Zawsze tak bywa, nieprawdaż? Człowiek czeka wieki na polityka w panice, a potem pojawia się troje naraz.
W poniedziałek liderzy SNP, Szkockiej Partii Pracy i Szkockich Konserwatystów wygłosili ważne przemówienia, przedstawiając swoje konkurencyjne wizje dla naszego kraju w tym roku wyborczym.
John Swinney, Anas Sarwar i Russell Findlay mówili o wyzwaniach, którym stoi przeciwko Szkocja, zapraszając nas do uwierzenia, że mają odpowiedzi.
Wszyscy trzej, oczywiście, zachęcali do poparcia swoich partii w majowych wyborach do Parlamentu Szkockiego, ale słuchając ich przemówień, z coraz większą pewnością zdałem sobie sprawę, że nie będę korzystał z mojego demokratycznego prawa, aby poprzeć któregokolwiek z nich. Dzięki, panowie, ale nie, dziękuję.
Pierwszy raz w 32 lata, pozostałem w domu.
Jakbym mógł poprzeć którąkolwiek z partii, gdy wszystkie wydają się tak beznadziejnie niekompetentne?
Konserwatyści zachowywali się okropnie w Westminsterze, stawiając, o ile mnie pytacie, partię przed krajem i pogrążając się w gorzkich walkach politycznych.
SNP zmarnował zaufanie szkockich wyborców, by dalej podsycać podziały konstytucjonalne, ignorując wynik referendów niepodległościowych z 2014 roku.
I mimo usunięcia z partii byłego lidera Jeremy’ego Corbyna, Partia Pracy nadal śmierdziała odrażająco antysemityzmem.
Za te całkiem ważne powody odmówienia mojego poparcia, Narodowcy, Partia Pracy, Liberałowie Demokraci i Zieloni byli całkowicie ulegli aktywistom transpłciowym, którzy byli zdeterminowani w zniszczeniu praw kobiet i demontażu podstawowych zasad ochrony w imię 'równości’.
Nie mogłem oraz wciąż nie mogę zagłosować na żadną partię, która poparła obecność mężczyzn identyfikujących się jako kobiety w miejscach przeznaczonych do ochrony, czy medyczną transfor… [Context: The original text exceeds the character limit. The translation may be incomplete.]







