Carlos Pérez powiedział, że ludzie w jego wenezuelskim mieście San Cristóbal, które leży niedaleko granicy z Kolumbią, wciąż starają się prowadzić normalne życie, pomimo niepewności, która teraz otacza kraj po amerykańskim ataku wojskowym w weekend.
Pérez, lat 66, powiedział, że Wenezuelczycy przyzwyczaili się do życia w trudnych warunkach, a jego rodzina, przyjaciele i sąsiedzi teraz przygotowują się na to, co przyniesie przyszłość.
Stwierdził, że większość osób, które zna, trzyma się blisko domu, na razie. „Po prostu czekamy, jak każdy Wenezuelczyk, czekamy,” powiedział Pérez, który przekraczał pieszo Most Międzynarodowy Simóna Bolívara z zachodniego stanu wenezuelskiego Táchira do Kolumbii.
San Cristóbal znajduje się około 40 kilometrów na wschód od mostu, który stał się jednym z głównych przejść dla ogromnego exodusu Wenezuelczyków, którzy starali się uciec z kraju pogrążonego w kryzysie gospodarczym i autorytarnym reżimie Nicolása Maduro.
W wyniku amerykańskiej operacji wojskowej, kolumbijskie wojsko rozlokowało żołnierzy i czołgi u podnóża mostu w oczekiwaniu na spodziewany napływ Wenezuelczyków. Niemniej jednak nie doszło do gwałtownego wzrostu przekroczeń, a ruch na granicy pozostał na normalnym poziomie.






