Liczba ofiar śmiertelnych protestów w całym Iranie wzrosła we wtorek do co najmniej 2 000 zmarłych, twierdzą aktywiści, gdy Irańczycy po raz pierwszy od kilku dni mogli dzwonić za granicę po zerwaniu łączności w czasie represji.
Taki poziom przemocy wokół protestów nie był widziany w Iranie od dziesięcioleci.
Z siedzibą w USA Agencja Informacyjna Praw Człowieka (HRANA), która w poprzednich niepokojach była wiarygodna, podała najnowszą liczbę ofiar. Polega ona na zwolennikach w Iranie, którzy sprawdzają informacje.
Grupa powiedziała, że 1 847 zmarłych w ciągu ponad dwóch tygodni protestów to protestujący, a 135 miało związki z rządem. Zginęło także dziewięcioro dzieci, a dziewięciu cywilów, którzy według nich nie brało udziału w protestach.
Według grupy zatrzymano ponad 10 700 osób przez dwa tygodnie protestów.
Rząd Iranu nie podał ogólnych liczb ofiar. Iranianie w telewizji państwowej po raz pierwszy oficjalnie potwierdzili wysoki bilans ofiar śmiertelnych, cytując urzędnika mówiącego, że kraj ma „dużo męczenników” – oświadczenie to padło dopiero po ogłoszeniu swojego wyniku przez aktywistów z HRANA.
Z wyłączonym internetem w Iranie coraz trudniej ocenić demonstracje z zagranicy. Associated Press nie była w stanie niezależnie ocenić liczby ofiar.
Spalone banki w zamieszkach
Irańskie rozmowy telefoniczne dały wgląd w życie po odcięciu od świata zewnętrznego w czwartek wieczorem. We wtorek Iranczycy mogli po raz pierwszy od kilku dni dzwonić za granicę z telefonów komórkowych.
Świadkowie opisali ciężką obecność sił bezpieczeństwa w centrum Teheranu.
Policjanci antyterrorystyczni, noszący hełmy i kamizelki kuloodporne, niesli pałki, tarcze, strzelby i miotacze gazu łzawiącego. Stali na wartę na głównych skrzyżowaniach. W pobliżu świadkowie widzieli członków ochotniczej jednostki Basij Gwardii Rewolucyjnej, którzy również niosą broń palną i pałki. Funkcjonariusze bezpieczeństwa w cywilu byli widoczni także na przestrzeni publicznej.
Według nich kilka banków i urzędów rządowych zostało spalonych podczas zamieszek. Bankomaty zostały zdemolowane, a banki miały problemy z dokonywaniem transakcji bez dostępu do internetu, dodali świadkowie.
Sklepy były otwarte, chociaż w stolicy było mało ruchu pieszych. Wielki Bazar w Teheranie, gdzie wzniecono demonstracje 28 grudnia, miał otworzyć się we wtorek. Jednak świadek opisał rozmowy z wieloma sklepikarzami, którzy powiedzieli, że służby bezpieczeństwa nakazały im wznowienie działalności za wszelką cenę. Państwowe media irańskie nie potwierdziły tego zarządzenia.
Świadkowie wypowiadali się anonimowo z obawy przed odwetem.
Obawy przed uderzeniem militarnym
Wiele osób nadal obawia się możliwego uderzenia militarnego ze strony USA, mimo że prezydent Donald Trump powiedział, że Iran chce negocjować z Waszyngtonem.
„Moi klienci rozmawiają o reakcji Trumpa, zastanawiając się, czy planuje on uderzenie militarne przeciwko Islamskiej Republice” – powiedział sprzedawca Mahmoud, który podał tylko swoje imię z obaw o swoje bezpieczeństwo. „Nie spodziewam się, że Trump czy jakiekolwiek inne państwo obce dba o interesy Irańczyków.”
Reza, taksówkarz, który również podał tylko swoje imię, powiedział, że protesty pozostają w świadomości wielu osób.
„Ludzie – zwłaszcza młodzi – są zrozpaczeni, ale mówią o kontynuowaniu protestów” – dodał.
Rajdy w mieszkaniach
Tymczasem wydawało się, że służby bezpieczeństwa szukały terminali Starlink, gdy mieszkańcy północnego Iranu zgłaszali, że władze przeprowadzają obławy w budynkach mieszkalnych z antenami satelitarnymi. Podczas gdy anteny telewizji satelitarnej są nielegalne, wiele osób w stolicy ma je w swoich domach, a oficjele szeroko zrezygnowali z egzekwowania prawa w ostatnich latach.
Na ulicach można było również zauważyć osoby, które stawały w obronie cywili, którzy byli zatrzymywani przez funkcjonariuszy bezpieczeństwa w cywilu.
Telewizja państwowa przeczytała również oświadczenie dotyczące darmowych usług pogrzebowych i morgowych – sygnał, że niektórzy prawdopodobnie pobierali wysokie opłaty za wydanie ciał podczas represji.
Chiny krytykują groźbę ceł USA
Iran’ski minister spraw zagranicznych Abbas Araghchi, w wywiadzie udzielonym w poniedziałkowy wieczór katarskiej stacji telewizyjnej Al Jazeera, powiedział, że nadal komunikuje się z wysłannikiem USA Steve’em Witkoffem.
Jednak Trump powiedział we wtorek w poście na mediach społecznościowych, że odwołuje wszystkie spotkania z irańskimi urzędnikami, mówiąc protestującym, że „POMOC JEST W DRODZE”, nie podając szczegółów.
Trump ogłosił w mediach społecznościowych w poniedziałek, że kraje prowadzące interesy z Iranem będą obciążone cłami w wysokości 25 procent, kontynuując w swojej drugiej kadencji prezydenckiej na nakładaniu opłat na sojuszników i przeciwników, aby pomóc służyć interesom Białego Domu.
Chiny powiedziały w poniedziałek wieczorem, że sprzeciwiają się „jakimkolwiek nielegalnym jednostronnym sankcjom i jurysdykcji na odległość” i „podjąć wszelkie konieczne środki, aby bronić swoje praw i interesów”.
„Stanowisko Chin przeciwko nieuzasadnionemu nałożeniu ceł jest spójne i jasne: wojny celne i handlowe nie mają zwycięzców, a przymus i nacisk nie mogą rozwiązać problemów” – powiedział rzecznik ambasady chińskiej w Waszyngtonie.
Oprócz Chin, kraje prowadzące znaczną wymianę handlową z Teheranem to między innymi Rosja, Turcja, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Niemcy, Korea Południowa i Japonia.
Wiele europejskich krajów ogłosiło potępienia w odpowiedzi na represje irańskich protestów. Francja i Niemcy wezwały ambasadorów irańskich stacjonujących w tych krajach, podczas gdy Wielka Brytania i Unia Europejska sporządzały nowe sankcje gospodarcze.
UE nałożyła już sankcje na członków Gwardii Rewolucyjnej i innych z powodu przeszłych obaw związanych z łamaniem praw człowieka w Iranie.





