Strona główna Aktualności Toksyka Zielona zrobiła to najbardziej podziałowym wyborem uzupełniającym w historii Wielkiej Brytanii.

Toksyka Zielona zrobiła to najbardziej podziałowym wyborem uzupełniającym w historii Wielkiej Brytanii.

17
0

To, do czego tylko co obudziła się Wielka Brytania, to przerażający nowy świat. Ponieważ w ten sposób rozpadają się demokracje. Długo po zwycięstwie Partii Zielonych w wyborach uzupełniających w Greater Manchester i Denton kampania i zakład jaki ustanowiła będą kontynuować szpecić naszą politykę. Balkanizujemy nasz kraj, przekraczamy obywatelstwo jako nasz podstawowy identyfikator polityczny, zamiast tego odnosząc się do siebie nawzajem jako członków antagonistycznych plemion, których terytoria przypadkowo się pokrywają. Zachowanie Partii Zielonych tuż przed wczorajszymi wyborami uzupełniającymi powinno umieścić tę partię poza granicami demokratycznego przyzwoitości. Podzielny, sektarny i gotowy podsycać skargi muzułmańskie przeciwko Izraelowi i Indiom, dawni ekologowie porzucili wszelką pozorowaną apelację do wyborców jako brytyjskich obywateli. W pewnym momencie ich kandydatka, Hannah Spencer, powiedziała swojemu przeciwnikowi z Reform Mattowi Goodwinowi, że eksplozja w Manchester Arena miała miejsce „ponieważ ludzie tak jak ty dzielą ludzi”. Nie żeby Zieloni zaczęli to. Jeevun Sandher, członek Parlamentu Labor Party pochodzenia sikhijskiego, skarżył się na „obszczymę” zielonego filmu kampanijnego w Urdu, na którym widniało zdjęcie premiera Sir Keira Starmera podczas uścisku dłoni z indyjskim odpowiednikiem Narendra Modi, postacią głęboko nielubianą w społecznościach islamskich. Wyraźnie wyleciało to Sandherowi z pamięci, że pięć lat wcześniej podczas wyborów uzupełniających w Yorkshire, Partia Pracy zrobiła dokładnie to samo, umieszczając zdjęcie Borisa Johnsona obok Modi z podpisem „Nie ryzykuj z torczykiem, który nie jest po twojej stronie”. Czy naprawdę trzeba to przeliterować? Żadna demokracja nie może kwitnąć, jeśli jej obywatele nie mają wspólnej tożsamości i wspólnego zobowiązania. Przez lata istniały wielonarodowe reżimy – Habsburgowie, Osmanowie, Sowieci – ale przetrwały tylko tak długo, jak pozostawały autokratyczne. W momencie, gdy ich ludzie otrzymali prawo wyboru, rozpadły się na składowe etniczności. To, co teraz się dzieje, jest znacznie bardziej toksyczne. Przeszliśmy od bycia spójnym narodem, w którym niemal wszyscy akceptowali pewne normy – równość przed sądami, demokrację parlamentarną, pluralizm religijny, wolność słowa – do takiego, w którym nauczamy grup własnych obywateli, aby były oddzielone i jednocześnie zgorzkniałe. Możemy byli zająć się imigracją inaczej, z bardziej rozważnymi liczbami. Ale naszym prawdziwym błędem było odwrócenie się od brytyjskiego patriotyzmu. Podczas XX wieku większość osadników przybywała do Wielkiej Brytanii z pozytywnym nastawieniem. Ludzie nie porzucają swojej rodziny i języka, aby udać się do miejsc, które pogardzają. Ale nauczyliśmy ich dzieci, że Wielka Brytania jest chciwa, naganna i rasistowska. Nic dziwnego, że niektórzy z nich odwrócili się od kraju swojego urodzenia. Partia Pracy od dawna zachęcała do takiej narracji wśród mniejszości etnicznych dla partyjnych korzyści i trudno jej jest narzekać, gdy inni, zwłaszcza Zieloni i niezależni w Gancie, idą dalej. Zieloni prowadzili kampanię głównie na dwóch kwestiach: zniesieniu kontroli imigracyjnych i wrogości wobec Izraela. Dlaczego te sprawy? Ponieważ łączą to, co pozostało z poprzedniej bazy Zielonych, którzy uważają całą koncepcję dyskryminacji miedzy obywatelami a nieobywatelami za jakimś rasistowskim, z ich nowymi, muzułmańskimi wyborcami. „Starałyśmy się dotrzeć do ludzi ze wszystkich środowisk” – powiedział wiceszef Zielonych, Mothin Ali, pytany o film w języku Urdu. „To o inkluzji”. Dziwne słowo do użycia w kampanii w języku, który nie rozumie 19 na 20 brytyjskich obywateli. Czy Ali zdaje sobie sprawę, jako Brytyjczyk z drugiego pokolenia, jak niebezpieczne jest zachęcanie „rdzennych ludzi do odpędzania”? Odpowiedź niewłaściwie nie będzie powrotem do liberalizmu obywatelskiego i zwrócenia uwagi na prawa jednostkowe. Może być również kolektywne i użalające się nad sobą, ale kierowane w innym kierunku. Czemu lewicowcy bawią się tą grą? Czy Zieloni myślą, że ich nowi wyborcy zechcą przyjąć resztę ich polityk? Czy wyobrażają sobie, że muzułmanie z Manchesteru domagają się blokerów dojrzewania, „opieki uwzględniającej tożsamość płciową” i legalizacji wszystkich narkotyków? Oczywiście, że nie. To jest po prostu gra liczb. Powodem, dla którego Zieloni stracili zainteresowanie środowiskiem, nie jest tylko to, że mieliby trudności z wyprzedzeniem Eda Milibanda; jest to również dlatego, że nie przyciąga równie wielu głosów jak kampania na rzecz imigracji i przeciw Izraelowi. To, co Francuzi nazywają „islamo-gauchisme” – islamolewicą – jest z natury negatywne. To, co łączy ekoturnie z islamistami, to niechęć do Zachodu ogólnie i Izraela w szczególności. Każde takie porozumienie zawsze skończyło się pierwszą grupą, białymi lewicowcami, którzy byli pohłonięci przez drugą. Czy istnieje jakieś alternatywa? Tak. Porządne partie powinny apelować do brytyjskich muzułmanów jako dokładnie tego: Brytyjczycy. Powinny rozpoznać, że duża część wyborców Zielonych i Pracy tutaj wspiera partie konserwatywne w swoich krajach pochodzenia, gdzie ich poczucie pokrzywdzenia nie było zachęcane. Powinny podkreślić wartości, które skłoniły miliony brytyjskich muzułmanów do ochotniczenia się w dwóch wojnach. Najlepszym sposobem na pokonanie złego pomysłu jest lepszy pomysł. A jeśli istnieje lepszy pomysł niż otwarta społeczność oparta na prawach własności i wolności osobistej, to jeszcze go nie usłyszałem. (Kontekst: Artykuł porusza problem podziałów etnicznych i politycznych w Wielkiej Brytanii oraz ich wpływ na funkcjonowanie demokracji. Nawiązuje do wyborów uzupełniających i kontrowersyjnej kampanii Partii Zielonych.)
(Fact Check: Nie ma dodatkowych informacji do zweryfikowania w tekście.)