Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump słucha podczas wspólnej konferencji prasowej z prezydentem Rosji Władimirem Putinem po udziale w szczycie USA-Rosja w sprawie Ukrainy na bazy Joint Base Elmendorf-Richardson w Anchorage, Alaska, 15 sierpnia 2025 roku. (Andrew Caballero-Reynolds / AFP via Getty Images)
Od początku tego roku prezydent Donald Trump skupia się głównie na polityce zagranicznej, od Wenezueli po Grenlandię i Iran. Kuba, Meksyk, Kanada, RPA, Nigeria, Syria i być może inne kraje również są obecnie w jego polu działania.
Tempo działań za granicą jest franczytyczne i może być skorelowane z odczuwanym zlekceważeniem przez Komitet Noblowski z powodu Pokojowej Nagrody Nobla, ponieważ Trump twierdzi, że w minionym roku zakończył osiem wojen.
Tradycyjnie, dla prezydenta Stanów Zjednoczonych, by ponownie zdobyć Pokojową Nagrodę Nobla, nie wystarczy, aby zaaranżował tymczasowe zawieszenie broni w środkowej Afryce czy w wojnach granicznych między Tajlandią a Kambodżą czy nawet między Indiami a Pakistanem. Musiałby rozwiązać najbardziej znaczący konflikt swojej epoki.
Dzisiaj jest to wojna Rosji z Ukrainą, którą Trump twierdził, że rozwiąże w ciągu 24 godzin podczas i po kampanii wyborczej w 2024 roku. Dziwnym trafem tę bardziej niebezpieczną wojnę Trump oddał podwładnym, w tym częściowo osobom bez oficjalnych kompetencji, w tym obszarze.
Kolejną cechą polityki zagranicznej Trumpa jest skupienie na zasobach naturalnych.
Widzieliśmy to w tzw. umowie na minerały z Ukrainą w zeszłym wiosnie, która jak dotąd nie przyniosła żadnych rezultatów. Odpowiedzią prezydenta Rosji Władimira Putina było przedstawienie potencjału własnych zasobów przed Trumpem podczas ich szczytu w zeszłym lecie w Anchorage, Alasce.
Putin zlecił również biznesmenowi reprezentowanie Rosji w negocjacjach z dwoma osobistymi wysłannikami Trumpa, którzy również są biznesmenami o niewielkich kwalifikacjach dyplomatycznych. Kwestie suwerenności i integralności terytorialnej wydają się być redukowane jedynie do targowania się o zasoby lub ziemię, bez uwagi na ludzi zamieszkujących ten obszar.
To skupienie na dostępie do zasobów jest także widoczne w działaniach dotyczących Wenezueli i groźbie przejęcia Grenlandii.
Ironią jest, że rozwój zasobów, ze względu na swoją naturę, wymaga wieloletnich mega inwestycji, które wymagają stabilności politycznej do realizacji. Nie mogą one nastąpić na skalę masową, dopóki nie zostanie przywrócony pokój i nie zostaną rozwiązane kwestie dotyczące posiadania i przewidywalnego reżimu prawno-ustrojowego.
W związku z tym pilne jest pytanie, jak można przywrócić pokój. Odpowiedzią administracji Trumpa było wywieranie presji na ofiarę agresji, a nie na agresora.
W przypadku Ukrainy znacznie łatwiej jest stymulować inwestycje w sektorach rolniczym, IT, lekkim przemysle, sprzedaży detalicznej i infrastrukturze, gdy walki się zakończą. Sektor wydobywczy nie zapewnia szybkich korzyści. Co najwyżej produkcja ropy w Wenezueli może wzrosnąć o 20% w porównaniu do obecnego niskiego poziomu przed końcem kadencji Trumpa. Rzeczywiste rozwinięcie naturalnych zasobów na Ukrainie lub w Rosji będzie wymagało znacznie więcej czasu po ich staniu się „atrakcyjnymi dla inwestorów”.
W związku z tym pilne pytanie brzmi, jak przywrócić pokój. Odpowiedzią administracji Trumpa było wywieranie presji na ofiarę agresji, a nie na agresora.
Pomimo głośno ogłoszonych sankcji w październiku wobec Rosnieftu i Lukoilu, dwóch największych rosyjskich firm naftowych, ich produkcja nie została wpłynięta, tak samo jak ich zdolność do eksportu ropy. (Poprzednie sankcje administracji Bidena wobec trzeciej i czwartej co do wielkości rosyjskich firm naftowych, Gazpromneftu i Surgutneftegazu, także nie wpłynęły na ich działalność.)
