Strona główna Aktualności PATRIKARAKOS: Wnętrze najbardziej zuchwałego zabójstwa w historii świata

PATRIKARAKOS: Wnętrze najbardziej zuchwałego zabójstwa w historii świata

10
0

W sobotni poranek, ulica Pasteura w centralnym Teheranie. Wewnątrz ogromnego ogrodzonego kompleksu znajduje się Beit Rahbari – „Dom Przywództwa” – zbrojna i labiryntowa rezydencja starzejącego się Najwyższego Przywódcy Iranu Ayatollaha Chameneiego. Obok znajduje się pałac prezydencki i kilka kluczowych obiektów Korpusu Strażników Rewolucji (IRGC), z których represyjne przywództwo prowadzi swoje operacje. Strażnicy bezczynnie stoją na swoich posterunkach. Plakaty brodatego duchownego trzepoczą na budynkach i latarniach. Ruch uliczny przemieszcza się wolno, ale agresywnie. Dzień, który wydaje się być jak każdy inny. Ale, niczym nieświadomi ci, którzy znajdują się w kompleksie, twierdza biurokratycznej i religijnej okrucieństwa została zdobyta dawno temu. Agenci wroga grasują po korytarzach, operatorzy czytają przechwycone komunikaty, a algorytmy zaprojektowane przez Izraelczyków przeszukują dane przesyłane przez telefony komórkowe i inne urządzenia reżimu. O godzinie 8:10 czasu lokalnego, połączone uderzenia izraelskie i amerykańskie rozpoczynają się z niszczycielskim skutkiem. Eksplozje rozlegają się po stolicy. Budynki znikają w ogniu i kurzu. Kłęby czarnego dymu wznoszą się w górę. W ciągu pięciu minut Ayatollah leży martwy, ofiarą takiego samego skrajnego przemocy, jaką stosował wobec tylu niewinnych przez całe swoje brudne życie: sprawiedliwość poetycka dostarczona przez ładunek. Obok niego leżą trupy wielu jego współpracowników: dowódcy Korpusu Strażników Rewolucji, minister obrony reżimu i sekretarz Rady Obrony Iranu (który przeżył wcześniejsze izraelskie uderzenie w 2025 roku po wyciągnięciu go z gruzów). Tysiące kilometrów stąd, w Jerozolimie, Benjamin Netanyahu ogląda zdjęcie ciała Chameneiego. Misja – przynajmniej jej pierwsza część – wykonana. W tym miejscu rozcinałem logikę, chronologię i niektóre z tajemnic operacji wyeliminowania oktogenarnego mordercy masowego – i mogę ujawnić po raz pierwszy szczegóły, jak głęboko szpiedzy Izraela przeniknęli usługi bezpieczeństwa Iranu i sam rząd. Jak powiedział mi w tym tygodniu były izraelski urzędnik obrony: „Wywiad użyty w tych operacjach jest na innym poziomie”. Kombinacja najnowszej technologii analizy danych i wizualizacji – obok bezprecedensowych poziomów „humintu” [wywiadu ludzkiego, pozyskiwanego dyskretnie przez agentów] – doprowadziły do tego niesamowitego wyczynu. „Wielourzędowa, międzynarodowa, wielotorowa: liczba warstw jest naprawdę godna podziwu”. Prawda jest taka, że Izraelczycy – przy pomocy Amerykanów – zrobili coś, czego nikt nie zdaje się w pełni rozumieć. Stworzyli początki nowego sposobu prowadzenia wojny: połączenie wojny cybernetycznej, nadzoru i szpiegostwa ludzkiego tak płynne, że do momentu, gdy bomby spadają, warunki do wygrania bitwy miejmy nadzieję zostaną stworzone. Rakiety w weekend były jedynie widocznym końcem znacznie głębszej i bardziej złożonej operacji. Lata zhakowanych kamer, przechwyconych sygnałów, źródeł ludzkich i analizy prowadzonej przez maszyny pozwoliły zmapować wewnętrzne funkcjonowanie – aż do poziomu poszczególnych kierowców, ochroniarzy i nawet ich miejsc parkingowych – jednego z najbardziej paranoicznych i pilnie strzeżonych reżimów na ziemi. Tak to zrobili. Zegary w Waszyngtonie liczą osiem i pół godziny mniej niż w Teheranie. Trump autoryzował uderzenie poprzedniego dnia o 15:38 czasu wschodniego 27 lutego. Jego wiadomość do dowódców była zwięzła: „Operacja Epicki Gniew jest zatwierdzona. Nie ma odstąpień. Powodzenia.” W Izraelu szef sztabu IDF i jego najwyżsi oficerowie spędzili piątkowy wieczór w domu