Gisele Pelicot opisała moment, gdy policjanci pokazali jej nagranie gwałtu przez obcych w stanie nieprzytomności.
W swojej nadchodzącej książce „Et la joie de vivre”, co tłumaczy się jako „Hymn do życia: Wstyd musi zmienić strony”, Pani Pelicot, mająca 73 lata, opowiada swoją historię przeżycia i odwagi – oraz o swojej decyzji o zrzeczeniu się anonimowości w grudniowym procesie 2024 roku Dominique Pelicot i 50 innych mężczyzn, którzy ją seksualnie wykorzystywali – ruch, który uczynił ją globalną ikoną walki przeciwko przemocy seksualnej.
W „Et la joie de vivre”, co tłumaczy się jako „Hymn do życia: Wstyd musi zmienić strony”, Pani Pelicot opowiada o dniu, w którym jej świat zawalił się w listopadzie 2020 roku.
W wydrukowanych fragmentach we francuskim dzienniku Le Monde, Pani Pelicot opisuje, jak jej ówczesny mąż został wezwany do przesłuchania przez policję po tym, jak strażnik supermarketu przyłapał go na potajemnym nagrywaniu filmów pod spódnice kobiet.
Pani Pelicot towarzyszyła mu i była całkowicie nieprzygotowana na bombę zrzucaną przez oficera, Laurenta Perreta.
Stopniowo, dbale i ostrożnie, wyjaśnił, w jaki sposób mężczyzna, którego uważała za kochającego męża i którego opisywała jako „super faceta”, sprawił, że stała się nieświadomą ofiarą jego zboczeń.
„Pokażę ci zdjęcia i filmy, które nie spodobają ci się”, powiedział oficer, jak relacjonuje w książce.
Pierwsze pokazywało mężczyznę gwałcącego kobietę leżącą na boku i ubraną w pas do pończoch.
„To ty jesteś na tym zdjęciu”, powiedział oficer.
Następnie pokazał jej inne zdjęcie, i jeszcze jedno — z kolekcji obrazów, które Dominique robił swojej żonie przez lata, gdy regularnie wywoływał ją w stan nieprzytomności, dodając do jedzenia i napojów narkotyki, aby obcy, których zapraszał do domu, mogli ją zmusić do gwałtu, filmując to.
Pani Pelicot nie mogła uwierzyć, że bezwładna kobieta na zdjęciach to ona.
„Nie rozpoznałam osób. Ani tej kobiety. Jej policzek był tak zwiotczały. Jej usta tak bezwładne. Była lalką”, pisze w swojej książce.
„Mój mózg przestał pracować w biurze zastępcy sierżanta policji Perreta.”
Wstrząsająca sprawa i jej odwaga w żądaniu przeprowadzenia procesu w sądzie publicznym skłoniły do narodowego rozliczenia z plagą kultury gwałtu. Przeszłość proces w grudniu 2024 zakończył się wyrokami skazującymi wszystkich 51 oskarżonych.
W swojej książce Pani Pelicot również zdradza, jak jej partner, Jean-Loup, którego poznała w lecie 2023, stał się jej filarem siły, gdy proces zbliżał się.
Pisze w wspomnieniach, jak Jean-Loup wydrukował 400-stronicowe akt oskarżenia, które chcieli, aby przeczytała, aby nie musiała tego robić na ekranie.
Opisuje również, jak czytając wszystkie przerażające szczegóły tego, co przeszła, stała się gotowa na stawienie czoła sali sądowej, dzięki jej pewności w relację z Jean-Loupem, jak również jej wiekowi.
„Nie bałam się zmarszczek, ani mojego ciała. Kochałam Jean-Loupa, a on mnie kochał. Mój szczęście również odegrało rolę.”
W pobranych fragmentach książki Pani Pelicot mówi również, że przyjęcie możliwości zamkniętego procesu chroniłoby jej oprawców i pozostawiłoby ją samą z nimi w sądzie, „zawieszoną na ich spojrzeniach, ich kłamstwach, ich tchórzostwie i ich pogardzie”.
„Nikt by nie wiedział, co mi zrobili. Żaden dziennikarz nie byłby tam, aby napisać ich imiona obok ich zbrodni”, wyjaśnia. „Przede wszystkim, żadna kobieta nie mogłaby wejść i usiąść w sali sądowej, by poczuć się mniej samotną.”
73-letnia kobieta dodaje, że gdyby miała dwadzieścia lat mniej, „może nie odważyłabym się odmówić zamkniętej rozprawy”.
„Bałabym się spojrzeń”, pisze. „Te cholernie spojrzenia, z którymi kobieta mojego pokolenia zawsze musiała się zmagać, te cholernie spojrzenia, które sprawiają, że wahasz się rano między spodniami a sukienką, które śledzą cię lub ignorują, pochlebiają ci i zawstydzają. Te cholernie spojrzenia, które mają ci powiedzieć, kim jesteś, ile jesteś warta, a następnie porzucają cię, gdy się starzejesz.”
Mówi również, że czuła się „odżywiona i ogrzana” przez „tłum na zewnątrz, który codziennie pęcznieje i eskortuje mnie” w pobliżu sądu. „Ten tłum mnie uratował.”
Dominique Pelicot i 50 innych mężczyzn zostali skazani za gwałty i ataki seksualne przez okres prawie dekady. Inny mężczyzna został skazany za podawanie narkotyków i gwałcenie swojej własnej żony przy pomocy Dominique Pelicota.
Jej były mąż, uznany za winnego wszystkich zarzutów, został skazany na maksymalny możliwy wyrok 20 lat pozbawienia wolności.
Wyroki dla pozostałych skazanych mężczyzn wynosiły od trzech do 15 lat pozbawienia wolności. Tylko jeden z nich odwołał się później i jego wyrok za gwałt został zwiększony z dziewięciu do dziesięciu lat pozbawienia wolności.
Pani Pelicot również zdradziła, jak jej nowy chłopak pomógł jej odnaleźć siłę do stawienia czoła swojemu byłemu mężowi i dziesiątkom swoich gwałcicieli w sądzie.
W wywiadzie dla magazynu Télérama Gisèle powiedziała, że jej prawie 50-letnie małżeństwo z Dominique Pelicotem nie było zbudowane tylko na kłamstwach i że jej książka „nie jest historią kobiety, która poznała tylko ból”.
„Jestem bezwarunkowym optymistą”, powiedziała. „Mimo tego, co przeżyłam i faktu, że mam 73 lata, jestem bardzo żywa i pozwalają sobie być szczęśliwą. Można zdobyć przyjaciół, a nawet znowu się zakochać.”






