Strona główna Aktualności Dziewczynka z pluszowym misiem—ukraińska powieść z 1928 roku, która przetrwała czystki Stalina—dociera...

Dziewczynka z pluszowym misiem—ukraińska powieść z 1928 roku, która przetrwała czystki Stalina—dociera po 97 latach do angielskiego

17
0

Wprowadzenie przez Halyna Pahutiak · Fragment przetłumaczony przez Steve’a Komarnyckyj · Edytowane przez Euromaidan Press

Redakcja: Euromajdan Pokrywa wojnę Rosji przeciwko Ukrainie rakietami i dronami. Ale Rosja toczyła także wielowiekową wojnę przeciwko językowi i kulturze ukraińskiej – tak skuteczną, że większość zachodnich czytelników nie może nazwać żadnej ukraińskiej powieści. Dziś publikujemy wyjątkowy fragment jednej z nich, wstęp wygłosiła zdobywczyni Nagrody Państwowej imienia Szewczenki, pisarka Halyna Pahutiak.

Powieść

Dziewczynka z pluszowym misiem , teraz opublikowana w języku angielskim po raz pierwszy przez Dedalus Books w przekładzie nagrodzonego PEN Award tłumacza Steve’a Komarnyckyja, to kultowa klasyka ukraińskiego modernizmu.
Pierwszy raz opublikowana w 1928 roku przez prywatne wydawnictwo Kijowskie Siayvo, pod patronatem neoklasycznego poety Mykoły Zerova, który sam został rozstrzelany przez Stalina w 1937 roku, powieść była porównywana do Lolity Nabokova i Letniej Romansu Ivana Klímy.

Nie łagodząc surowości i niekonsekwencji sowieckiego życia. Powieść rozpoczyna się pod koniec 1922 roku podczas lat głodu, z głównym bohaterem Varetskyim żyjącym w mrocznym ubóstwie. Okna jego mieszkania nie są ze szkła, tylko z płótna sklejki. Jak dowiemy się później, polega na racjach od Amerykańskiej Administracji Pomocy, aby przetrwać. Wizyta starego znajomego uruchamia szereg wydarzeń prowadzących do skazanej obsesyjnej miłosnej afery i morderstwa w Berlinie. Jest równie psychologicznie nieubłagana jak D.H. Lawrence w swoim przedstawieniu obsesyjnej miłości – i niezwykle odważny debiut w społeczeństwie totalitarnym.

Fragment opublikowany tutaj skupia się na lirycznym fragmencie ustawionym przez Dniepr, gdy bohater spędza dzień na rzece z nauczycielem, obok którego pracuje. Ich delikatny romans stanowi wątek poboczny wobec jego ciemniejszej obsesji z młodą dziewczynką.

Człowiek, którego nie ma

Viktor Domontovych – pseudonim literacki Wiktora Platonowicza Pietrowa (1894-1969) – nosił wiele masek. Był powieściopisarzem, ale także archeologiem, etnografem, filozofem i krytykiem literackim, publikując fikcję pod swoim pseudonimem, podczas gdy pod swoim prawdziwym nazwiskiem rozwijał karierę naukową. Należał do pokolenia ukraińskich pisarzy znanych jako ” Renesans Straconych „, którzy powstali w latach 20. po upadku Imperium Carskiego i był blisko związany z kijowskimi neoklasycystami.
W przeciwieństwie do wielu swoich rówieśników, Domontowicz przeżył czystki lat 30. Jak przetrwał, to część jego tajemnicy. W 1937 roku został aresztowany i zwolniony po dwóch tygodniach – okresie, w którym mógł zostać zwerbowany przez sowiecką tajną policję. Podczas okupacji niemieckiej redagował ukraiński czasopismo literackie w Charkowie. Po wojnie uciekł do Monachium, został profesorem na Ukraińskim Wolnym Uniwersytecie i opublikował ostre krytyki wobec reżimu sowieckiego. Następnie, 18 kwietnia 1949 r., wyszedł z mieszkania w dzielnicy Schwabing w Monachium i zniknął. Jego koledzy założyli, że sowieckie agencje go zabili. Sześć lat później jego nazwisko pojawiło się w opublikowanej liście sowieckich archeologów. Powrócił cicho do ZSRR i pracował w Instytucie Archeologii w Kijowie, gdzie zmarł w 1969 roku.

