Strona główna Aktualności Region na krawędzi: Polityka bezpieczeństwa w erze populistycznej

Region na krawędzi: Polityka bezpieczeństwa w erze populistycznej

13
0

3. Punkt widzenia eksperta


Andrzej Sadecki jest kierownikiem Zespołu Europy Środkowej w think tanku Centrum Studiów Wschodnich (OSW) z siedzibą w Warszawie. Był długoletnim analitykiem specjalizującym się w krajach Europy Środkowej, ze szczególnym uwzględnieniem Węgier i współpracy regionalnej.

Patrząc na Polskę, Czechy, Słowację i Węgry razem, czy dostrzegasz powstanie wspólnego podejścia w zakresie bezpieczeństwa Europy Środkowej – czy raczej coraz bardziej rozbieżne odpowiedzi na ten sam zagrożenie?

Oczywiście, odchodzą od siebie, a ta zmiana jest zauważalna od pełnej inwazji Rosji na Ukrainę w 2022 roku. Już prawie od samego początku Węgry ustawiły się poza głównym nurtem UE, odmawiając wsparcia militarnego dla Ukrainy i stopniowo dostosowując swoją retorykę do pro-rosyjskich narracji. Polska, Czechy i Słowacja początkowo szybko i stanowczo zareagowały na wsparcie dla Kijowa. Jednak kontekst polityczny się zmienił. Powrót Roberta Fico do władzy na Słowacji w 2023 roku oznaczał wyraźne przekalibrowanie: podczas gdy Bratysława kontynuuje dostawy handlowych broni i utrzymuje formalne kontakty z Ukrainą, ponownie otworzyła kanały polityczne z Moskwą. We Węgrzech, zwycięstwo Andreja Babisza pod koniec 2025 roku wskazuje na bardziej pragmatyczne, interesowne podejście. Chociaż prawdopodobnie zachowa inicjatywę w zakresie amunicji kierowanej przez Czechy, jego ogólna postawa w polityce bezpieczeństwa jest mniej aktywna niż jego poprzednik. Ani Praga, ani Bratysława nie oddalają się tak jak Budapeszt, ale obie oddalają się od pierwotnego konsensusu w okresie wojny. Stało się to jasne podczas szczytu UE w grudniu 2025 roku, gdy dołączyły do Węgier w uzyskaniu wyłączeń z 90-miliardowego pakietu wsparcia dla Ukrainy. Instytucjonalnie ta rozbieżność wyparowała z regionalnej współpracy. Grupa Wyszehradzka jest faktycznie zamarznięta, ograniczona do koordynacji na niskim poziomie. Polska z kolei – jedno z najbardziej zdecydowanych państw UE w zakresie odstraszania i obrony – coraz bardziej szuka współpracy w zakresie bezpieczeństwa na północy, z państwami bałtyckimi i nordyckimi.

W kontekście ideologicznego podziału między unikaniem konfrontacji z Rosją a dążeniem do odstraszania, gdzie umieściłbyś dzisiaj te cztery państwa?

Węgry są na jednym krańcu. Otwarcie opowiada się za unikaniem konfrontacji i domaga się bezwarunkowego pokoju – efektywnie opartego na znaczących ustępstwach wobec Rosji. Długoletnie żądanie Węgier, aby Zachód przestał wspierać Ukrainę, oznaczałoby, w praktyce, pokonanie Ukrainy. Polska zajmuje przeciwstawny biegun, mając strategię obronną wyraźnie opartą na odstraszaniu i popartą szerokim konsensusem społecznym. Czechy i Słowacja znajdują się gdzieś pośrodku, balansując formalne przystosowanie do NATO wobec rosnącego politycznego wahania.

Jednocześnie wszystkie te kraje są pod stałą presją ze strony USA, aby zwiększyć wydatki na obronę – za wyjątkiem Polski, która już osiągnęła poziom 5% PKB. Tutaj pojawia się interesujący paradoks. Orban, Babis i Fico wszystkich kwestionują europejski główny nurt w sposób nawiązujący do instynktów administracji Trumpa, dlatego liczą na polityczne wsparcie Trumpa. Jednak strategicznym celem tej administracji jest zmuszenie Europy do wzięcia na siebie znacznie większej odpowiedzialności za swój własny bezpieczeństwo, co oznacza właśnie naciskanie na te rządy, aby podnieść wydatki na obronę do poziomów, które obciążają ich narracje polityczne. Innymi słowy, chcą Trumpa jako sojusznika przeciwko Brukseli, ale są traktowani przez Waszyngton jako część Europy, która musi być militarnie zdyscyplinowana.

Kolejną warstwą złożoności jest to, że Węgry i Słowacja formalnie spełniają zobowiązania NATO dotyczące zwiększonych wydatków na obronę, jednocześnie wysyłając niejednoznaczne polityczne sygnały w kierunku Rosji w sprawie wojny na Ukrainie. Jak powinniśmy interpretować tę lukę między liczbami a narracjami strategicznymi?