na żydowską Sabat, jakby wszystko było normalne. Nic nie wskazywało, że szpiegów irańskich zbliża się atak. O świcie izraelskie F-15 wzbiły się w powietrze – a następnie odwróciły się od Iranu. Daleko poza zasięgiem irańskiego radaru wypuściły balistyczne pociski powietrzno-startowe znane jako Czarne Wróble. Początkowo zaprojektowane jako symulatory celów do testowania słynnego izraelskiego systemu obrony rakietowej Arrow (jednego z czterech znanych zdolności, obok Iron Dome, David’s Sling i Thaad), broń ta została przystosowana do celów ofensywnych. Te podążały trajektorią balistyczną – wznosząc się wysoko, a następnie opadając na ogromną prędkość. Nie mogło być ostrzeżenia. Ponad 30 rakiet natychmiast unicestwiło kompleks Pasteura. (Przetrwał jedynie jeden urzędnik – bo zaspał i nie przyszedł na czas.) Druga fala zniszczyła następnie baterie przeciwlotnicze Iranu, oczyszczając korytarz z zachodu. Niedługo potem 200 izraelskich samolotów – największy nalot w historii kraju – przemknęło przez Iran i rozpoczęło bombardowanie składów rakiet balistycznych, silosów, przenośnych wyrzutni i zakładów produkcyjnych. W ciągu kilku godzin, w jednej z najbardziej niezwykłych operacji wojskowych w nowoczesnej historii, obrona przeciwlotnicza, infrastruktura rakietowa i przywództwo Iranu zniknęły. To nie był przypadek. Wstępny ogień tej najnowszej rundy wieloletniej wojny między Iranem a Zachodem był kulminacją lat planowania – przede wszystkim, skomplikowanej penetracji wywiadowczej w elitę wojskową i polityczną Iranu. Amerykańskie i izraelskie agencje śledziły przewodnictwo Iranu w szczegółach od tzw. 12-dniowej wojny w zeszłym czerwcu – którą sam przeżyłem, relacjonując dla Daily Mail z Izraela podczas ataku rakietowego irańskiego. Nawet latem ubiegłego roku, Teheran dawno zabronił swoim VIP-om noszenia telefonów komórkowych, ponieważ mogły być zlokalizowane i śledzone. Niewiarygodnie, nigdy nie rozciągnęli tej zasady na ochroniarzy i kierowców, którzy towarzyszyli im wszędzie. Dlatego izraelska agencja wywiadowcza Mossad, razem z Jednostką 8200 IDF (część elitarnej jednostki odpowiedzialnej za wywiad telewizyjny, deszyfrację kodów i wojnę cybernetyczną), przestawiła swoją uwagę na telefony ochroniarzy. Kilku irańskich dowódców zostało zamordowanych w wyniku tego uderzenia w czerwcu, w tym szef sztabu armii i wielu dowódców Korpusu Strażników Rewolucji. Zachodnie agencje wychwyciły Najwyższego Przywódcę Ali Chameneiego, ale zdecydowały nie uderzać, ponieważ celem nie było wtedy zmiana reżimu. Irancy zlokalizowali lukę w zabezpieczeniach telefonów komórkowych i ją zablokowali. Ale to nie miało znaczenia. Izraelczycy po prostu przenieśli swoje centrum uwagi na szerszy, 24 godzinny nadzór wieloźródłowy. Ich strategia była prosta: stale śledzić wroga i czekać na moment, w którym autoryzacja polityczna i operacyjna będą zbieżne. Wiedzieli, że będzie trudno. Zimą w Iranie ponownie wybuchły protesty, ludzie wyszli na ulice w setkach tysięcy, a reżim zabił dziesiątki tysięcy w odpowiedzi. Mollachowie stali się jeszcze bardziej homicydalnie obsesyjni. Sam Chamenei dosłownie schował się pod ziemią, spędzając dni, a nawet tygodnie w bunkrze pod Beit Rahbari – odłogu tak głębokim, że winda schodziła do niego ponad pięć minut. Obraz satelitarny pokazał również, że po czerwcowym konflikcie Iranczycy zbudowali nowe struktury wzmacniające w całym kompleksie, aby chronić swoje przywództwo. CIA miała kluczowego agenta w najbliższym kręgu Chameneiego. Ktoś tak bliski fizycznie samemu Ayatollahowi, że mógłby potwierdzić, czy i kiedy cel będzie się znajdować w budynku. Lata temu Mossad zhakował sieć kamer monitoringu ulic w Teheranie. Jedna kamera, umieszczona w pobliżu wejścia do kompleksu przy ulicy Pasteura, okazała