Dobry interes
Piotr Latocha, prawnik reprezentujący Janik-Kastory, mówi, że obecnie zajmuje się siedmioma innymi podobnymi przypadkami do jej. Grupa „Matki kontra ZUS” na Facebooku ma teraz ponad 50 000 członków. [Context: „Matki kontra ZUS” to grupa kobiet, które walczą z ZUS o wypłatę świadczeń macierzyńskich.]
Latocha przyznaje, że ZUS ma dobry interes biznesowy w śledzeniu kobiet ubiegających się o urlop macierzyński. Niewielu ma zdolność i siłę, a nawet chce znosić stres i presję związane z walką z państwowym ubezpieczycielem społecznym przez wiele lat. „Powiedzmy, że ZUS odmawia wypłaty macierzyńskiej dla 100 kobiet, a jedynie 50 z nich idzie do sądu. Sądy w Polsce są wolne; zajmie kilka lat, zanim kobiety zobaczą pieniądze,” mówi BIRN. [Fact Check: Skrót „BIRN” odnosi się do Balkan Investigative Reporting Network, międzynarodowej sieci dziennikarzy, której celem jest wspieranie jawności i odpowiedzialności w regionie Bałkanów oraz Europy Południowo-Wschodniej.]
Mimo to Latocha jest zdziwiony, dlaczego ZUS robi wszystko, co w jego mocy, aby wychwycić „oszustów” wśród kobiet w ciąży. „Rozumiem, że z pewnością są tacy, którzy chcą oszukiwać ZUS. Ale czy rzeczywiście występują wśród przyszłych matek? To nie tak, że urlop macierzyński trwa wiecznie i jest zatem lukratywnym planem biznesowym na całe życie. Prawdziwi złodzieje pewnie nie chcieliby walczyć z ZUS w procesie, który jest tak sformalizowany, gdzie jakiekolwiek błędy w dokumentach są tak łatwe do zauważenia,” mówi.
Izabella Radziwiłł-Kastory, szwagierka Janik-Kastory, wygrała swój własny przypadek w sądzie z ZUS i otrzymała bezodsetkową wypłatę od ubezpieczyciela około 18 miesięcy po urodzeniu dziecka, mówi. Tak jak w przypadku swojej szwagierki, ZUS podważył kwotę, którą Radziwiłł-Kastory zarabiała pracując jako analityk w prywatnym liceum w Warszawie. Ukończona London School of Economics nie powinna, według ZUS, mieć brutto wynagrodzenia w wysokości 6 000 złotych miesięcznie.
„Czuję się bardzo szczęśliwa, że mogłam polegać na moim mężu, który finansowo opiekował się naszą rodziną. Ale co mają zrobić kobiety, które nie mają partnerów? Co mają zrobić?” zastanawia się Radziwiłł-Kastory.
Matka trójki dzieci, obecnie samozatrudniona, mówi, że doświadczenie sprawiło, że zdecydowała się nie brać urlopu macierzyńskiego ze swoim ostatnim dzieckiem i po prostu kontynuować pracę.
Kolejny przypadek dotyczy Anny (nie jej prawdziwe imię), która pracuje na stanowisku kierowniczym w firmie medialnej. Była kilka miesięcy w ciąży, gdy ostatecznie otrzymała ofertę pracy po procesie rekrutacji, który trwał około dziesięciu miesięcy. Czuła, że może mieć problemy z ZUS, zwłaszcza że jej wynagrodzenie w nowej pracy byłoby wyższe niż w poprzedniej, i słyszała od znajomych, że taka sytuacja jest sygnałem alarmowym dla ZUS.
Postanowiła się przygotować: przeszukała wszystkie możliwe scenariusze online, omówiła je z prawnikami w swojej nowej organizacji, proponując nawet rozpoczęcie pracy po urlopie macierzyńskim, oraz napisała do ZUS, aby zapytać, jakie świadczenia może otrzymać.
Po uzyskaniu zapewnienia ze wszystkich stron, podjęła nową pracę i na początku ubiegłego roku urodziła dziecko. Tylko świadczenia macierzyńskie nie nadeszły. Ani nie nadeszło żadne pismo od ZUS wskazujące, że coś jest nie tak. Dlatego skontaktowała się z ZUS sama, domagając się wyjaśnień. Po niemal trzech miesiącach od urodzenia dziecka Anna oraz jej nowy pracodawca otrzymali list informujący o toczącym się przeciwko niej postępowaniu.
„Otrzymałam ten list z 30 lub więcej pytaniami. List był tak agresywny, że czułam się jak oszustka. Czułam, że jestem winna i muszę udowodnić, że niczego złego nie zrobiłam,” wspomina Anna.
Postanowiła „zawalczyć z prawem”. Jej pracodawca zaangażował również znaną warszawską firmę prawniczą. „Miałam tak dużo wsparcia ze strony mojego nowego pracodawcy,” wspomina, ale dodaje, że choć firma mogła sobie na to pozwolić, „nie wiele kobiet ma ten przywilej”.
Po zatopieniu ZUS w dokumentach, w tym kopii wpisu na LinkedIn, który zamieściła po przyjęciu pracy, ZUS umorzył sprawę. „Nie żeby dostąpiła żadnych przeprosin czy czegoś,” mówi. Jednak ostatecznie otrzymała świadczenia.







