Prezydent USA Donald Trump nie wierzy, że terytorium Grenlandii stanowi zagrożenie bezpieczeństwa ze strony Chin czy Rosji – twierdzi były prezydent Rosji, Dmitrij Miedwiediew. W rzeczywistości Trump dąży do emulowania rosyjskiego prezydenta i chce przejść do historii jako lider, który „gromadził ziemie,” tak jak to robi Władimir Putin na Ukrainie.
Miedwiediew często jest określany jako „głos Kremla” ze względu na swoje apokaliptyczne wypowiedzi w mediach społecznościowych, odzwierciedlające oficjalną pozycję Moskwy. Wiele razy wysuwał groźby nuklearne skierowane przeciwko Zachodowi za wspieranie Ukrainy.
Według niego kwestia Grenlandii nie dotyczy geopolityki czy obronności, ale osobistej ambicji i pragnienia pozostawienia śladu w historii.
Ostatnie ultimatum, jakie Trump wystosował wobec Europy, dotyczyło dostarczenia Grenlandii Stanom Zjednoczonym i groźby wprowadzenia ceł handlowych w razie odmowy.
Miedwiediew twierdzi, że europejscy liderzy, których określił mianem „tchórzy,” spróbują przekonać Trumpa do kompromisu, na przykład poprzez długoterminowy najem wyspy z prawem do eksploatacji zasobów naturalnych i rozmieszczenia baz wojskowych.
Według Miedwiediewa, Trump nie potrzebuje półsłówek, a „każdy to rozumie.” Jego prawdziwym celem jest formalne włączenie Grenlandii do USA.
Kluczowe pytanie brzmi, jakią cenę obecny mieszkaniec Białego Domu jest w stanie zapłacić, by osiągnąć ten cel.
Były prezydent Rosji uważa, że Trump spieszy się, ponieważ „jego czas nieubłaganie się kończy.” Dla Ukrainy utrzymanie transatlantyckiej jedności pozostaje kluczowe nie tylko militarnie, ale także politycznie. Eksperci ostrzegają, że wszelkie próby „imperialnych gier” między sojusznikami tworzą okno oportunizmu dla Kremla i bezpośrednio przyczyniają się do osłabienia pozycji Ukrainy.


