Ze wzrostem spadającego, rosnącego inflacji i brytyjskiej działalności gospodarczej borykającej się z ogromnym obciążeniem w postaci opodatkowania prawniczy w wysokości 75 miliardów funtów, prognozy gospodarcze rzadko były bardziej alarmujące.
Ale właśnie wtedy, gdy myślałeś, że ta rząd nie może już bardziej upaść w swoich wysiłkach, by zniszczyć to, co pozostało z przedsiębiorstw generujących zyski, pojawił się cień Angeliki Rayner, aby zadziałać kolejny znak firmowy – tym razem z zatrważającym zwrotem.
Niczym niepokojącym jest odkrycie, że wśród dokumentów określających uprawnienia nowej agencji Fair Work Agency (FWA), wartego 60 milionów funtów projektu byłego wicepremiera, zanim zrezygnowała w atmosferze kontrowersji, znajduje się nowa polityka „egzekwowania”, obejmująca swoistą policję z prawami do przeprowadzania nalotów na firmy, konfiskaty dokumentów i aresztowania pracodawców za domniemane wykroczenia.
Rozpoczęcie działalności FWA, kolejnego kosztownego quasi-urzędu do karcenia i zniechęcania twórców bogactwa narodu, mogło się przydarzyć w mniej dogodnym momencie.
26-stronicowy dokument opisujący jej uprawnienia został wydany przez Departament Handlu i Biznesu, gdy wszystkie oczy były skierowane na wydarzenia w Zatoce Perskiej – i nic dziwnego.
Skala potencjalnych interwencji ze strony FWA jest stalinowska i bardziej zgodna z tym, co można by znaleźć w państwie autorytarnym.
Na razie Partia Pracy – która wyciągneła całą siłę w kontakcie z biznesem przed lipcowymi wyborami z 2024 roku – ogłasza korporacje i małe przedsiębiorstwa jako wrogów.
Możliwość, że funkcjonariusze egzekwowania będą wymagać dostępu do działań małych i średnich firm, jest szczególnie przerażająca. Wielu mniejszych firm, kręgosłup brytyjskiej gospodarki, żyje już w strachu przed niespodziewaną wizytą inspektorów VAT rządowych, którzy posługują się uprawnieniami do przeszukania i konfiskaty.
Dodanie nowej warstwy ingerencji w zatrudnienie pracowników w niepełnym wymiarze godzin (wcześniej zatrudnionych na teraz zakazanych umowach 'zero godzin’), tylko zaszkodzi kruchej pewności siebie biznesowej.
Instytut Dyrektorów, którego członkowie obejmują wiele średnich i mniejszych przedsiębiorstw, wyraził oburzenie faktem, że, mając tylko dwie dni robocze na to, przedstawiciele związków zawodowych mogą żądać dostępu do ksiąg i dokumentów firm, co jest ogromnie kosztownym procesem pod względem czasu personelu i biurokracji.
Gorzej, jeśli pracodawcy spróbują uniknąć tego obciążenia, grozi im formalna wizyta od nowego korpusu egzekutorów rządowych FWA.





