Kampania wpływu rosyjskiego
Inne wydarzenia również sugerują, że Rosja może udzielać węgierskiemu rządowi pomocnej dłoni.
W dniu 6 marca konwój pieniężny przewożący 40 milionów dolarów, 35 milionów euro i 9 kilogramów złota z austriackiego Raiffeisen Bank do ukraińskiego Oschadbanku został zatrzymany przez jednostkę antyterrorystyczną Węgier, która zatrzymała kilku obywateli Ukrainy i skonfiskowała pieniądze.
Minister transportu Węgier otwarcie oświadczył, że środki nie zostaną zwrócone dopóki dostawy ropy nie zostaną wznowione – ruch, który wyglądał na wyraźną odpowiedź ustępliwą.
Zarówno Raiffeisen, jak i Oschadbank twierdzą, że cała dokumentacja i zezwolenia były w porządku. Media na Węgrzech podawały, że przez lata podobne transfery pieniężne rutynowo odbywały się przez Węgry, czasami nawet zaangażowane były w nie firmy powiązane z sojusznikiem biznesowym premiera. Niemniej jednak rząd węgierski już próbuje powiązać partię opozycyjną z konwojem pieniężnym, sugerując – bez żadnych dowodów – że środki miały służyć tajnemu finansowaniu partii.
„Może to być także część kampanii wpływu rosyjskiego” – mówi ekspert ds. bezpieczeństwa Buda. „Te historie zwykle nie są bardzo wyszukane, ale mogą dotrzeć do pewnej części elektoratu. Strategia jest dobrze znana: konstruowanie fałszywej historii i szerzenie jej tak głośno i szeroko, jak to możliwe.”
Co niewielu ludzi się spodziewało podczas tej kampanii, to premier Orban umieścił wideo, w którym dzwoni do swoich trzech córek z dramatycznym głosem, ostrzegając je, że ich bezpieczeństwo fizyczne mogłoby być zagrożone.
„Zobaczycie w wiadomościach, że zostaliśmy zagrożeni. Musimy to traktować poważnie, ale nie panikować” – mówi swoim córkom, w dość surrealistycznym wideo.
Wcześniej były ukraiński poseł Hryhoriy Omelchenko, raczej mało istotny polityk w swoim kraju, opublikował wideo, w którym ostrzegał Orbana, że „karma” (przeznaczenie) ukarze go za jego działania i radził mu myśleć o swoich dzieciach i wnukach, gdy cierpią dzieci ukraińskie. Wideo, które było starannie zmontowane i prawdopodobnie również manipulowane, szybko stało się wiralem w pro-rządowych mediach na Węgrzech. Rządzący politycy zaniemówili ze zdumienia, że „Ukraińcy już grożą wnukom Orbana.”
„To wyraźnie sfabrykowane wideo” – mówi Buda. „Czy węgierski rząd był świadomy manipulacji, jest niejasne. Ale reagując tym telefonem, węgierski premier stał się częścią kampanii wpływu rosyjskiego – świadomie lub nieświadomie.”
Wcześniej tajemnicze zdjęcie zmiętych prześcieradeł w pokoju hotelowym stało się wiralem w mediach społecznościowych, a strona internetowa zasugerowała nadchodzące skandaliczne szczegóły dotyczące prywatnego życia lidera opozycji Petera Magyara. Magyar postawił na prewencyjny atak, przyznając, że miał stosunek płciowy z byłą dziewczyną w miejscu, gdzie inni pili alkohol i możliwe, że również zażywali narkotyki. Insajderzy sądzą, że przygotowywano klasyczną operację typu rosyjskiego kompromat, aby obciążyć go z narkomanią, ale historia wydaje się od tego czasu zostać zarzucona.
Co ciekawe, doniesienia mediów o możliwej rosyjskiej ingerencji w kampanię wyborczą dały opozycji nieoczekiwaną szansę. „Orban zaprasza Rosjan z powrotem na Węgry. Nikt czegoś takiego nie robił od 1956 roku” – zadeklarował Magyar, szybko nawiązując do Sowietów tłumiących rewolucję antykomunistyczną na Węgrzech 70 lat temu.
Dlatego zapraszanie wojsk rosyjskich (lub w tym przypadku oficerów wywiadu) zdecydowanie jest tematem tabu w węgierskiej polityce i mogłoby pomóc Magyrowi odebrać wiatr z żagli kampanii Orbana. „To jest silna odpowiedź, najlepsze, co Tisza może zrobić” – uważa politolog Kreko, chociaż nie uważa tego za zmieniające grę, ponieważ opozycja w dużej mierze zrezygnowała z polityki zagranicznej na rzecz Fideszu.
Co większość ekspertów zgadza się, to że węgiersko-ukraińskie relacje będą wymagały poważnego restartu po wyborach. Oczywiście byłoby to łatwiejsze z nowym rządem u władzy. Ale z brakiem pokoju na Ukrainie w zasięgu wzroku – a administracja Trumpa skoncentrowaną obecnie na wojnie z Iranem – jakąś formę modus vivendi z Kijowem w końcu trzeba będzie znaleźć przez kogokolwiek wygra wybory.
„Bez względu na to, kto wygra, relacje będą musiały być odbudowane” – mówi ekspert ds. Ukrainy Jarabik.







