W czwartek przypada pierwsza rocznica mianowania Natalii Arroyo na stanowisko trenera kobiecych Aston Villa. Dołączyła do klubu z niskim poziomem pewności siebie, słabym miejscem w tabeli i desperacką potrzebą wyników. Obecnie zajmują szóstą pozycję w WSL i patrzą w górę, nie w dół.
Hiszpanka dołączyła z wiedzą, jak polepszyć zespół. Poprowadziła Real Sociedad do drugiego miejsca w Lidze F w sezonie 2021/22 i finału Copa de la Reina w sezonie 2023/24 – jej ostatniego w klubie.
Kiedy Arroyo zastąpiła Roberta de Pauwa i przejęła od tymczasowego trenera Shauna Goatera w styczniu ubiegłego roku, spisała swoje marzenia związane z Aston Villą, poczynając od krótkoterminowych – po prostu wygrywanie meczów – aż do długoterminowej realizacji swoich własnych pomysłów na grę.
„To był rok pełen punktów do nauki,” powiedziała trenerka wyłącznie dla Sky Sports wspominając ostatnie 12 miesięcy.
„Wiedziałam, że to dla mnie duże wyzwanie przeniesienie się do innego kraju, widzenie samej siebie wydającej instrukcje i prowadzącej treningi w innym języku.
„Przyszłam tu w trudnym momencie dla zespołu, gdyż nie osiągali rezultatów, konkurując jednocześnie w najlepszej lidze w Europie, a może i na świecie.
„Potrzebowaliśmy trochę czasu, aby się wszystkiego przystosować i zdobyć rezultaty, ponieważ na początku mieliśmy trochę problemów, ale ten proces pozwolił nam poznać wszystkich w trudnych chwilach. To może być moment, w którym poznajesz prawdziwą osobę, co nas wszystkich łączy w taki sposób, że teraz myślimy o budowaniu, czując się gotowi, że jeśli wszystko nie idzie rewelacyjnie i nie wygrywamy, wiemy, jak sobie poradzić.
„Przed moim przyjściem zespół grał dobrze, czasami jednak zdarzało się, że w ostatnich minutach meczu traciliśmy bramki, ale teraz odnajdujemy tę spójność.







