Strona główna Aktualności Moje odmówienie przyłączenia się do Wolnomularzy bardzo mnie kosztowało, przez byłego oficera...

Moje odmówienie przyłączenia się do Wolnomularzy bardzo mnie kosztowało, przez byłego oficera Met.

9
0

Ponad 300 funkcjonariuszy i pracowników policji metropolitalnej przyznało się do przynależności do Wolnomularzy lub „innych związków hierarchicznych” w ciągu ostatniego miesiąca, od kiedy siły te postanowiły, że teraz muszą to zrobić.

Jednak prawdopodobnie będzie to zaledwie niewielki ułamek rzeczywistej liczby. To poważny problem, nie tylko dla reputacji policji, ale także dla integralności brytyjskiego systemu sprawiedliwości.

Nikt nie powinien mieć nieznanej przynależności, która mogłaby kolidować z ich służbą publiczną. Jako były starszy funkcjonariusz Met, wiem, że wszystkie siły policyjne w Wielkiej Brytanii, nie tylko w Londynie, są nasączone tajnym wolnomularstwem – z wynikami szkodliwymi.

I nie dotyczy to tylko policji. Przynależność do Wolnomularzy jest powszechna we wszystkich gałęziach wymiaru sprawiedliwości, w tym adwokatów, radców prawnych i sędziów, a także samych ustawodawców – posłów, członków zgromadzeń obywatelskich i radnych.

Dlatego witam decyzję szefa Met, sir Marka Rowleya, który nalega, że wszyscy funkcjonariusze i pracownicy powinni zadeklarować, czy są Wolnomularzami w ramach walki z korupcją.

Jednak napotyka on na zdecydowany opór. Mniej niż 5 procent pracowników Met wypełniło ankietę dotyczącą przynależności. Naczelne kierownictwo Wolnomularzy w Anglii [UGLE] wszczęło postępowanie prawne, twierdząc, że są ofiarami dyskryminacji.

To jest ponuro ironiczne. Jak się okazało, to to policjanci, którzy odmawiają przyłączenia się do Bractwa, narażają się na dyskryminację.

Jako młody posterunkowy pod koniec lat 70. uczestniczyłem w kilku spotkaniach w Loży, na namowę kolegów. Zdecydowałem się nie przyłączyć – głównie dlatego, że jestem abstynentem, a strona towarzyska nie przemawiała do mnie.

Ale nie miałem złudzeń, że mogę łatwo awansować w karierze, będąc „na kwadracie”, jak to mówią.

Na co najmniej jednym posterunku na południu Londynu żartowaliśmy, że cztery grupy rządzą Met: Wolnomularze, gildia katolicka, „szkocka mafIA” i – bardzo słaba czwórka – sztab generalski. (Szkocka mafIA to emigranci z drugiej strony Muru Hadriana, którzy wzajemnie się wspierali.)

Przynajmniej raz moje odmówienie zaciągnięcia się do Wolnomularzy przysporzyło mi kłopotów.

Po miesiącach solidnej nauki, jako starszy sierżant Met, zdawałem egzaminy na inspektorów. Pierwszy był znany jako „wiedza i rozumowanie”, z długimi, pisemnymi odpowiedziami. Drugi składał się z dziesiątek pytań wielokrotnego wyboru, skonstruowanych tak, że osoby próbujące ocenić na chybił-trafił nie miały szans w przejściu.

Wyszedłem z sali egzaminacyjnej odczuwając ostrożne poczucie pewności. Ale gdy wyniki wyszły, nie zdałem. Parę dni później, za pośrednictwem dziwnego telefonu, usłyszałem plotkę, że w rzeczywistości uzyskałem wysokie wyniki i zdałem egzaminy… ale nie otrzymuję awansu, ponieważ kilku kandydatów wypadło jeszcze lepiej.

Mieli pomoc. Arkusz z pytaniami wielokrotnego wyboru – z odpowiedziami – został ujawniony wybranym osobom, które akurat były Wolnomularzami.

Nawet nie przejmowali się zapamiętywaniem odpowiedzi – mieli prawo zabrania linijki do sali egzaminacyjnej, więc później usłyszałem, że zapiski zapisywali na niej.

Gdy to wyszło na jaw, kilku egzaminatorów zostało ukaranych, chociaż nikt nie stracił pracy. Ale wyniki pozostały. Zdegustowany, złożyłem skargę do rangą wyższego funkcjonariusza i zostałem w zasadzie pouczony, abym się uspokoił i ponownie przystąpił do egzaminu w przyszłym roku, jeśli nadal chciałem awansować.