Strona główna Aktualności Zaniepokająca prawda o ulubionym lekarzu Joe Rogana

Zaniepokająca prawda o ulubionym lekarzu Joe Rogana

12
0

Wysłany wczoraj wieczorem e-mail to treść, którą przesłałem mojemu zespołowi. Podobną wersję przesłałem także moim pacjentom.

Miejsce zaufanie, wiarygodność i ciężką pracę w to, co wspólnie zbudowaliśmy, i traktuję tę odpowiedzialność poważnie.

Zasługujesz na pełną i szczerą relację z tego, co się wydarzyło i czego nie.

Przepraszam, że nie dostarczyłem tego wcześniej, ale chcę być dokładny. Cel wydania tych dokumentów przez DOJ jest jasny: identyfikacja osób zaangażowanych w działania przestępcze, umożliwiających je lub będących świadkami.

Nie należę do żadnej z tych kategorii, a nie ma na to dowodów.

Aby było jasne: 1. Nie brałem udziału w żadnej działalności przestępczej.

2. Moje kontakty z Epsteinem nie miały nic wspólnego z jego nadużyciami seksualnymi ani wykorzystywaniem kogokolwiek.

3. Nigdy nie byłem na jego samolocie, na jego wyspie ani obecny na żadnych imprezach seksualnych.

Przepraszam za to, że postawiłem się w sytuacji, w której e-maile, niektóre z nich żenujące, bez gustu i nie do obrony, są teraz publicznie dostępne, i to moja wina.

Akceptuję tę rzeczywistość i upokorzenie, które za nią idzie.

Zacznę od bezpośredniego odniesienia się do wątku e-maila, o którym najczęściej mnie pytano.

W czerwcu 2015 roku wysłałem Epsteinowi e-mail z tematem „Mam świeżą dostawę”. E-mail zawierał zdjęcie butelek metforminy, leku, który właśnie odebrałem z apteki dla własnego użytku.

Temat odnosił się do zdjęcia butelek leków. Odpowiedział słowami „ja też” i załączył zdjęcie dorosłej kobiety.

Odpowiedziałem prymitywnym, niegustownym żartem. Czytanie tej wymiany teraz jest bardzo upokarzające, i nie będę jej bronił. Wstydzę się za wszystko, co związane z tym.

Wtedy zrozumiałem tę wymianę jako dziecinne, nie odwołujące się do niczego mrocznego ani szkodliwego.

W tamtym czasie miałem niewiele kontaktów z wybitnymi osobami, a ten poziom dostępu był dla mnie nowością.

Wszystko, co dotyczyło jego, wydawało mi się przesadne i ekskluzywne, w tym fakt, że mieszkał w największym domu na Manhattanie, posiadał Boeinga 727 i organizował imprezy z najpotężniejszymi i najwybitniejszymi liderami biznesu i polityki.

Traktowałem ten dostęp jako coś, o czym lepiej milczeć niż swobodnie rozmawiać z innymi.

Jedno zdanie z tej wymiany, o jego niezwykłym życiu i o tym, że nie mogę nikomu powiedzieć, jest interpretowane jako świadomość popełnienia czegoś złego.

To zupełnie nie o to mi chodziło. Chciałem w ten sposób, chybiąco i lekceważąco, odnieść się do dyskrecji wymaganej przez te środowiska społeczne i zawodowe – idea, że nie rozmawiasz o osobach, które spotykasz, obiadach, na których jesteś obecny, oraz o sile i wpływie ludzi w tych kręgach.

To, co napisałem w tym e-mailu, czyta się fatalnie, i przyjmuję to.

Zepnąłem się z Epsteinem w 2014 roku dzięki wybitnej liderce ochrony zdrowia, gdy zbierałem fundusze na badania naukowe.

Wówczas był powszechnie znany w kręgach akademickich i filantropijnych jako fundator nauki i otwarcie poruszał się wśród wiarygodnych instytucji i publicznych postaci.

