Strona główna Aktualności Sejsmiczna strat Ali Larijaniego tylko zwiększy niestabilność Iranu.

Sejsmiczna strat Ali Larijaniego tylko zwiększy niestabilność Iranu.

14
0

Ostatecznie dopadli Ali Larijaniego. Wczoraj rano minister obrony Izraela powiedział, że jego armia zabiła szefa bezpieczeństwa Iranu w uderzeniu.

W zeszłym tygodniu Larijani pojawił się publicznie podczas marszu Dnia Kuds w Iranie. To był przemyślany prowokacyjny gest. Otoczony cywilami, w tym wieloma dziećmi, zaryzykował – co okazało się słuszne – że ani Waszyngton, ani Tel Awiw nie zaatakuje go tam.

Miał jednak mniej niż tydzień życia. Nie ulega wątpliwości, że jest to najbardziej znaczące zabójstwo od ataku na byłego Wodza Najwyższego, ajatollaha Chomeiniego 28 lutego, w dniu otwarcia wojny.

Larijani, 67-letni, był jednym z najinteligentniejszych, kompetentnych i najpotężniejszych mężczyzn – wszystkie są mężczyznami – w kierownictwie Islamskiej Republiki. Przewodniczący parlamentu przez 12 lat, były główny negocjator nuklearny i ostatnio Sekretarz Rady Najwyższego Bezpieczeństwa Narodowego, zajmował centralne miejsce w strukturze dowodzenia reżimu wojennego.

Był kluczowy dla strategii militarnych, koordynacji wywiadowczej i planowania na wypadek zagrożenia przetrwaniem reżimu. Po śmierci Chomeiniego postaci takie jak Larijani stały się niezbędne do utrzymania systemu w nienaruszonym stanie.

Jego utrata jest sejsmiczna.

Był także swoistym anachronicznym zjawiskiem. Wielu ważnych postaci w Iranie ma wysokie wykształcenie, ale mało kto łączy wykształcenie z matematyki z zaawansowanymi studiami w filozofii zachodniej. Larijani specjalizował się w Immanuelu Kancie, pruskim filozofie z XVIII wieku, który kształtował nowożytne europejskie pojęcia rozumu, etyki i porządku politycznego.

Logika Larijaniego była prosta: aby pokonać zachodnie idee, najpierw trzeba je zrozumieć. Osobiście był spokojny i metodyczny – zupełnie inny od wrzeszczących duchownych i złowrogich dowódców Iran Guard Corps, którzy zalewają irańską telewizję państwową. Rozumiał zarówno język wojny, jak i negocjacji. Przede wszystkim był łącznikiem między frakcjami – rozwiązywaczem problemów, gdy sytuacja groziła rozpadem, tak jak teraz.

Jego utrata będzie odczuwalna natychmiast. Z zimno-strategicznej perspektywy, usunięcie Larijaniego zadaje bezpośredni cios zdolnościom reżimu i przyspiesza stopniowe „odcinanie głów” jego przywódców. Ta wojna już znacząco zdegradowała strukturę dowodzenia.

Jego usunięcie jeszcze bardziej przerzedza szeregi doświadczonych decydentów – i nie są to funkcje, które można szybko zastąpić.

To jest logika ataków, które mają na celu wewnętrzną dewastację samego reżimu – aby osłabić go do tego stopnia, że po zakończeniu wojny będzie słabszy, rozłamany i bardziej podatny na prawowity i wieloletni gniew irańskiego ludu.

W takim scenariuszu, nadzieja w Waszyngtonie i Jerozolimie to, że irański lud będzie bardziej zdolny do obalenia obrzydliwego systemu, który brutalizował ich przez niemal 50 lat.

Bez niego, rywalizujące frakcje mają większe tendencje do poruszania się w różnych kierunkach. To osłabia spójność i sprawia, że system jest trudniejszy do rządzenia. Dla przeciwnika taka wewnętrzna tarcia mają bezcenną wartość.

Jest też efekt psychologiczny. Jeśli, ponownie, ktoś tak ważny jak Larijani może zostać zaatakowany, to oprawcy IRGC zrozumieją, że nikt nie jest nietykalny. Przywództwo jest zmuszone do zawierzenia w siebie. Ich już głębokie poczucie paranoi tylko wzrasta. Czas i energia, które mogłyby być poświęcone na projekcję siły, są zamiast tego skierowane na przetrwanie.

Co dalej?

Najbardziej prawdopodobny kandydat na zastąpienie go na szczycie państwa bezpieczeństwa – nawet jeśli nie bezpośrednio na jego stanowisku – to nędzny Mohammad-Bagher Ghalibaf.

Były dowódca Gwardii Rewolucyjnej i szef policji, bardziej jest wykonawcą niż filozofem. Spodziewaj się, że reżim zaostrzy swoją antyamerykańską opozycję – przynajmniej na krótką metę.

W tym tkwi kolejny problem. Odcięcie głowy powoduje paradoks: decyzje stają się jednocześnie wolniejsze i bardziej impulsywne.

Zemsta staje się bardziej prawdopodobna. Eskalacja staje się trudniejsza do kontrolowania.

To jest brutalny dylemat. Osłabiasz system na krótką metę – ale jednocześnie sprawiasz, że staje się bardziej niestabilny.

W regionie już napiętym, niestabilność może prowadzić do upadku systemu. Ale może też być iskrą, która zamienia stosunkowo ograniczony konflikt w coś szerszego – i znacznie bardziej niebezpiecznego.