Strona główna Aktualności Starmer boi się lewicy Partii Pracy: ROBERT JENRICK

Starmer boi się lewicy Partii Pracy: ROBERT JENRICK

38
0

Pięć lat temu Zack Polanski był hipnoterapeutą, najbardziej znanym z twierdzeń, że potrafi powiększyć piersi kobiet za pomocą mocy swojego genialnego umysłu. Dziś skutecznie rządzi naszym krajem. Ta dramatyczna transformacja mówi wszystko, co trzeba wiedzieć o problemach, jakie obecnie dotykają Premiera, Partię Pracy i niestety całą Wielką Brytanię. Gorton i Denton były 38. najbezpieczniejszym okręgiem wyborczym Partii Pracy. To się zmieniło. W zeszłym miesiącu Partia Zielonych wygrała mandat, wyprzedzając mizerny wynik Partii Pracy o 5 000 głosów, a Reformy mocno ścigały ich na drugim miejscu. Wstrząsy związane z tym wydarzeniem nie ustają w Manchesterze. Zwycięstwo Partii Zielonych już teraz przeraża posłów Partii Pracy i przewidywalnie oddala Sir Keira Starmera jeszcze bardziej od zdroworozsądkowej większości w tym kraju. Wielu teraz ceni sobie własne przetrwanie ponad lojalność wobec lidera, a jeśli oznacza to zbliżenie się do Zielonych, to niech tak będzie. Ponieważ wynik w Gorton i Denton nie był jednorazowy. Reprezentuje on ogólnokrajowy upadek koalicji wyborczej Partii Pracy. W przeszłości partia polegała na wsparciu z miast, ale od dawna porzuciła jakikolwiek pozór, że jest rzecznikiem klasy pracującej. Dziś tylko 15 procent wyborców z klasy pracującej chce rządu Partii Pracy. Wielka Brytania zegara – ta milcząca większość ludzi, którzy pracują na swoje pieniądze i kochają ten kraj – przechodzi do Reform. Ci pracowici, porządni, patriotyczni ludzie, których znam w Nottinghamshire, wielu z przodków głosujących na Partię Pracy przez pokolenia, mają dosyć. Aby zapełnić ogromną dziurę w tradycyjnym poparciu, partia pozyskuje dwie grupy wyborców: muzułmanów i tych, którzy polegają na sektorze publicznym. To te dwie grupy Polanski grozi, że zabierze Partii Pracy. Podczas kampanii przedwyborczej wiadomości Zielonych nie były specjalnie zielone. Kwestie środowiskowe zeszły na drugi plan, podczas gdy partia krytykowała Partię Pracy za niewystarczające lojalności wobec sprawy palestyńskiej, publikowała treści w języku urdu na mediach społecznościowych i nawet prowokowała wyborców, wielu z nich pochodzących z Pakistanu, filmikiem z Starmerem podającym rękę z premierem Indii, nacjonalistycznym hindusem Narendra Modi. To zadziałało. I z dziesiątkami okręgów wyborczych o podobnej demografii Partia Pracy próbuje wdrożyć działania mające zniwelować tę słabość. Weźmy nowe definicje „Hostylości wobec Muzułmanów” rządu, które mają zapewnić muzułmanom specjalną, unikalną ochronę przed „negatywnymi stereotypami”. Pomimo że wszystkie grupy wyznaniowe są już chronione przed uprzedzeniami w Ustawie o równości. Wśród sprzeciwu, że tak szeroka definicja zastrzeżona tylko dla jednej grupy może zahamować wolność słowa, Starmer dokonał tego mimo to. Carla Denyer, poseł Partii Zielonych, przywitała ten ruch, ale zażądała, aby „rozmowa… zmierzała ku działaniu” w celu zapewnienia „odpowiedzialności” dla tych krytykujących islam. Steve Reed, sekretarz ds. społeczności Partii Pracy, zgodził się i powiedział, że powołuje „zarządcę hostylości wobec muzułmanów”, który skupi się wyłącznie na ochronie społeczności muzułmańskiej. To samo jest z odpowiedzią na wojnę z Iranem. Starmer powtarza nieustannie, że nie pozwolił USA na początku korzystać z naszych wspólnych baz. Gdzie to nas zaprowadziło? Dokładnie nigdzie. Miejmy nadzieję, że pozyska on przychylność wyborców sąsiadujących z Zielonymi, którzy mogą go postrzegać jako bohatera antywojennego. Jednak