Estadio da Luz bijący Benfica to miejsce, gdzie Real Madryt świętował swoje wspaniałe i wcześniej nieosiągalne dziesiąte zwycięstwo w Lidze Mistrzów/Pucharze Europy w 2014 roku. Wczoraj wieczorem było gospodarzem nowego wpisu do rozbudowanego rejestru wpadek hiszpańskich gigantów.
4-2 porażka w Lidze Mistrzów w środę była szkodliwa i pozostawiła oznaki rozpaczy i dezintegracji wszędzie tam, gdzie spojrzano po końcowym gwizdku. Jedną z takich scen był Thibaut Courtois, który ostrzegał swoich kolegów z drużyny za to, że nie przyszli podziękować podróżującym kibicom Madrytu, dopóki ostatecznie nie dołączyło do niego jeszcze pięciu innych.
Wtedy trener Alvaro Arbeloa przyjął w swoim objęciu swojego przeciwnika Jose Mourinho – kluczowego mentora w swojej karierze – i kierował się ku pilnym pytaniom, które czekały na niego w wywiadach, przez szatnię, gdzie nastrój był bardziej niż przygnębiający.
Wszędzie wokół nerwy były nadwyrężone po zawrotnym meczu piłki nożnej. Bramkarz Benfiki, Anatoliy Trubin, zdobył bramkę w 98. minucie, która wysłała drużynę gospodarzy do play-offów Ligi Mistrzów – podwajając upadek Madrytu z automatycznych miejsc kwalifikacyjnych.
Arbeloa był częścią drużyny Madrytu, która triumfowała tutaj w Lizbonie 12 lat temu, w innej europejskiej epopei zdefiniowanej przez późną bramkę. Awansowany na miejsce zwolnionego Xabi Alonso jako trener główny 12 stycznia, tym razem smakował gorzkiej porażki – swojej drugiej w ciągu dwóch i pół tygodnia oraz pięciu meczów, które pełnił tę funkcję.
Nazwanie tego trudnym początkiem byłoby niedopowiedzeniem. W jego debiutanckim meczu Madryt został wyeliminowany z Pucharu Króla w żenującym odwróceniu na wyjeździe z Albacete, przeciwnikami walczącymi o uniknięcie spadku do trzeciej ligi Hiszpanii. W swoim pierwszym meczu domowym przeciwko Levante trzy dni później, kibice nieustannie zagrzewali zawodników i domagali się rezygnacji prezesa klubu Florentino Pereza.
Ponadto nikt w Madrycie nie określił pozycji Arbeloi jako długoterminowego zobowiązania. Od samego początku pojawiały się spekulacje w mediach na temat potencjalnych zastępstw.
To nie był jedynie Madryt tracący swoje miejsce w pierwszej ósemce Ligi Mistrzów i teraz muszący stawić czoła dodatkowym dwóm meczom w play-offach w przyszłym miesiącu, jeśli chcą dotrzeć do rundy 16. To była natura porażki. Wykonanie było okropne.
Arbeloa nie miał zbyt wiele czasu, aby narzucić swoją wizję drużynie, ale nadal frapującoj był, jak kruchy jest Madryt w obronie, pod wodzą trenera, który miał świetną karierę jako obrońca.
Benfika, trzecia w portugalskiej ekstraklasie, oddała 11 celnych strzałów. Courtois, ze swoimi siedmioma kluczowymi interwencjami, był kluczowy dla utrzymania wyniku na dole. Madryt był ograżany od początku do końca, a Trubin wywołał dzikie sceny radości swoją bramką głową w ostatniej akcji meczu.
Sytuacja Madrytu w obronie doskonale symbolizuje ich braki w wielu obszarach. Słabe planowanie kadry i rekrutacja, połączone z mocno krytykowanym przygotowaniem fizycznym klubu, zmusiło najpierw Alonso, a teraz Arbeloę do wystawiania zawodników, którzy są w poważnym ryzyku kontuzji, ponieważ brakuje im wystarczającej głębokości kadrowej.
Arbeloa nie mógł liczyć na Trenta Alexandre-Arnolda w Lizbonie. Ani nie skorzystał z innego naturalnego prawego obrońcy, Daniego Carvajala, który był niewykorzystywanym rezerwowym pomimo powrotu po kontuzji 14 stycznia.
Obaj teoretyczni środkowi obrońcy, Eder Militao i Antonio Rudiger, są także kontuzjowani, podobnie jak lewy obrońca Ferland Mendy. W zeszłym lato wydano 118 milionów euro (102 mln funtów; 140 mln dolarów) na Deana Huijsena, Alvora Carrerasa i Alexandre-Arnolda, ale nie spełniają oni pokładanych w nich oczekiwań.
Federico Valverde, który ponownie grał na nie swojej pozycji na prawej obronie, minął reporterów idąc do autokaru drużyny, nie zatrzymując się, ale mówiąc „Jesteśmy winni”.
Zapytany o swoją reakcję na konferencji prasowej po meczu, napięcie w odpowiedzi Arbeloi na pytanie jednego hiszpańskiego reportera było wymowne.
To był nie tylko Madryt tracący swoje miejsce w pierwszej ósemce Ligi Mistrzów i teraz muszący rozegrać dodatkowe dwa spotkania w play-offach w przyszłym miesiącu, jeśli chcą dotrzeć do rundy 16. To była natura porażki. Wykonanie było okropne.
Arbeloa nie miał zbyt wiele czasu, aby narzucić swoją wizję drużynie, ale nadal frapującoj był, jak kruchy jest Madryt w obronie, pod wodzą trenera, który miał świetną karierę jako obrońca.
Benfika, trzecia w portugalskiej ekstraklasie, oddała 11 celnych strzałów. Courtois, ze swoimi siedmioma kluczowymi interwencjami, był kluczowy dla utrzymania wyniku na dole. Madryt był ograżany od początku do końca, a Trubin wywołał dzikie sceny radości swoją bramką głową w ostatniej akcji meczu.
Sytuacja Madrytu w obronie doskonale symbolizuje ich braki w wielu obszarach. Słabe planowanie kadry i rekrutacja, połączone z mocno krytykowanym przygotowaniem fizycznym klubu, zmusiło najpierw Alonso, a teraz Arbeloę do wystawiania zawodników, którzy są w poważnym ryzyku kontuzji, ponieważ brakuje im wystarczającej głębokości kadrowej.
Arbeloa nie mógł liczyć na Trenta Alexandre-Arnolda w Lizbonie. Ani nie skorzystał z innego naturalnego prawego obrońcy, Daniego Carvajala, który był niewykorzystywanym rezerwowym pomimo powrotu po kontuzji 14 stycznia.
Obaj teoretyczni środkowi obrońcy, Eder Militao i Antonio Rudiger, są także kontuzjowani, podobnie jak lewy obrońca Ferland Mendy. W zeszłym lato wydano 118 milionów euro (102 mln funtów; 140 mln dolarów) na Deana Huijsena, Alvora Carrerasa i Alexandre-Arnolda, ale nie spełniają oni pokładanych w nich oczekiwań.
Federico Valverde, który ponownie grał na nie swojej pozycji na prawej obronie, minął reporterów idąc do autokaru drużyny, nie zatrzymując się, ale mówiąc „Jesteśmy winni”.
Zapytany o swoją reakcję na konferencji prasowej po meczu, napięcie w odpowiedzi Arbeloi na pytanie jednego hiszpańskiego reportera było wymowne.