Dlaczego ta książka ma teraz znaczenie

Reżim sowiecki przyjął politykę „ukrainizacji” w latach 20., zachęcając do używania ukraińskiego, aby okupacyjna władza była postrzegana jako ukraiński rząd. Ale przywódcy w Moskwie podzielali tradycyjną nienawiść do kultury ukraińskiej, która, niestety, jest leitmotivem historii Ukrainy. Pozwolenie było krótkotrwałe. W latach 30. reżim powrócił do wiekowego rosyjskiego projektu wymazywania języka, a pisarze, którzy dali ukraińskiej literaturze jej modernistyczny rozkwit, zostali rozstrzelani, zagłodzeni lub pracowali na śmierć w obozach. Jak zauważa Askold Melnyczuk, amerykański pisarz pochodzenia ukraińskiego, „Rosyjska wojna z Ukrainą zawsze była wojną z jej językiem.” Pogarda ta jest szeroka i głęboka w rosyjskiej kulturze literackiej. Władimir Nabokov, w swojej studii Gogola z 1944 roku – pisarza urodzonego na Ukrainie, który pisał po rosyjsku – tak to opisał:

„Musimy dziękować losowi (i pragnieniu autora uniwersalnej sławy) za to, że nie przeszedł do dialektu ukraińskiego jako medium wyrazu, ponieważ wtedy wszystko byłoby stracone. Kiedy chcę dobrego koszmaru, wyobrażam sobie, że Gogol pisze w dialekcie Małoruskim tom za tłumaczeniem …”

To, co Nabokov nazywa „małoruskim dialektem”, to nic innego jak język ukraiński, który jest tak samo bliski rosyjskiemu, jak hiszpański jest do włoskiego. Pogarda Nabokova nie była jednostkowa. Odzwierciedlała ona wieki polityki państwowej. Ukraińcy padli ofiarą prześladowań jako grupa etniczna, ich kulturę i język poddawano ciągłemu strukturalnemu wymazaniu. Już w 1627 roku car Michał nakazał zniszczenie wszystkich kopii ukraińskiej Ewangelii dydaktycznej. W rezultacie rozpoczęła się prawie 300-letnia kampania przeciwko językowi, od dekretu Piotra I zakazującego drukowania w języku ukraińskim po tajne Okrągłe Pismo Valueva z 1863 r., które oświadczyło, że język ukraiński praktycznie nie istniał. Rosjanie niestety wyeksportowali swoje pogardzanie kulturą ukraińską na Zachód za pomocą twardych środków. Chociaż Ukraina jest największym krajem w całości położonym w Europie, jej literatura pozostaje zepchnięta na marginesy , a próby jej promocji często napotykają trudności, które ujawniają, jak długa wojna prowadzona przez Rosję w celu zlikwidowania kultury ukraińskiej nadal toczy się w umysłach, sercach i bibliotekach Zachodu. Istnieją ukraińskie książki, które przewyższają swoje rosyjskie odpowiedniki, ponieważ, podobnie jak Domontovych, patrzą nieugięcie na imperium rosyjskie i, bez szlachetnej narracji do obrony, konfrontują moralne konflikty bezpośrednio. W tej chwili musimy widzieć zarówno Rosję, jak i Ukrainę jasno. Ale to tylko przez ukraińskie oczy oraz oczy innych skolonizowanych narodów, że w końcu zrozumiemy cykle przemocy, jakie Rosja zadała na przestrzeni Eurazji. Publikacja niesłusznie zaniedbanych ukraińskich klasyków nie tylko wzbogaci nasze wspólne dziedzictwo literackie, ale także pomoże oczyścić postrzeganie, które zostało skolonizowane przez Rosję tak jak utracone ziemie Czerkessji i Ichkerii.

