Strona główna Aktualności Zwykli podejrzani: NGO, media publiczne i dziennikarze w ogniu krzyżowym

Zwykli podejrzani: NGO, media publiczne i dziennikarze w ogniu krzyżowym

13
0

1. Przegląd

Organizacje medialne i aktorzy społeczeństwa obywatelskiego na całym kontynencie europejskim stoją w obliczu niespotykanego napięcia. Wzmacniani atakami Białego Domu na krytyków zarówno w kraju, jak i za granicą, politycy populistyczni – czy to u władzy, czy nie – sięgają po jawne metody, by podważyć pracę dziennikarzy, kontrolować media oraz uciszać organizacje pozarządowe, których działalność jest kluczowa dla nadzorowania wpływów politycznych i korporacyjnych.

„Społeczeństwo obywatelskie to wczesnosystemowy alarm europejski, silnik dowodów, gwarant odpowiedzialności i most między instytucjami a ludźmi,” czytamy w op-edzie EU Observer. „Ecosystem wciąż oddycha. Ale potrzebuje obrony. I jest potrzebna teraz”

Dziennikarze, jeśli krytykują elitę rządzącą, są oznaczani jako aktywiści; aktywiści, jeśli są kłopotliwi dla władzy, są określani jako agenci obcy. Od przejmowania państwa po pozbawianie finansowania, ataki prawne czy zagrożenia fizyczne, te trendy nie są nowe, ale „obecne ataki mają miejsce w znacznie trudniejszym klimacie,” ostrzega Carlotta Besozzi, dyrektor Civil Society Europe.

Zgodnie z danymi Reporters Without Borders, wolność prasy na całym świecie spadła w 2025 roku do najniższego poziomu od czasu rozpoczęcia tworzenia swojego indeksu przez organizację. Borykając się z niezwykłymi wewnętrznymi zmianami w swojej branży, od rewolucji technologicznych wprowadzanych przez sztuczną inteligencję do przesunięcia w kierunku newsów prowadzonych przez osobowości, zyskujących przewagę kosztem organizacji medialnych, zawód dziennikarski musi radzić sobie z zbyt mało czasu, pieniędzy i energii, by nawiązać ponownie kontakt z publicznością i zachować swoje miejsce w centrum demokracji.

Od Reform UK po AfD w Niemczech po Szwedzkich Demokratów, skrajnie prawicowe partie w Europie otwarcie intrygują, by podważyć pracę mediów publicznych, już rozpoczętą w niektórych krajach Europy Środkowej. Tymczasem „realia geopolityczne” i „zmęczenie darczyńców” stanowią łatwe usprawiedliwienie dla zachodnich darczyńców, by ograniczyć wsparcie dla podmiotów, dużych lub małych, w sektorze społeczeństwa obywatelskiego, które z kolei coraz bardziej muszą polegać na potencjalnie wrogich rządów.

Według komentatorów w samym sercu instytucji UE, „w Parlamencie Europejskim toczy się zorganizowana kampania mająca na celu discredit, defund i disrupt rolę i funkcję organizacji społeczeństwa obywatelskiego” – widełki skrajnej prawicy przyjętej przez co najmniej część grupy Europejskiej Partii Ludowej (EPP), grupy ośrodkowo-prawicowych, prounijnych partii politycznych. Jednocześnie własne oświadczenia Komisji Europejskiej na rzecz społeczeństwa obywatelskiego znajdują się „głęboko podważone przez niedawne działania”, w tym przez jej kampanię „uproszczenia”, słabsze zasady transparentności i odpowiedzialności lub zmniejszone finansowanie, piszą krytycy.

W Europie Środkowej kraje znajdują się na różnych etapach tej samej intrygi, a dwa z nich stoją w 2026 roku na skrzyżowaniu dróg.

Węgry, 12 kwietnia bieżącego roku mogą oznaczać (początek) końca reżimu illiberalnego Orbána, lub też jego dalsze zakorzenienie. Jednakże, utknięte między atakami węgierskiego rządu a cięciami finansowania ze strony USA, niezależne media węgierskie i organizacje pozarządowe stają pod coraz większą presją – jak pokazało niedawne zamknięcie węgierskiej usługi Radio Free Europe. Nowa ustawa o „transparentności życia publicznego”, w szczególności, może doprowadzić do umieszczenia krytycznych organizacji na czarnej liście i poddania ich szczegółowej kontroli. Mogą one stanąć przed ograniczeniami dotyczącymi finansowania i rozpróżnieniem, jeśli zostaną uznane za zagrożenie dla suwerenności Węgier poprzez działania angażujące się w sferę polityczną i publiczną z zagranicznym wsparciem finansowym. „Według naszego zespołu prawnego, każdy forint przesłany na nasze konto bankowe, nawet od naszych krajowych czytelników, będzie badany przez departament ds. przeciwdziałania praniu pieniędzy urzędu skarbowego. Będą musieli udowodnić, że pieniądze nie pochodzą z zagranicznego źródła,” powiedział Tamas Bodoky, redaktor naczelny portalu śledczego Atlatszo, dla BIRN. Dla Atlatszo i innych, kwiecień 2026 roku nadal wydaje się daleki i nie daje żadnych gwarancji zmiany.

