Hrvoje Livaja ma wielkie plany. Od czasu objęcia stanowiska dyrektora generalnego Portu w Ploce w 2019 roku cena akcji chorwackiego portu na Giełdzie Papierów Wartościowych w Zagrzebiu wzrosła z 35-40 euro do 140-150 euro. W tym samym roku port na samym południu Chorwacji otworzył nowy terminal do przyjmowania dużych masowców klasy Capesize. Obecnie Livaja chce także rozbudować ruch kontenerowy, m.in. poprzez budowę pływającej boi cumowniczej i, jeśli to się sprawdzi, nowych żurawi. „A Urząd Portowy zbuduje nabrzeże” – powiedział. „To jest kolejna duża inwestycja.” Taka ekspansja odzwierciedla coraz większą świadomość o możliwościach otwierających się przed Chorwacją dzięki korzystnemu położeniu nad Adriatykiem, gdzie Rijeka oferuje bliskość do takich krajów jak Węgry i Słowacja, a Ploce do Bośni dla ładunków docierających drogą morską. I nie chodzi tu tylko o towary, ale także o energię. Na drugim końcu chorwackiego wybrzeża, na północnej wyspie Krk, terminale LNG i ropy naftowej wchodzą na swoje własne w czasie zwiększonej niepewności energetycznej z powodu wojny na Ukrainie i częściowego zamknięcia Cieśniny Ormuz od czasu rozpoczęcia bombardowań Iranu przez Stany Zjednoczone i Izrael. Jako centrum transportu towarów i energii Chorwacja może zacząć wyobrażać sobie przyszłą gospodarkę, która nie będzie tak przytłaczająco zależna od turystyki.






