Dla podróżujących w czasie z czasów powojennych, dzisiejsza Wielka Brytania jest fundamentalnie innym miejscem niż kiedyś. Wszystkie stare pewności zniknęły. Mało kto oczekuje stałej pracy na całe życie, trzecia część małżeństw kończy się rozwodem w ciągu 20 lat, prawie piąta część populacji urodziła się za granicą, a chrześcijaństwo szybko staje się anachronizmem. Nie powinniśmy być zaskoczeni, gdy system polityczny zaprojektowany dla zupełnie innej nacji przestaje działać. I w zeszłym tygodniu, spektakularnie, tak właśnie się stało.
W reakcji na katastrofalne wyniki lokalnych wyborów dla Partii Pracy, na najwyższych szczeblach wybuchła wojna bratobójcza, która zszokowała nawet weteranów Whitehall swoimi poziomami osobistego zemsty. W wystąpieniu w sobotę Wes Streeting wezwał do „prawdziwej rywalizacji” w celu zastąpienia premiera podczas swojego pierwszego publicznego wystąpienia po rezygnacji ze stanowiska sekretarza zdrowia. Z Andy’m Burnhamem, burmistrzem Wielkiego Manchesteru, ogłaszającym chęć walki w wyborach uzupełniających, aby ubiegać się o przywództwo w Partii Pracy, a była wicepremier Angela Rayner czekająca w gotowości, staniemy teraz przed groźącą perspektywą długiej i wyczerpującej bitwy o sukcesję.
A ten wirujący karuzela polityczna staje się aktywnie niebezpieczna dla ogółu społeczeństwa. Kiedy najlepsi przedstawiciele Partii Pracy realizowali swoje osobiste ambicje w zeszłym tygodniu, stopy zwrotu związane z obligacjami rządowymi rosły – to język ekonomiczny mówiący o wzroście kosztów pożyczek rządowych – a wartość funta spadła. Tymczasem ceny ropy utrzymują się powyżej 100 dolarów za baryłkę, gdy Cieśnina Ormuz pozostaje zablokowana, z wszystkim, co to oznacza dla cen energii i kosztów życia.
W czasie narastającego napięcia międzynarodowego, kraj w kryzysie potrzebuje uderzenia silnego rządu. Zamiast tego, nasi politycy walczą jak fretki w worku. Jeśli Starmer upadnie – a jego szanse na długoterminowe przetrwanie wyglądają niewykonalnie – Wielka Brytania zobaczy swojego siódmego premiera w ciągu mniej niż dekady. Biorąc pod uwagę przewidywalny okres życia politycznego przeciętnego współczesnego premiera, słynne czarne drzwi w No 10 mogą być równie dobrze zamienione na obrotowe. Od dnia odejścia Davida Camerona w czerwcu 2016 roku, Theresa May, Boris Johnson, Liz Truss i Rishi Sunak wszyscy wchodzili i wychodzili. Jedyną stałą podczas ich kadencji był Kot Larry, który pełnił funkcję od 15 lat od przybycia w 2011 roku.
Epiczne rządy Margaret Thatcher (11 lat) i Tony’ego Blaira (dziesięć) raczej nie będą powtórzone. W 2018 roku były premier Partii Pracy Gordon Brown przewidział, że politycy w przyszłości będą mieli maksymalny „okres przydatności” wynoszący sześć lat. „Ludzi szybko nudzą się z osobowościami,” powiedział. „Mają dość, już to widzieli, ze względu na całodobową naturę wiadomości.”
Jest oczywiście słuszne, że nowoczesny krajobraz medialny sprawił, że życie dzisiejszych polityków jest znacznie trudniejsze niż kiedykolwiek przedtem. Po pierwsze, nadejście całodobowych kanałów informacyjnych telewizyjnych stworzyło coraz większe zapotrzebowanie na „treści”, z politykami pod presją reagowania natychmiast na najbardziej błahe wydarzenia. Tymczasem gwałtowny wzrost mediów społecznościowych dał nawet najmniejszym posłom platformę do promowania wybranych kandydatów, krytykowania przeciwników lub podsycania kontrowersji.
Niewielu może długo znieść tak bezlitosne badania. Faktycznie, przewidywanie Gordona Browna wydaje się teraz niewłaściwie optymistyczne. Nauczka z wyników zeszłego tygodnia wskazuje, że w nadchodzących wyborach parlamentarnych czeka nas przyszłość wielopartyjna także na poziomie krajowym.
