Data wyborów na Węgrzech ustalona na 12 kwietnia; Orbánowi przypisuje się „notoryczność” na światowej arenie
Prezydent Węgier Tamas Sulyok ogłosił w tym tygodniu, że termin kolejnych wyborów parlamentarnych na Węgrzech został wyznaczony na 12 kwietnia, co było powszechnie oczekiwane. W dość nietypowym ruchu prezydent nie zwołał konferencji prasowej ani nie wydał oficjalnego oświadczenia; zamiast tego, opublikował informację na Facebooku. Ogłoszenie kładzie kres trwającym spekulacjom spiskowym, że premier Viktor Orbán mógłby opóźnić lub nawet zawiesić wybory, powołując się na stan wyjątkowy, który obowiązuje od lat ze względu na w dużej mierze nieistniejące zagrożenie masową migracją. Oficjalna kampania wyborcza rozpocznie się 50 dni przed dniem głosowania, czyli w połowie lutego. W praktyce jednak Węgry znajdują się w permanentnym trybie kampanijnym od czerwcowych wyborów europejskich 2024 roku, które oznaczały przełom dla nowego ruchu opozycyjnego pod przywództwem byłego stronnika Fideszu, Petera Magyara. Jego partia Tisza, która skupia krytyków rządu z obozu konserwatywnego z wyborcami liberalnymi i lewicowymi, obecnie prowadzi w sondażach o 12 punktów przed Fideszem Orbána, według najnowszego badania firmy Median. Analityk polityczny Gabor Torok skomentował na Facebooku, że „jeśli te liczby są poprawne, byłoby bardzo trudno dla Fideszu odwrócić przebieg wyborów.” Mimo tego, przedstawiciele rządu wciąż wykazują pewność siebie. Podczas ostatniego weekendowego kongresu partii Fidesz, Orbán zastąpił około połowy kandydatów partii w okręgach wyborczych, sugerując albo potrzebę nowych twarzy, albo próbę ochrony prominentnych polityków przed potencjalną ciężką porażką. Zaskakująco mało kreatywnie w przekazie kampanijnym, Fidesz ogłosił kolejną „krajową petycję” dotyczącą Ukrainy, aby zjednoczyć wyborców w sprzeciwie wobec nieprawdopodobnie brzmiącego „800-miliardowego pakietu UE” dla sąsiada, „co byłoby pieniędzmi zabranymi od europejskich i węgierskich rodzin”. W rzeczywistości UE zobowiązała się oficjalnie udzielić Ukrainie pożyczek o wartości 90 miliardów euro na kolejne dwa lata (2026-2027).
Tymczasem niezależny portal informacyjny444.huopublikował obszerny wywiad z historykiem Ferencem Laczem na temat zmiany polityki zagranicznej Węgier i samozwańczego wizerunku Orbána jako decyzyjnego gracza na scenie światowej. Laczó, który wykłada na Uniwersytecie w Maastricht, argumentuje, że Orbán mógłby łatwo pozostać lokalnym silnym człowiekiem na obrzeżach Europy. Zamiast tego podjął ryzykowną zagrywkę w polityce zagranicznej po opuszczeniu w 2021 roku największej grupy w Parlamencie Europejskim skupiającej partie konserwatywne, EPP. Jego strategia polega na eksportowaniu na arenę międzynarodową tych samych metod, które stosuje w kraju: polaryzować, a następnie przejmować władzę. Problemem, zauważa Laczó, jest to, że UE to znacznie bardziej złożona arena niż wewnętrzna polityka węgierska, a wpływy Orbána są znacznie słabsze. Ponadto UE to społeczność oparta na konsensusie. Z tej strategii wynika bardzo niewiele odczuwalnych korzyści, powiedział, ale Orbán już nie oczekuje sympatii w dzisiejszej UE ani nie dąży do rehabilitacji swojego wizerunku; zamiast tego, dąży do notoryczności, wierząc, że samo strach może być zasobem politycznym. „Orban nigdy nie zaakceptował pozycji Węgier wewnątrz UE. Wiadomym jest, że Węgry nie mogą konkurować z potęgami gospodarczymi, takimi jak Niemcy, ale stara się przynajmniej stać się czynnikiem przynajmniej politycznie.” W dłuższej perspektywie głównymi zagrożeniami dla Europy są wybory we Francji i prezydent USA Donald Trump, który naprawdę ma moc rozłamania jedności europejskiej, stwierdził.







