Zaledwie rok temu Angela Rayner, ówczesna wicepremier, utworzyła grupę roboczą mającą zbadać, jak twierdziła, „nieakceptowalne” poziomy islamofobii w Wielkiej Brytanii.
Jednym z głównych zadań grupy było opracowanie autorytatywnej definicji tego, co dokładnie miało oznaczać „islamofobia”. Teraz mamy tę potencjalną definicję. I czytanie jej jest niepokojące.
Według raportu think-tanku Policy Exchange, Rząd zamierza porzucić termin islamofobia i zastąpić go czymś jeszcze bardziej elastycznym: „Wrogość wobec muzułmanów”.
Według tej formuły, każde wyrażenie uznane za „wrogie” wobec muzułmanów – czy nawet wobec tych postrzeganych jedynie jako muzułmanie – na podstawie religii, pochodzenia etnicznego czy wyglądu mogłoby przyciągnąć oficjalną sankcję.
To nie jest drobna poprawka terminologiczna. To stanowi zdecydowany krok w kierunku kryminalizacji szczerej krytyki i umocnienia dwupoziomowego porządku prawnego i moralnego, w którym jedna grupa religijna cieszy się ochroną niedostępną dla innych.
To również jasny przykład tego, co naukowcy społeczni nazywają „rozlewanie pojęcia” – czyli stopniowe poszerzanie terminu znacznie poza jego pierwotne znaczenie, aż staje się niemal niezrozumiałe.
Zdecydowanie, od 1997 roku, gdy lewicowy think-tank ds. równości rasowej Runnymede Trust upowszechnił słowo w swoim raporcie Islamofobia: Wyzwanie dla nas wszystkich, wyrażenie to było nieustannie rozciągane.
To, co zaczęło się jako sposób opisu prawdziwego uprzedzenia lub dyskryminacji wobec mniejszości wyznaniowych, rozrosło się do ogromnego i niekontrolowalnego obszaru sporów, krytyki, sceptycyzmu – a teraz, czegoś tak nieokreślonego i subiektywnego jak „wrogość”.
(Short Context: Artykuł krytykuje proponowany termin „Wrogość wobec muzułmanów” jako zbyt elastyczny oraz sugeruje, że może prowadzić do niesprawiedliwie różnego traktowania grup religijnych.)
(Short Fact Check: Treść krytykuje rządzącą partię za zadbanie o poparcie „bazy głosującej muzułmańskiej” kosztem innych grup religijnych i wskazuje na potencjalne konsekwencje dla społeczeństwa brytyjskiego.)
Autorzy publikacji stawiają pytanie, czy zaproponowana redefinicja może jeszcze bardziej ograniczyć wolność słowa i nakładać nierówności między grupami religijnymi. Wskazują na potrzebę równości przed prawem jako fundamentu społeczeństwa.