I to oznacza, że możemy spodziewać się nowej ery politycznej oznaczonej handlem końmi, walką koalicji i nagłymi wyborami ogłaszanymi przez zirytowanych premierów. Nasza rozdarta przyszłość jest odzwierciedleniem coraz bardziej rozbieżnego kraju, na jakim stała się Wielka Brytania.
Masa imigracji radykalnie zmieniła demografię narodową. Czy nasi przywódcy to przyznają, czy nie, głęboko zakorzenione zaniepokojenie napływem milionów z innych krajów leży u podstaw wielu obecnych dyskusji politycznych i był prawdopodobnie najbardziej istotnym czynnikiem w referendum ws. Brexitu.
Ale niepowodzenie rządów w deportacji imigrantów w znaczących ilościach od czasu, kiedy wyborcy rzekomo „odzyskali kontrolę”, ilustruje inną prawdę o współczesnym rządzeniu: stało się ono ograniczone przez siły zewnętrzne. Międzynarodowe prawa i konwencje, głównie Europejska Konwencja Praw Człowieka i Konwencja o Statusie Uchodźcy ONZ, sprawiają, że praktycznie niemożliwe jest uczynienie groźby deportacji skutecznym środkiem odstraszającym.
To pozbawianie władzy ministralnej sprawia, że rząd jest bardziej bezsilny niż kiedykolwiek, a jego uprawnienia wykonawcze przekazano nie tylko władzy sądowniczej, ale również służbie cywilnej, organom regulacyjnym i quasiorganom, takim jak Biuro Odpowiedzialności Budżetowej.
Nie pomaga fakt, że jakość naszej klasy politycznej nigdy nie była gorsza. Byłoby to mniejszym problemem, gdybyśmy przeżywali okres bezprecedensowego pokoju i stabilności. Zamiast tego żyjemy w czasach, gdy standardy życia nie poprawiły się zbytnio od 20 lat, co stanowi najdłuższy okres w historii Wielkiej Brytanii, a konflikty na Ukrainie i Bliskim Wschodzie mają istotny wpływ na gospodarkę światową.
Tempo zmian nie było nigdy tak zawrotne, a skoki w technologiach cyfrowych opróżniają nasze biura i kończą codzienny dojazd, gdy fenomen „pracy z domu” zaczyna dominować. A Sztuczna Inteligencja ma zakłócić sposób prowadzenia biznesu w prawie każdej możliwej dziedzinie.
W przeciwieństwie do rewolucji gospodarczych z przeszłości, obecna rewolucja nie przyniosła nam dobrobytu. Obciążenie podatkowe Wielkiej Brytanii osiągnęło obecnie najwyższy poziom od ponad 70 lat, koszty obsługi naszej góry długu w wysokości 2,9 biliona funtów wynoszą rocznie 110 miliardów funtów, a inflacja wynosi 3,3 proc., znacznie przekraczając cel Banku Anglii w wysokości 2 proc. i mając tendencję wzrostową.
Partia Pracy zdaje się być związana z dystrybucyjną socjalistyczną agendą, co tylko pogłębi te problemy. A ciężar płacenia za to spada nierównomiernie na młodych. Emeryci podwoiły się jako odsetek populacji od 1951 roku. Ponad 13 milionów osób obecnie pobiera emeryturę państwową, w porównaniu z 4,8 miliona 75 lat temu. Dzięki mediom społecznościowym więcej osób jest świadomych polityki niż kiedykolwiek wcześniej, ale ich wiedza jest płytka, zmienna i często pozbawiona autentycznego doświadczenia. Chcą zmian i chcą ich teraz.
Nowe światy rodzą się z epokalnych przemian. Po zakończeniu wojen napoleońskich, wiktoriańska Brytania stworzyła imperium, na którym słońce nigdy nie zachodziło. To zakończyła Druga Wojna Światowa, która zrodziła nową erę, w której nastąpił wzrost roli państwa i rozwoju instytucji ponadnarodowych. Ten porządek – ten, w który się urodziłem – przechodzi obecnie przez swoje ostatnie kłopoty, a nasz obecny polityczny chaos jest objawem jego upadku. Wydaje się jasne, że wkrótce pojawi się nowy porządek. Czy będzie to złoty wiek, czy coś zupełnie innego, czas pokaże.
[Context: The article discusses the current political turmoil in the UK, featuring internal conflicts within the Labour Party and the challenges faced by the country in various aspects.]
[Fact Check: The statements and events depicted in the content should be fact-checked for accuracy and relevance.]