Jedynym praktycznym wynikiem do tej pory jest ogłoszone przez Lukoil sprzedanie swoich międzynarodowych aktywów amerykańskiej firmie inwestycyjnej.
Niewiele też zostało zrobione w przypadku rosyjskiego cienia floty. Stany Zjednoczone nie zwiększyły liczby jednostek objętych sankcjami od początku stycznia 2025 roku, podczas gdy Unia Europejska i Wielka Brytania potroiły swoje liczby.
Administracja Trumpa również odmówiła dyskusji o obniżeniu limitu cenowego na rosyjską ropę inspirowanego przez USA podczas dyskusji G-7 w zeszłym lecie. UE i Wielka Brytania dwukrotnie obniżyły swoje limity cenowe i rozważają zakaz świadczenia usług transportowych i ubezpieczeniowych wszystkim rosyjskim eksporterom ropy, niezależnie od ceny. Nie ma oznak, że USA prowadzi rozmowy ze sojusznikami na temat podjęcia takich samych kroków.
Ameryka stała się biernym obserwatorem, a nie liderem w zaostrzaniu sankcji gospodarczych wobec Rosji z powodu wojny na Ukrainę.
Od samego początku powinno jasne było, że jedynym sposobem na zakończenie tej straszliwej wojny jest zatrzymanie Rosji na polu bitwy. Stopniowe stosowanie sankcji w celu sygnalizowania Rosji konsekwencji ekonomicznych jej agresji, bez realnego wpływu na jej zdolności bojowe, zawiodło.
Jak powiedział prezydent Trump w sierpniu zeszłego roku, Ukraina nie może jedynie bronić się. Jednakże jego administracja wstrzymała dostarczanie pilnie potrzebnych broni bezpośrednio na Ukrainę, sfinansowanej miliardami dolarów, na które już przeznaczono fundusze przez Kongres, chyba że europejscy i inni sojusznicy zapłacą za te broń.
24 lutego prezydent Trump wygłosi swoje przemówienie o stanie Unii przed Kongresem. Ta data jest także czwartą rocznicą całkowitej inwazji Rosji na Ukrainę. Rozmowy pokojowe postępowały wolno i w najlepszym przypadku doprowadziłyby do tymczasowego zawieszenia broni.
Trump chwalił się, że dostarczył Ukrainie przeciwpancerne pociski Javelin w swojej pierwszej kadencji. Teraz może skorzystać z historycznej chwili, ogłaszając dostarczenie dalekiego zasięgu pocisków Tomahawk, których dostarczenie sugerował w październiku ubiegłego roku, aby Ukraina mogła przystąpić do ofensywy tak, jak sugerował
Trump może również ogłosić, że USA będzie ściśle egzekwować istniejące sankcje i przekonać przyjaciół Ameryki na Bliskim Wschodzie i w Azji Południowo-Wschodniej, aby nie służyli jako centra handlowe dla rosyjskiej ropy. Ostatnie dyskusje w Waszyngtonie na temat sankcjonowania rosyjskiej ropy, w tym w Kongresie, dziwnym trafem skupiają się na nabywcach, a nie na sprzedawcach i handlowcach.
Najważniejsze jest to, że Stany Zjednoczone mogą współpracować z sojusznikami NATO w celu przeciwdziałania rosyjskim tankowcom z cieniowej floty przemieszczającym się przez europejskie wody przybrzeżne, podobnie jak zrobił to Trump wobec Wenezueli, blokując jej eksport ropy. Tak długo, jak płynie rosyjska ropa, ktoś ją kupi po odpowiednio obniżonej cenie.
Rosja zaoferuje pokój niedługo po takich konkretne działaniach ze strony Trumpa, a nie poprzez wysyłanie sygnałów, które jedynie przedłużają wojnę. Wtedy miałby on główne zwycięstwo w polityce zagranicznej, której pragnie. W innym przypadku, spuści z tonu w oczekiwaniach odnośnie Nagrody Nobla Pokojowej.
Uwaga redakcji: Opinie wyrażone w sekcji felietonów są autorstwem autorów i nie odzwierciedlają stanowiska Kyiv Independent.