się bezcenna. Jej kąt ujawniał szczegółowo, gdzie ochroniarze i kierowcy wysokich urzędników zwyczajowo parkowali swoje prywatne samochody, oferując na żywo obrazki codziennych rytmów kompleksu. Na podstawie tego i innych materiałów analitycy zbudowali szczegółowe dossier na temat kluczowych pracowników: ich adresy zamieszkania, zmiany w pracy, trasy podróży. Potem należało tylko czekać na tzw. „złoty moment” – ten rzadki moment operacyjny, kiedy możliwie duża liczba kluczowych postaci reżimu znajdowała się w tym samym, znanym miejscu o tej samej, znanej godzinie. Oczywiście, nadszedł w zeszłą sobotę. Założeniem operacyjnym było to, że każdy, kto nie został zabity w pierwszych minutach, odetnie wszelkie komunikacje i schowa się – świadomy, że jest teraz ścigany przez najbardziej śmiercionośne siły na Ziemi. Wojna musiała więc zacząć się od wielokrotnej dekapitacji: wyeliminowania jak największej liczby ważnych postaci w jednym spójnym uderzeniu. Obok hakerskich ulicznych kamer Teheranu była jeszcze jedna niesamowita wyczyn technologiczny. Kiedy Izrael zaczął bombardować reżim, jednocześnie zaczął kontaktować się z milionami zwykłych Iranów. BadeSaba to ogromnie popularna aplikacja z kalendarzem godzin modlitwy, z milionami pobrań. Od godziny 9:52 czasu teherańskiego, zaledwie kilka minut po pierwszych wybuchach, aplikacja nagle wysłała wiadomość do użytkowników w całym kraju: „Pomoc jest w drodze”. W ciągu kolejnej pół godziny nastąpiła seria alarmów. Jeden zachęcał cywilów do buntu przeciwko klerowi, obiecując im, że „siły represji zapłacą za swoje okrutne i bezwzględne działania”. Trzecia wiadomość zachęcała siły bezpieczeństwa do „odłożenia broni i dołączenia do sił wyzwolenia”. W tym tygodniu źródła izraelskie ujawniły mi, że aplikacja została wcześniej zinfiltrowana, a wiadomości zostały zasadzone z góry i wywołane w precyzyjnie tym samym czasie co uderzenia kinetyczne. Jossi Cohen to były szef Mossadu, który nadzorował kradzież archiwum nuklearnego Iranu w 2018 roku, kiedy izraelski zespół włamał się do magazynu w Teheranie i za pomocą przemysłowych ciętarek termicznych rozpruł 32 sejfy i wydobył pół tony dokumentów i płyt CD, co stanowiło około 50 000 stron i 55 000 plików. Archiwum, później pokazane w izraelskiej telewizji, ujawniło światu ambicje nuklearne Iranu. Kiedy spotkałem się z Cohenem w Tel Awiwie w ubiegłym roku, powiedział mi, że Mossad był ustanowiony dla ochrony państwa żydowskiego i prowadzenia walki przeciwko swoim wrogom, gdziekolwiek byliby. Od 7 października, którego zaskakująco nie przewidzieli, agencja jest w pełnym przyspieszeniu. Tajemnica pracy wywiadowczej, jak mówił mi Cohen, polega na byciu zarówno decyzyjnym, jak i pierwszym. Wraz z tym akcentował ważność technologii. „Musisz być w systemach swojego wroga” – powiedział – „albo on będzie w twoim”. Mossad poniekąd wewnętrznie przyswoił sobie jego lekcje. Od zabójstwa Chameneiego, Izrael i Ameryka uderzyły jeszcze w więcej celów – z taką samą chirurgiczną precyzją. We wtorek wieczorem likwidowano kolejne tajne spotkanie, tym razem Iranu Najwyższej Rady, której przedstawiciele spotkali się, by wybrać nowego Najwyższego Przywódcę. Wygląda na to, że Mojtaba, syn Chameneiego, teraz został wybrany na następcę swojego ojca. „Zastanawiamy się, jak długo jeszcze przetrwa”- powiedział mi inny dobrze poinformowany źródło izraelskie w tym tygodniu. Delikatnie dodał: „Nie byłoby to zaskoczeniem, gdybyśmy go także tropili. Jesteśmy o wiele bardziej wewnątrz Iranu, niż ludzie rozumieją. Będzie miał szczęście, jeśli dotrze do piątkowych modlitw.” Ale chętnie rozmawiał nie tylko o poszczególnych atakach. „Dlaczego ludzie nie zdają sobie sprawy, że to nigdy nie było tylko o zdobycie Ayatollaha? To, co tu zrobiliśmy