Desperackie czasy wymagają desperackich środków. Dlatego Keir Starmer postanowił wystosować jedno, ostateczne, rozpaczliwe wezwanie do laburzystów przygotowujących się do jego odwołania ze stanowiska. „Trzymajcie się ze mną. Albo dostaniecie w noc” – tak brzmi przesłanie.
Minister tłumaczy: „To będzie nowa linia broniąca Whips wobec backbenches. Argument będzie taki, że stoimy na krawędzi wojny z Rosją, Trump grozi Grenlandią, Bliski Wschód jest beczką prochu, a Chiny mają szpiedzy czających się za każdym rogiem w Westministerze. Więc kto ma się zająć tym wszystkim – Keir czy Andy Burnham?”
Z jednej strony łatwo dostrzec atrakcyjność tej apokaliptycznej narracji. Relans noworoczny premiera już się rozpadł. Jak donosimy dzisiaj, globalne zagrożenia stojące przed Wielką Brytanią są zbyt realne, z Trumpem rozważającym naprawdę okupację Grenlandii, świeżymi uderzeniami na Iran, które są rzekomo nieuchronne, a Putin grożący odwetem za konfiskatę swoich tankowców.
A podczas gdy Keir Starmer borykał się z tymi zagrożeniami geopolitycznymi, jego potencjalni następcy – Burnham, Wes Streeting i Angela Rayner – przede wszystkim borykali się z siecią trzmieli z Manchesteru, BMA i regulacjami Inland Revenue dotyczącymi podatku od ceny zakupu.
Jak powiedział mi jeden sojusznik Starmera: „To będzie stary problem Eda Milibanda. Komu bardziej ufasz, by stanąć do walki z Władimirem Putinem?”
Jednak próba skoncentrowania laburzystów na zagrożeniu termojądrowej zagłady, a nie na ich coraz bardziej wrażliwych większościach parlamentarnych, nie będzie łatwym zadaniem. Nie tylko dlatego, że jest to strategia, która była próbowana – i nieudana – niedawno.
[Kontekst: Wewnętrzne walki w Partii Pracy]
[Faktocheck: Ostrzeżenie przed użyciem narracji o zagrożeniach globalnych i wojnach dla manipulowania decyzjami politycznymi]
[źródło: https://www.dailymail.co.uk/]







