Strona główna Nauka Dlaczego jesteśmy tak podejrzliwi wobec dobroczynnych osób?

Dlaczego jesteśmy tak podejrzliwi wobec dobroczynnych osób?

13
0

Jeśli jesteś osobą pewnego wieku, być może pamiętasz odcinek serialu Przyjaciele, w którym aspirujący aktor Joey Tribbiani (grany przez Matta LeBlanca) otrzymuje szansę prowadzenia teletonu charytatywnego na PBS. „Odrobinka dobroczynności dla PBS plus trochę występu w telewizji, to taki rodzaj matematyki, którą lubi robić Joey!” wykrzykuje.

Phoebe Buffay (grana przez Lisę Kudrow) jest mniej zaimponowana. „To nie jest dobry czyn, po prostu chcesz być w telewizji! To jest całkowicie egoistyczne.” W trakcie kłótni Joey podtrzymuje, że wszystkie altruistyczne akty są ostatecznie egoistyczne, podczas gdy Phoebe próbuje znaleźć przykład czystego altruizmu, który go obali.

Przeczytanie niedawnej publikacji na temat „deprecjonowania dobroczyńcy”, naszej odruchowej odrazy na widok bezinteresownych czynów innych, przypomniało mi ich wymianę zdań. Podobnie jak Phoebe, często szukamy ukrytych motywacji innych oraz – gdy je znajdziemy – możemy traktować ich gorzej niż tych, którzy działali z rażącym interesem własnym.

Rozważmy klasyczny eksperyment znanego jako gra dóbr publicznych, w którym każda osoba otrzymuje niewielką sumę pieniędzy, którą może zdecydować się umieścić w puli z innymi uczestnikami. Tak jak nasze konta bankowe generują odsetki, każda z tych darowizn będzie rosła w wartości do końca gry, gdy pula zostanie równo podzielona i rozdzielona pomiędzy każdego gracza.

Można by sądzić, że ludzie traktują tych darmozjadów z pogardą. W rzeczywistości jednak najbardziej hojni włożeni pieniądza do puli są często równie krytykowani przez innych graczy, którzy ostatecznie wyśmiewają ich za ich wyrazy zaufania. „Gdy poproszono o wyjaśnienie tej antypatii, ludzie mówili rzeczy w stylu, 'Nikt inny nie robi tego co [duży darczyńca] robi. On sprawia, że wszyscy wyglądamy źle'”, zauważa psycholog Nichola Raihani z University College London w swojej książce „The Social Instinct”.

W niektórych eksperymentach Raihani zauważa, że gracze mają szansę zapłacić z własnych funduszy za ukaranie dobroczyńcy – i wielu z nich skorzysta z tej okazji. Niektórzy nawet chcą ich wyrzucić z gry. Twierdzi, że wszyscy bierzemy udział w „grze statusu” – dlatego jesteśmy bardzo podejrzliwi wobec tych, którzy mogą udawać cnotę, aby podnieść swoje miejsce w grupie.

Czasami, oczywiście, nasze podejrzenia okazują się słuszne: ludzie często mają ukryte motywacje. Wyobraź sobie na przykład, że twój przyjaciel Andy pracuje jako wolontariusz w schronisku dla bezdomnych. Wydaje się być napędzany troską o narażonych, ale później odkrywasz, że potajemnie podoba mu się kierownik organizacji, Kim. On oddaje swój czas tylko po to, aby ewentualnie umówić się na randkę z nią – i w końcu mu się udaje.

Jeśli takie zachowanie sprawia ci przykrą niesmak, nie jesteś jedyny. Mimo to nie jesteśmy tak krytyczni wobec ukrytych motywacji ludzi w niecharytatywnych działaniach. Badania sugerują, że oceniamy Andy’ego gorzej niż osobę, która wzięła dyżur w kawiarni, aby zbliżyć się do kierownika, na przykład. To nie jest logiczne: w obu przypadkach osoby ukrywają swoje prawdziwe motywy. Ich „przestępstwo” jest praktycznie takie samo, a jednak w ironiczny sposób jesteśmy o wiele bardziej osądzający w stosunku do osoby, która pomaga potrzebującym poprzez bardziej stereotypowy akt dobroczynności – zjawisko znane jako efekt skażonego altruizmu.

