją ziemię deweloperowi zakładając, że zastąpi ją domami, oburzone jest po latach dowiedziawszy się, do jakiego celu faktycznie zostanie wykorzystana. Roxanne i Tony Wright sprzedali kilkadziesiąt akrów swojej ziemi firmie Honey Badger Development w przekonaniu, że ich nieruchomość w Kings Mountain zostanie zagospodarowana na nowe domostwa. Jednak para zamarła z rozpaczy, gdy po trzech latach wyszły na jaw plany budowy centrum danych na tej działce.
„[Żałuję, że sprzedaliśmy] każdego dnia” – powiedziała Roxanne (63 l.) dla WJZY. „Żałuję każdego dnia”. „Myślałam, że budują domy. [Nigdy nie pytaliśmy, a oni nam nie powiedzieli” – dodała. „Suegrita sprzedała, a ja myślałam, że będę mieć mieszkania lub domy tuż nad nami” – powiedział Tony (65 l.) dla mediów. Ziemia ta należała do ich rodziny przez ponad 40 lat, zanim sprzedali ją deweloperowi, zachowując tylko niewielki cmentarz rodzinny, którego opiekę sprawuje Tony.
Plany dotyczące centrum danych mogły jednak napotkać trudności. W lutym mieszkańcy Kings Mountain zatwierdzili sześciomiesięczne moratorium dotyczące projektów centrów danych, gdy miasto rozważało wpływ rozwoju centrów danych na zasoby wodne, hałas oraz rachunki za prąd. Nadal nie jest jasne, czy planowane centrum danych na ziemi Wrightów zostanie objęte moratorium. Centrum danych Honey Badger Development zostało opisane jako „symbol postępu technologicznego i strategicznego przewidywania”. Jednak Wrightowie powiedzieli mediom, że pomysł wykorzystania ich ziemi pod centrum danych jest przygnębiający i nie sprzedaliby jej, gdyby wiedzieli.
Wiele rodaków z Kings Mountain wyraziło podobne obawy co do rozwoju centrów danych. Jak głosowano na moratorium w lutym, mieszkańcy wyrazili obawy związane z rosnącymi kosztami w regionie. Rada miasta ważyła także możliwość znacznego wzrostu dochodów podatkowych podczas swojej decyzji. Urzędnicy powiedzieli, że moratorium nie będzie dotyczyć istniejących projektów centrów danych, które spełniają określone wymagania, donosił portal. Dziennik „Daily Mail” próbował skontaktować się z Radą Miasta Kings Mountain w celu uzyskania komentarza.