Od lata 2014 do wiosny 2019 roku spotkałem się z nim około siedmiu lub ośmiu razy w jego domu w Nowym Jorku, w sprawie badań naukowych i poznania innych osób, które mi przedstawił.

Nigdy nie odwiedziłem jego wyspy ani posiadłości, ani nie leciałem żadnym z jego samolotów.

Kiedy byłem w jego domu, spotykałem się z nim bezpośrednio, spotykałem się w małych grupach naukowców, lekarzy lub liderów biznesu, i raz na obiedzie w 2015 roku z kilkoma gośćmi, w tym ważnymi szefami państw.

W perspektywie obecności i wiarygodności tak znakomitych osób w różnych orbitach zrobiłem założenia o nim, które zaciemniły mój osąd w sposób, w jaki nie powinny.

Nigdy nie byłem jego lekarzem, choć kilka razy odpowiadałem na ogólne pytania medyczne i polecałem mu innych dostawców. Krótko po naszym spotkaniu zapytałam go bezpośrednio o jego skazanie z 2008 roku.

O charakteryzował to jako związane z prostytucją. W 2018 roku dowiedziałem się, że było to rażąco zminimalizowane.

Byłem naiwny, ufając mu. Popełniłem błąd w moim osądzie, myląc jego społeczne przyjęcie w oczach wiarygodnych osób, które go widziałem, z akceptowalnością.

Aby było jasne, nigdy nie byłem świadkiem zachowań nielegalnych i nigdy nie widziałem nikogo nieletniego w jego obecności.

W listopadzie 2018 roku przeczytałem artykuł śledczego Miami Herald. Byłem zniesmaczony tym, co się dowiedziałem. Mdliłem.

Stanowił to wyraźną i nieodwołalną granicę między tym, co wiedziałem wcześniej, a tym, co zrozumiałem później.

Wtedy powiedziałem mu bezpośrednio, że musi przyjąć odpowiedzialność za to, co zrobił.

Mając nadzieję na wsparcie ofiar z artykułu Herald, skontaktowałem się z miejscem leczenia traumy, aby zrozumieć, jakie fundusze byłyby potrzebne na finansowanie kompleksowej opieki dla wielu ofiar.

(Te komunikaty były między mną a placówką i dlatego nie były częścią udostępnionego dokumentu.)

Rozmawiałem z nim i podzieliłem się tymi informacjami, domagając się, aby sfinansował ich opiekę, zaczynając od leczenia stacjonarnego, a następnie kontynuując dożywotnią terapię.

W perspektywie, próba nawet ułatwienia odpowiedzialności była błędem i ponownie odbiła się to od mojej naiwności wówczas.

Ostatecznie, gdy pełny zakres jego działań stał się jasny, zerwanie kontaktów powinno było być jedynie odpowiedzią właściwą. Moje zamiary nie zmieniają tego, a żałuję, że nie wyznaczyłem tej granicy natychmiast.

W tym liście nic nie ma, co miałoby minimalizować cierpienie, jakie doznały młode kobiety, które Epstein wykorzystywał. Ich trauma jest trwałe. Nie proszę cię o wybaczenie.

Nie proszę nikogo o zignorowanie e-maili ani udawanie, że nie są brzydkie. Po prostu są.

Człowiek, jakim jestem dzisiaj, po około dziesięciu latach, nie pisałby ich i w ogóle nie miałby kontaktu z Epsteinem.

Jakiekolwiek moje postępy w ciągu ostatniej dekady nie mogą zatrzeć e-maili, które napisałem wtedy.

Rozumiem, że moje działania i słowa mają konsekwencje dla ludzi, których bardzo sobie cenię, w tym dla was wszystkich.

Żałuję kosztów, jakie na was nałożyłem, i biorę za to odpowiedzialność. Nie będę prosił nikogo, aby mnie bronił lub tłumaczył w moim imieniu.

Jeśli masz pytania lub obawy, zajmę się nimi bezpośrednio z tobą, moim zespołem.