teraz dopuszcza naszych amerykańskich sojuszników do korzystania z baz w celu zabezpieczenia Cieśniny Ormuz. Nawet w kwestiach, gdzie bardziej inteligentni głosy w Partii Pracy uznają, że reformy są konieczne, ich decyzje są motywowane strachem przed inwazją Zielonych. Shabana Mahmood, minister spraw wewnętrznych, zaproponowała łagodne, ale sensowne zmiany w procesie, dzięki któremu migranci zdobywają prawo do pobytu w Wielkiej Brytanii na stałe. W zeszłym tygodniu doniesiono, że rząd zawróci nawet te skromne zmiany po tym, jak Angela Rayner nazwała je „niebrytyjskimi”. To ma smak reform opieki społecznej, które nigdy nie nastąpiły, gdy nawet niewielkie cięcia naszego rażąco hojnego systemu świadczeń zostały odłożone latem zeszłego roku po buncie na tyłach partii. W kwestii gospodarki ta tchórzliwa uległość wobec Zielonych jest boleśnie widoczna. Spójrzmy na koszty ogrzewania. Każdy z atlasem mogłby powiedzieć, że sposobem na obniżenie rachunków byłoby wiercenie na Morzu Północnym, zwiększając nasze krajowe źródło brytyjskiego gazu. Nawet związki zawodowe przyznają, że powinniśmy to zrobić, ale Starmer odmawia wydania nowych licencji. Dlatego jesteśmy zmuszeni do kupowania tego samego gazu z Morza Północnego, ale wierconego przez Norwegów. Któż wie, być może Starmer zaczerpie kolejną lekcję z książki Polanskiego i po prostu zahipnotyzuje ludzi, aby poczuli się cieplej. Prawda jest taka, że Starmer – o ile wierzy w cokolwiek – rozpoznaje, że każdy z tych obszarów wymaga zmian. Jednak za każdym razem, gdy próbował działać, jego posłowie zmusili go do zmiany kursu. I spodziewajmy się więcej szybkich zwrotów akcji w miarę zbliżania się majowych wyborów lokalnych. Oczekuje się, że Partia Pracy poniesie dotkliwe porażki, ponieważ zwolennicy z jej skrajnie lewego skrzydła widzą w Zacku Polanskim Jeremy’ego Corbyna, którego naprawdę mają w sercach. Osobowość to także kwestia – w porównaniu do Starmera, Zack jest bardziej charyzmatycznym działaczem, chociaż to nie jest trudne, oczywiście. Po klapie posłowie Partii Pracy będą zdesperowani, aby zadowolić wyborców Zielonych i mogą dojść do wniosku, że jedynym sposobem na to jest odebranie kluczyki do Downing Street od Starmera i przekazanie ich Rayner. Lepiej będą ostrożni w tym, czego sobie życzą, ponieważ jakikolwiek nagły zwrot na skrajnie lewo będzie jeszcze bardziej katastrofalny dla naszej gospodarki niż cokolwiek, co Kanclerz Rachel Reeves narzuciła. Na pewno oznaczać to będzie więcej marnotrawienia, dłuższe pożyczki i wyższe podatki. Wpływowi członkowie Partii Pracy, takie jak Lisa Nandy i Andy Burnham, którzy rwą się, aby obalić Starmera, zgadzają się z Zackiem Polanskim, że możemy pożyczać ile chcemy bez konsekwencji. Dlaczego nie? To nie ich pieniądze, to tylko zera na arkuszu kalkulacyjnym. Dlaczego mieliby się martwić, że to podatnicy będą płacić wysokie odsetki, jakie generuje rosnący dług. Będzie to proto-komunizm, z Przewodniczącym Polanskim ciągnącym za sznurki zza kulis. Ale gdy Partia Pracy coraz bardziej podąża za skrajnymi wyborcami na lewo, podniosą się podatki, spadną standardy życia, łodzie nielegalnych imigrantów nadal będą nadpływać – a Wielka Brytania będzie jeszcze bardziej odsuwana na bok jako naród Pierwszego Świata. Podczas wyborów lokalnych będziemy mieli szansę wysłać temu Rządowi sygnał – że miliony ludzi nie chcą widzieć naszego wspaniałego kraju rozbitego na kole lewicowej obłędu. Chcą, aby Wielka Brytania została naprawiona. Wysłanie tego sygnału zmusi Partię Pracy do przemyślenia swojej polityki goniącej skrajności i będzie pierwszym krokiem w usunięciu partii od władzy.