To temat nowego artykułu, który przykuł moją uwagę, autorstwa Sebastiana Hafenbrädla z Uniwersytetu Nawarry w Hiszpanii. Podejrzewał, że to zjawisko wynika z nieświadomej kalkulacji, która porównuje nagrody społeczne, jakie ludzie otrzymują za wydany na pozór dobry czyn, z wielkością czynu i tym, ile go to kosztowało osobiście. „To, co skaża dobroczyńców, to nie samo obecność własnego interesu, ale przekonanie, że próbują oni czerpać korzyści społeczne bez zasługiwania na nie (tj. bez poniesienia ceny), co sprawia, że wydają się oszukańczy” – hipotezował Hafenbrädl, a następnie przetestował to w serii badań.

W pierwszym eksperymencie poprosił kilkuset uczestników online o rozważenie sytuacji faceta o imieniu Andy, który albo był wolontariuszem w schronisku dla bezdomnych, albo pracował jako barista. Potem ocenili, jak moralny był i jak oszukańczy. Zgodnie z oczekiwaniami, działania Andy’ego były znacznie surowsze oceniane, gdy ochotniczy pomagał potrzebującym, niż gdy działał jako barista. Różnica ta zniknęła w dwóch kolejnych warunkach, gdy Andy wyznał swój ukryty motyw samej Kim. Uczestnicy nie oceniali go już tak surowo, ponieważ wyeliminował on niesłuszną nagrodę społeczną płynącą z pozoru altruizmu.

Aby upewnić się, że to nie był przypadek, Hafenbrädl przetestował ten pomysł w różnych innych kontekstach. Poprosił uczestników o rozważenie przypadku Toma, np. właściciela ośrodka wypoczynkowego na Malediwach, który wydaje 100 000 dolarów na oczyszczenie lokalnych plaż. Brzmi to jak odpowiedzialność środowiskowa, ale Tom troszczy się przede wszystkim o korzyści dla swojego biznesu. W jednym scenariuszu uczestnicy dowiadują się, że wykorzystuje on ten rzekomo dobry czyn do promocji ośrodka. W innym przypadku nie wspomina on o tej akcji poza małym kręgiem przyjaciół.

Podobnie jak w przypadku pierwszego eksperymentu, ludzie uważali, że Tom jest mniej moralny, gdy wykorzystuje dobry czyn do reklamowania swojej reputacji (i swojego biznesu), niż gdy trzyma go w tajemnicy.

Czasami ludzie są motywowani jedynie chęcią dobrze się poczuć. Ten podniosły nastrój jest ostatecznie egoistyczny, ale praca Hafenbrädla sugeruje, że nie jest oceniany tak surowo jak świadome czerpanie z rzekomych korzyści społecznych płynących z dobrych uczynków. Ustalił, że osoby, które oddały krew lub dały na cele charytatywne dla poczucia własnego spełnienia, były uważane za bardziej moralne niż ci, którzy próbowali poprawić swoją reputację – chociaż nadal nie było im tak dobrze jak osobom, które absolutnie nie deklarowały żadnego ukrytego motywu.

Takie wyniki z pewnością byłyby zgodne z poglądami Phoebe. Na końcu odcinka Przyjaciół, decyduje się ona na darowiznę dla teletonu Joeys, pomimo osobistej antypatii do PBS – czyn ten pomaga Joeysowi zdobyć więcej występów telewizyjnych. Myśli, że udowodniła swoją rację, dopóki nie zauważy, jaką radość zakosztuje ona z jego szczęścia.

Może Joey ma rację: nie ma takiego czegoś jak czysty altruizm. Osobiście bardzo chętnie wybaczam komuś dreszcz emocji, jaki daje pomoc innym, gdy tylko oznacza to, że w świecie jest trochę więcej życzliwości. Z pewnością są o wiele gorsze sposoby na uzyskanie satysfakcji.