To było jakby to było napisane. Ben White podał piłkę, a Viktor Gyokeres umieścił ją w siatce z bliskiej odległości. Oboje byli kolegami z młodzieżowej drużyny Brighton, a trenerem jednym z nich był Liam Rosenior. Ale to nie był tylko przyjacielski powrót. Z bramką i asystą w zwycięstwie Arsenalu 3-2 nad Chelsea w pierwszym meczu półfinałowym Carabao Cup, może to być dzień, w którym Gyokeres naprawdę pokazał swoją wartość.
Bratanek Gyokeresa był łatwym trafieniem, gdyż bramka była otwarta, jego asysta dla Martina Zubimendiego wyglądała jak prosty zagraj. Ale było w tym więcej, ponieważ oboje mieli wspólnego jednego mianownika: byli otoczeni przez wielu zawodników.
Dla swojej bramki dwóch zawodników Chelsea sięgało po piłkę, gdy on ją wpakował do siatki. Dla bramki Zubimendiego Hiszpan miał miejsce do oddania strzału, ponieważ napastnik Arsenalu przyciągnął trzech zawodników do siebie, zanim odegrał piłkę.
To był kolejny przypomnienie, że Gyokeres jest zawodnikiem Premier League, któremu obrońcy pozwalają na działanie w najmniejszej przestrzeni. Ale to może być występ, który pokazuje, że szwedzki napastnik wreszcie radzi sobie z wyzwaniem w Arsenalu.
Przyciąganie obrońców to wielki plus dochodzący do Gyokeresa w tym sezonie. Nie zostało to niezauważone, że dwie z trzech bramek Arsenalu padły po wrzutkach z gry.
Tworzenie przestrzeni dla tych, którzy wykonują wrzutki i innych kluczowych atakujących, to umiejętność, którą docenia w nim najbardziej Mikel Arteta, który ciągle go stawia w składzie – w zespole Arsenalu, który przez ostatnie trzy sezony ledwo grał z naturalnym napastnikiem środka.
„Oczekiwanie zawsze jest takie, żeby strzelać gole, i wymagamy o wiele więcej niż to,” powiedział Arteta o Gyokeresie po meczu z Chelsea, nazwawszy to „naprawdę dobrym występem”. „Viktor był wyjątkowy w wielu obszarach.
*Aktualizacja: Więcej przekładów dostępnych w kolejnych sekcjach.







