Strona główna Aktualności Zostałem uwięziony w 40-stopniowym upale po odmowie pomocy drogowej

Zostałem uwięziony w 40-stopniowym upale po odmowie pomocy drogowej

13
0

Kobieta z Melbourne oskarżyła dostawcę pomocy drogowej o pozostawienie jej „na pewną śmierć” przy drodze po tym, jak jej samochód zepsuł się w palącym 40-stopniowym upale, twierdząc, że pomoc została odmówiona z powodu mało znanej zasady dotyczącej zwierząt.

Rhyl Ballantyne jechała z Melbourne do Perth z swoimi psami ekspozycyjnymi rasy owczarek niemiecki Ochre i Fallon, aby odwiedzić rodzinę, gdy doszło do tragedii w odległej Australii Zachodniej.

W miarę jak temperatura rosła, Pani Ballantyne powiedziała, że natychmiast zadzwoniła po eksterytorską pomoc drogową, wyjaśniając, że jest sama, zdana na los, i podróżuje z psami.

To, co nastąpiło, sprawiło, że była załamana.

„Mój samochód stracił moc i zgasł, co później okazało się być woda w paliwie” – powiedziała.

„Zadzwoniłam po pomoc drogową przez moją umowę leasingową samochodu ze swojej pensji na Uniwersytecie w Melbourne. To zostało zlecone do RAC WA, które z kolei zleciło to lokalnemu dostawcy.”

Pani Ballantyne powiedziała, że lokalny kierowca holownika zadzwonił w ciągu godziny, ale przedstawił szokującą alternatywę.

„Powiedział mi, że RAC WA ma zasadę bez psów i że musiałabym pozostawić psy” – powiedziała.

Powiedziała, że kierowca holownika zaproponował później, aby zostawiła swoje ukochane zwierzęta w samochodzie z opuszczonymi szybami podczas holowania pojazdu na setki kilometrów do Perth w palącym słońcu.

„To by je zabiło” – powiedziała.

Na skraju załamania, Pani Ballantyne błagała kierowcę holownika o wyjaśnienie skrajnych warunków RAC WA i pilne odbicie jej i psów.

Zamiast tego, twierdzi, pomoc została anulowana bez jej wiedzy.

„Byłam ponad 20 kilometrów od najbliższego miasta, więc… wykorzystałam moje umiejętności buszu, rozłożyłam nisko markizę i rozstawiłam obozowisko, aby psy były tak chłodne, jak to możliwe” – powiedziała Pani Ballantyne.

„Ale po godzinie i pół zobaczyłam, że psy się męczą, zwłaszcza moja dziesięcioletnia mistrzyni.”

„Wtedy zdałam sobie sprawę, że anulował wezwanie i moja firma pomocy drogowej nawet nie wiedziała. Do tego czasu było prawie 50 stopni. Zostawili nas umrzeć.”

Pani Ballantyne twierdzi, że to tylko życzliwość obcych uratowała ich.

Korzystając ze swojej sieci kontaktów, skontaktowała się z innym podróżnikiem, który wysłał pilne wezwanie o pomoc.

„Ktoś znał kogoś, kto miał brata w najbliższym mieście” – powiedziała.

„Po czterech godzinach od pierwszego telefonu do pomocy drogowej, rolnik podjechał Toyota LandCruiserem.”

„Powiedział: 'Słyszałem, że potrzebujesz wody’.”

„Ja powiedziałam: 'Muszę zabrać te psy stąd’.”

Dzięki pomocy rolnika, Pani Ballantyne i jej ukochane zwierzęta zostały zawiezione do miasta, gdzie okazało się, że współczucie trwało dalej.

Opiekun lokalnego parku kempingowego zaoferował jej zakwaterowanie z klimatyzacją, nie pytając o opłatę.

„Nie zapytał o moje imię ani o kartę kredytową. Po prostu ochłodził moje psy i dał mi coś do picia” – powiedziała.

„On i jego żona zadzirwli, że jesteśmy nakarmieni i zainstalowali przemysłowe wiatraki do rozpylania dla psów.”

„Technicznie mówiąc, był też zakaz przyniesienia psów, ale powiedział, że to jest wyjątek. Nigdy nie zapomnę tej życzliwości.”

Następnego dnia znajomy Pani Ballantyne przejechał pięć godzin z Perth, aby odebrać ją i psy.

„Dowieziono samochód do salonu Skoda w Perth, co było częścią umowy przy zakupie” wyjaśniła.

Od tamtego zdarzenia Pani Ballantyne twierdzi, że skontaktowała się z firmą pomocy drogowej, która eskalowała sprawę, przeprosiła i zasygnalizowała zamiar przejrzenia i zmiany swoich zasad i procedur.

Teraz postanowiła ostrzec inne kierowców, zwłaszcza kobiety podróżujące same.

„Mam kilka grup na Facebooku dla solo kobiet kempujących i większość kobiet podróżujących same ma psa przy sobie” – powiedziała.

Daily Mail skontaktował się z RAC WA w celu uzyskania komentarza.