Dziewczynka z pluszowym misiem
Autor: Viktor Domontovych · Tłumacz: Steve Komarnyckyj
Projekt okładki: Marie Lane · Zdjęcie okładki: Tetiana Yablonska
Wydawca: Dedalus Books · Strony: 214 · RRP: £ 11.99
ISBN: 978-1-915568-83-0 (miękka okładka)
Data publikacji: 30 stycznia 2026 r.

Dziewczynka z pluszowym misiem: fragment z rozdziału V

W pewien szczególny dzień minąłem szary betonowy portyk nad rzeką i, schodząc po schodach, usiadłem na jednej z betonowych ławek. Czekałem na Marię Iwanownę, zgodnie z umową. Betonowa ławka wciąż utrzymywała wilgoć deszczu, który padał wczoraj wieczorem i przez noc.

Zielony stok wzgórza ostry nauczony poprzez horyzont, wyspę, Dniepr i łąki nadbrzeżne. Czerwono-brązowy komin naftowy zakładu uzdatniania wody konkurował z zielonymi topolami i białymi kolumnami pomnika.

Było ciągle wcześnie. Hałaśliwi chłopcy wyposażeni w wędkarskie wędki i kosze pośpiesznie mijały mnie na schodach, obijając się o siebie, żeby zdobyć najlepsze miejsca na brzegu. Pospolite, zaniedbane prostytutki przechodziły obok, kierując się na drzemkę poniżej schodów lub w krzaki na gęsto zarośnięte wzgórze po bezsennym nocy. Biurokrata z zapełnionym kasetonem przelotnie przechodził, mając nadzieję na kąpiel i by nie spóźnić się do pracy. Studenci przechodzili trzymając książki, chłopak i dziewczyna, z słodkim marzeniem o połączeniu Dniepru, słońca, miłości i nauki przed egzaminem zaplanowanym na pojutrze.

Nie siedziałem długo. Maria Iwanowna była punktualna, nie lubiła przychodzić zbyt wcześnie i czekać. Niosła paczkę zawiniętą w gazetę, w której znajdował się strój kąpielowy i coś do jedzenia.

Pocałowałem ją w dłoń i zeszliśmy schodami nad rzekę.

Dniepr błyszczał w słońcu jak łuski jakiejś potężnej srebrnej ryby. Słońce rozszczepiało się w promienne krople i dryfowało na drżących falach, moje oczy były oślepione nie do zniesienia blaskiem.

Pachniało żywicą z świeżnych sosnowych desek nabrzeża, które od czasu do czasu uderzała duży, kołyszący się kutr rybacki. Z wody wiał chłodny wiatr.

Skoczyłem do łodzi i wyciągnąłem rękę do Marii Iwanowny:

„Hop-sa! Wskakuj.”

Ale nie odważyła się natychmiast wejść do łodzi, przeniesienie z nabrzeża na statek wydawało się jej niebezpieczne. Chociaż Maria Iwanowna nie chciała tego przyznać, jestem pewien, że skomplikowana procedura przejazdu na drugą stronę rzeki ją denerwowała, zepsuła jej nastrój i w dużej mierze zepsuła przyjemność podróży na drugi brzeg.

„Marusia! Szybciej, bądź odważna! Podaj mi rękę!”

Była widocznie zaniepokojona i musiała się zmusić do ruchu. Podchwyciłem paczkę, potem jedną rękę, potem drugą, potem niepewnie postawiła jedną stopę na ławce w łodzi. Wtedy ją złapałem, a ona wpadła mi w ramiona i przytuliła.

Niebezpieczeństwo minęło, była w łodzi.

Jej wrzące od słońca boki były bolesne w dotyku, słońce już je upiekło. W takim momencie, świdrując, możesz wsadzić twarz pod promienie słońca i jakby ciepłe kobiece ręce delikatnie masują twoją twarz. Wciąż było wcześnie. Na łodzi oprócz nas była pusta. W pobliskiej zatoce, gdzie wierzba pochyliła się nad ciemnozielonymi wodami, kilku chłopców z wędkami złapało szczupaka, milcząc i uważnie obserwując swoje przynęty na wodzie.

Kiedy zmęczyliśmy się patrzeniem na chłopców z wędkami i kilka osób wchodziło do łodzi, zaczęliśmy narzekać niecierpliw