Wywiad z Jadranką Kosor, byłą premier Chorwacji i jedyną kobietą, która kierowała rządem od czasu powstania nowoczesnego chorwackiego państwa, budzi znajome dziennikarskie popędy: spojrzenie za to, co urzędnik powie do dyktafonu, sprawdzenie plotek i czasem drążenie politycznych plotek, które nigdy nie docierają do publiczności.
Po wyłączeniu dyktafonu pytam, czy uważa, że konkretny przedstawiciel Parlamentu Europejskiego mógłby zostać następnym prezydentem Chorwacji, jak krążą pogłoski w kręgach politycznych.
„Nie, jeśli wystartuję,” odpowiada – po czym rozpada się w śmiechu, obserwując panikę na mojej twarzy, gdy spoglądam na wyłączony rejestrator, który nie zarejestrował tego, co byłoby politycznym oświadczeniem roku.