To jest gra balansowania między obowiązkami UE a dalszą zależnością od Rosji, zwłaszcza w sektorze energetycznym. Węgry i Słowacja pozostają jedynymi państwami UE, które wciąż czerpią większość swojej energii z Rosji – chociaż nie jest jasne, jak długo to będzie trwać w kontekście wycofania gazu rosyjskiego przez UE i sankcji USA na rosyjską ropę. Węgrom przyznano tymczasowe zwolnienie od tych ostatnich, ale tylko na rok, zmuszając do trudnych wyborów strategicznych.

W szerszym kontekście, rosnąca liczba rządów semi-detached komplikuje spójność UE i NATO. Kiedy tylko Węgry blokowały decyzje, narażały się na silną presję. Z większą liczbą rządów osłabiających się, jednomyślność w zakresie sankcji lub długoterminowego wsparcia dla Ukrainy staje się trudniejsza do osiągnięcia. Mimo to ani Fico, ani Babis nie wydają się chętni do przejęcia roli bezkompromisowego zbuntowanca w takim samym stopniu jak Orban. Babis, w szczególności, nadal utrzymuje współpracę z kluczowymi przywódcami europejskimi, w tym z prezydentem Macronem. Sugeruje to, że podczas gdy Praga i Bratysława mogą komplikować proces podejmowania decyzji, są mało prawdopodobne, by go systematycznie blokować tak, jak uczyniły to Węgry.

Jak rosnące wpływy populizmu zmieniły sposób rozumienia bezpieczeństwa w regionie – nie tylko pod względem wydatków czy zaopatrzenia, ale także w jaki sposób rządy tłumaczą politykę obronną opinii publicznej?

Przede wszystkim poprzez obietnicę pokoju bez kosztów. Ta narracja jest najbardziej wyraźnie zauważalna na Węgrzech, ale coraz bardziej rozbrzmiewa na Słowacji i, w mniejszym stopniu, w Czechach. Nie oferuje ona wiarygodnej ścieżki do pokoju – tylko twierdzenie, że ustępstwa wobec Rosji i porzucenie Ukrainy zakończą wojnę, fundamentalnie błędnie interpretując długoterminową, agresywną postawę Rosji wobec Europy. Polska ponownie odróżnia się: wysokie wydatki na obronę są szeroko akceptowane, a świadomość publiczna zagrożenia ze strony Rosji pozostaje wysoka.

Kolejną kluczową narracją populistyczną jest koncepcja „strategicznej suwerenności” w Europie Środkowej. Jak bardzo osłabia ona spójność wschodniej flanki NATO i gdzie rządy wciąż wyznaczają jasne czerwone linie?

Dotychczas retoryka poszła dalej niż faktyczna polityka. Przywódcy, tak jak Orban czy Fico, wielokrotnie wydawali konfrontacyjne oświadczenia, tylko po to, by powstrzymać się od blokowania zbiorowych decyzji w obrębie UE czy NATO. To nie znaczy, że narracja jest nieszkodliwa. Wręcz przeciwnie, wywiera ona korozyjny wpływ na debatę o bezpieczeństwie w Europie. Argumenty od dawna promowane przez Rosję zdobywają dodatkową legitymację, gdy są głoszone przez szefów rządów zasiadających przy stole Rady Europejskiej. Twierdzenia, że Ukraina reprezentuje „otchłań”, że pieniądze podatników są marnowane na wsparcie dla Kijowa, czy że Rosja jest ostatecznie niepokonana, są teraz regularnie wyrażane przez Orbana i Fico. Nawet jeśli ich natychmiastowy wpływ jest ograniczony, przesuwają one granice tego, co można powiedzieć – i myśleć – w europejskich dyskusjach, na korzyść Rosji.

Patrząc w przyszłość na lata 2026–2028, jakie ryzyko bezpieczeństwa stojące przed Europą Środkową jest najbardziej niedoceniane, ponieważ politycznie jest to niewygodne na poziomie narodowym?

Utrzymanie podstawowego konsensusu wokół zbiorowej obrony przeciwko Rosji. Z tej perspektywy, rozwój sytuacji na Węgrzech i Słowacji jest szczególnie niepokojący. Drugim, równie poważnym ryzykiem jest ekonomiczne: zrównoważoność wydatków na obronę. Prawdziwym pytaniem jest, czy te państwa mogą utrzymać tempo modernizacji sił zbrojnych w warunkach niepewnego wzrostu, wysokich deficytów i głębokich powiązań gospodarczych z Niemcami, których gospodarka jest pod presją. Wskazuje to na trudne wybory fiskalne przed nami, potencjalnie wymagające cięć w innych obszarach.