Określenie, ile Polska zyskała po dołączeniu do UE; transgraniczna sieć ciepłownicza
Najnowszy raport polskiego Instytutu Gospodarczego (PIE) próbuje odpowiedzieć na jedno z bardziej istotnych „co by było gdyby” w nowoczesnej polskiej polityce: co by było, gdyby kraj nigdy nie dołączył do UE? Jego wniosek jest jednoznaczny: korzystając z modelu kontroli syntetycznej – metody ekonometrycznej konstruującej hipotetyczną „nie-EU Polskę” na podstawie porównywalnych gospodarek – autorzy raportu szacują, że polska gospodarka jest teraz o około 42% większa niż byłaby bez akcesji. W praktyce dzisiejszy PKB byłby bliższy byłemu poziomowi z 2015 roku, gdyby kraj pozostał poza blokiem. Członkostwo w UE otworzyło dostęp do jednolitego rynku, przyspieszyło handel i inwestycje zagraniczne oraz pomogło stabilizować instytucje. Zyski, jak sugeruje raport, okazały się trwałe, a nie jednorazowe. PIE przetestował niemal 400 wariantów modelu, każdy konstruując inny kontrfaktyczny scenariusz dla Polski po 2004 roku. W każdym z nich akcesja przyniosła pozytywny rezultat: w zależności od scenariusza, oszacowany zysk wyniósł od 22 do 61%, stąd średnia 42%. Ta trajektoria jest widoczna w szerszych danych. Gospodarka Polski rosła o ponad 4% pod koniec 2025 roku, wyprzedziła Szwajcarię jako 20. największa gospodarka świata i została zaproszona do G20 w zeszłym roku. Był także jedynym krajem UE, który uniknął recesji podczas kryzysu finansowego z 2008 roku i pozostał stosunkowo odporny podczas pandemii. Jednak raport trafia w bardziej politycznie naładowany klimat niż mógłby to zrobić kilka lat temu. Podczas gdy poparcie dla członkostwa w UE jest wysokie – 82% Polaków je popiera, według niedawnej ankiety CBOS – eurosceptyczny rys polskiej polityki staje się coraz bardziej słyszalny. Prezydent Karol Nawrocki wielokrotnie przedstawiał debaty Unii Europejskiej dotyczące klimatu i suwerenności w kategoriach cywilizacyjnych, podczas gdy skrajnie prawicowa Konfederacja Korony Polskiej, pod wodzą Grzegorza Brauna, uczyniła otwartą wrogość wobec bloku częścią swojej oferty politycznej. Niemal jedna dziesiąta respondentów w tej samej ankiecie stwierdziła, że dostrzega potencjalne korzyści z opuszczenia UE.
W międzyczasie, na brzegach Łużyckiej Nysy, zaczyna nabierać kształtu bardziej dosłowna forma integracji europejskiej. Urzędnicy z Polski i Niemiec rozpoczęli budowę projektu United Heat, który połączy systemy ciepłownicze Görlitz i Zgorzelec – dwóch miast od dawna podzielonych granicą, a teraz coraz bardziej traktowanych jako jeden system energetyczny. Pomysł jest prosty, ale technicznie ambitny: zastąpienie opartego na paliwach kopalnych systemu ogrzewania wspólną, transgraniczną siecią zasilaną wyłącznie odnawialnymi źródłami energii. System będzie korzystał z mieszanki biomasy, pomp ciepła wykorzystujących wodę z jezior i ścieków, energii słonecznej termicznej oraz mniejszych wkładów odpadowego ciepła i technologii „power-to-heat”. Około 12 kilometrów nowych rurociągów połączy sieci, z potencjałem do podłączenia dodatkowych gospodarstw domowych w przyszłości. Podczas inauguracji polscy i niemieccy urzędnicy przedstawili projekt zarówno jako środek dekarbonizacji, jak i zabezpieczenie przed przyszłymi szokami energetycznymi. Niemcy zobowiązały się dofinansować swoją część projektu kwotą 81,6 mln euro, a minister gospodarki, Katherina Reiche, nazwała go „udanym przykładem tego, jak władze lokalne mogą skutecznie współpracować w zakresie dostaw ciepła przez granice narodowe”. Polski minister energii Milosz Motyka stwierdził, że projekt powinien pomóc w stabilizacji dostaw ciepła, optymalizacji zużycia energii oraz rozwoju technologii o niższych emisjach. Podkreślił także mniej praktyczny wymiar projektu, nazywając go „symbolem partnerstwa i naszej wspólnej odpowiedzialności”. United Heat, również wspierany środkami finansowymi UE, ma zmniejszyć emisję CO₂ o nawet 50 000 ton rocznie – skromną liczbę na skalę krajową, ale wskazującą na szerszą zmianę: dekarbonizacja nie jako wysiłek krajowy, ale jako infrastruktura wspólna.