„Według naszego zespołu prawnego, każdy forint przesłany na nasze konto bankowe, nawet od naszych krajowych czytelników, będzie badany przez departament ds. przeciwdziałania praniu pieniędzy urzędu skarbowego. Będą musieli udowodnić, że pieniądze nie pochodzą z zagranicznego źródła.”
– Tamas Bodoky, redaktor naczelny Atlatszo

Podążając za wskaźnikami z Bratysławy i Budapesztu, sytuacja w Czechach również łatwo może przyspieszyć, opierając się na planach nowego rządzącego nacjonalistycznego-populistycznego rządu zmieniającego finansowanie mediów publicznych i zwiększanie nadzoru państwowego nad tzw. „politycznymi organizacjami pozarządowymi”. Na razie niewiele jest znane o tym, co premier Andrej Babis – w sojuszu z mniejszymi partiami skrajnie prawicowymi i ultra-konserwatywnymi – zamierza zrobić. Ale powołując się na potrzebę przejrzystości i oszczędności, politycy koalicji twierdzą, że można zaoszczędzić miliardy, „głodząc organizacje pozarządowe” – wiele z nich wykonuje pracę, której rząd jest niezdolny lub niechętny wykonać samodzielnie – które powinny być zmuszone do deklarowania finansowania z zagranicy, publikowania szczegółowych przepływów finansowych i zakazania prowadzenia działań w szkołach. W wyraźnym celu docelowym organizacji ochrony środowiska i klimatu, subsydia mogą również zostać zakończone dla NGO-ów, które „blokują rozwój i inwestycje”, środek szyty na miarę partii antyzielonych kierowców. „Czeska Republika już ma działający system transparentności”, przypomniał Tomas Urban, rzecznik największej czeskiej organizacji pozarządowej People in Need. „Wszystkie organizacje pozarządowe są w rejestrze publicznym, publikują roczne raporty, a większe z nich są zobowiązane do przeprowadzenia niezależnej kontroli. Subsydia z budżetu państwa są regularnie sprawdzane i podlegają badaniom finansowym. Jeśli ktoś łamie zasady, państwo ma narzędzia, by sobie z tym poradzić.”

Nieco inna melodia dochodzi z Polski, gdzie rząd niedawno przedstawił więcej planów mających na celu „depolityzowanie” mediów publicznych po latach przejęcia państwa przez przywództwo Prawa i Sprawiedliwości (PiS) gdy ta konserwatywna partia sprawowała władzę (2015-2023). Do tych może należeć wprowadzenie standardów „apolityczności” i anulowanie „nieefektywnych i przestarzałych” opłat telewizyjnych dla wdrożenia bezpośredniego finansowania państwowego. „Media publiczne zostaną całkowicie zdepolityzowane, będą miały nowe zasady działania, nowe zarządy, nowy budżet i stabilne finansowanie,” obiecała Minister Kultury Marta Cienkowska.

Jednakże kroki ogłoszone przez rząd Donalda Tuska mające na celu przywrócenie bezstronności, pluralizmu i niezależności mediów publicznych nie były bez kontrowersji, w tym przejęcie kontroli nad publicznymi nadawcami dwa lata temu, co niektórzy eksperci uznali za nielegalne. Raporty pokazywały również, że mimo daleko idącego od propagandy państwowej, jaką produkowały za rządów PiS, telewizja państwowa teraz była bardziej stronnicza na korzyść Tuska i jego rządu. „[Polskie] społeczeństwo wciąż jest głęboko podzielone. Media publiczne wciąż borykają się z dziedzictwem głębokich podziałów,” napisał instytut badawczy IBRiS, którego badania pokazały nieco wzrost zaufania ludności do mediów publicznych w ciągu ostatnich dwóch lat. „Ich zaufanie jest kruche i głęboko podzielone, co utrudnia im odbudowę swojej pozycji jako uniwersalnego źródła informacji.”

Na całym kontynencie europejskim reżimy autorytarne i populistyczne stosują podobne taktyki i kopiują te same strategie od siebie nawzajem. Hipokryzja i podwójne standardy związane z przejęciem głosu mediów i aktorów społeczeństwa obywatelskiego są jasne dla wszystkich. Uzasadniając tłumienie liberalnych stronniczości, media publiczne stopniowo stają się uległymi ustami rządu; i podczas atakowania organizacji pozarządowych, których praca jest sprzeczna z własną agendą – zwłaszcza w dziedzinach antykorupcji, transparentności politycznej, praw mniejszości czy ochrony środowiska – tworzą sieci własnych, zgodnych z nimi organizacji pozarządowych, którym powierzają zadania promowania ich polityki i agendy, zarówno w kraju, jak i za granicą.