Polityka energetyczna Wielkiej Brytanii jest narodowym wstydem. Przez lata kolejne rządy upierały się przy agresywnej zielonej agendzie, która postawiła dekarbonizację ponad krajowym bezpieczeństwem energetycznym. Konserwatyści zaczęli to szaleństwo swoim pośpiechem ku Net Zero. Partia Pracy, pod wpływem swego ekologicznego maniaka sekretarza energetyki, Eda Milibanda, poszła jeszcze dalej, upierając się, że przyszłość brytyjskiego sektora energetycznego leży wyłącznie w odnawialnych źródłach energii.
Jak argumentowałem, ta lekkomyślna strategia sprawiła, że Wielka Brytania stała się niebezpiecznie zależna od importu zagranicznego gazu, często z reżimów, które niekoniecznie mają nasze najlepsze interesy na względzie. Dzięki konfliktom na Ukrainie i teraz w Iranie, które spustoszyły rynki energetyczne, kurczaki doszczętnie przyszły do domu. Kraje takie jak Norwegia nadal wydobywają swój gaz z Morza Północnego, a jednak Wielka Brytania musi słono płacić za dostawy z zagranicy.
W rezultacie brytyjski przemysł został dotknięty gwałtownym wzrostem kosztów energetycznych.
Tymczasem ciężko pracujące rodziny tego, co nazywamy „Alarm Clock Britain”, mają jedne z najwyższych rachunków za energię w Europie. Skoro Reforma obniży opłaty zielone oraz VAT od rachunków domowych, cofnie planowany wzrost ceny paliw o 5 pensów oraz obniży VAT na paliwo drogowe na trzy miesiące, istnieje także inne rozwiązanie.
Musimy wydobywać własny gaz. Tak, oczywiście na morzu w Morzu Północnym – ale także na lądzie.
Wielka Brytania ma znaczący, niewykorzystany potencjał gazowy. Czy wiedzieliście, na przykład, że Lincolnshire posiada złoże gazu zawierające 16 bilionów stóp sześciennych gazu? To wystarczyłoby, aby zaspokoić potrzeby energetyczne Wielkiej Brytanii przez całą dekadę. Istnieje wiele sposobów, w jaki możemy przeprowadzić wiercenie na lądzie, włącznie z frackingiem. W Lincolnshire można by użyć o wiele mniej inwazyjnej metody zwanej „proppant squeeze”, która polega na wstrzykiwaniu piasku i cieczy pod wysokim ciśnieniem do skał, co zmusza gaz do wypływania na powierzchnię.
Jednak zamiast odpowiedzialnie zająć się szansą na wydobycie tych ogromnych złóż, rząd po rządzie faktycznie zamknął drzwi, ograniczając wiercenia na lądzie jednocześnie zwiększając naszą zależność od importowanego gazu. To kompletna szaleństwo.
Rozbudowa wydobycia na lądzie obok trwającej produkcji na morzu przyniosłaby trzy natychmiastowe korzyści.
Po pierwsze, poprawiłoby to bezpieczeństwo energetyczne, zmniejszając naszą zależność od zagranicznych dostawców. Po drugie, stworzyłoby miejsca pracy i pobudziło wzrost. Ponieważ wiercenie na lądzie to nie tylko kwestia energii. Chodzi o inwestycje, infrastrukturę i zatrudnienie.
Byłoby tworzenie miejsc pracy wymagających umiejętności w całym kraju, zwłaszcza w regionach, które od dawna były pomijane. Po trzecie, pomogłoby to obniżyć ceny. Więcej dostaw, zwłaszcza krajowych bez konieczności transportu ich przez oceany, wywiera presję na obniżenie kosztów. To podstawowa ekonomia.
Jeśli mi nie wierzysz, spójrz na Stany Zjednoczone. Ludzie zapominają, że na początku lat 2000. ceny gazu w USA były znacznie wyższe niż te w Wielkiej Brytanii.
Następnie Stany Zjednoczone dramatycznie zwiększyły dostawy poprzez wiercenie na lądzie. Skutkiem była transformacja: ceny gwałtownie spadły, amerykański przemysł rozkwitł, miejsca pracy się pomnożyły, a Stany Zjednoczone stały się netto eksporterem. Faktycznie, od momentu rozpoczęcia konfliktu w Iranie ceny gazu w USA ledwo się poruszyły.
Wielka Brytania wydaje się wyciągnęła z tego przeciwną lekcję, pomimo że ostatnie badanie przez Merlin Strategy dla organizacji walczącej o wzrost pokazało, że większość wyborców było za wierceniem na lądzie.
Konserwatyści muszą wziąć na siebie ogromną część winy. Przewodzili spadkowi wydobycia i eksploracji podczas gdy oferowali niewiele więcej niż slogany o zielonej transformacji. Teraz poza urzędem, niektórzy twierdzą, że ogarnęło ich światło. Przepraszam, że nie jestem przekonany. Nie można przez lata zamykać produkcji krajowej, opodatkować zyski po brzegi, blokować inwestycje i zwiększać zależność od importu, a następnie nagle przedstawiać się jako rozwiązanie.
Przepraszam, realia są takie, że rekord „uniwersalnej” partii brytyjskiej pozostawił Wielką Brytanię słabszą i bardziej narażoną na niepewność międzynarodowych dostaw. Gaz nadal pozostanie kluczowym składnikiem naszej mieszanki energetycznej i tak będzie przez lata. Pretensje o coś innego to dziecinne dogmaty.
Ed Miliband może importować ile chce swoich okropnych turbin z Chin, ale jeśli wiatr nie wieje, potrzebujemy gazu, aby zapełnić lukę energetyczną. Mamy ogromne zasoby tego surowca pod naszymi stopami i pod naszymi morzami. Jednak przez zbyt długi czas ideologiczny fanatyzm zwyciężał nad ekonomicznym rozsądkiem.
Mówię, że to nic innego jak nasz obowiązek patriotyczny wykorzystać nasz skarb energetyczny. Jesteśmy to winni naszym wnukom, aby zacząć wiercić. Mamy zasoby. Mamy ekspertyzę. Wszystko, czego nam brakuje, to rząd z kręgosłupem, żeby się za to zabrać.





