Spójrzcie w nocne niebo i jeśli zobaczycie coś jasnego i poruszającego się, to szanse są takie, że należy to do Elona Muska. Najbogatsza osoba na świecie, której wartość netto wynosi 600 miliardów funtów i ciągle rośnie, wystrzelił swoje pierwsze satelity Starlink na niską orbitę okołoziemską w 2019 roku, obiecując, że zapewnią szybki internet szerokopasmowy w najbardziej odległych miejscach na świecie. Poruszając się z prędkością 17 000 mph, na wysokości około 342 mil nad planetą, potrzebują niewiele ponad 90 minut, aby obiegły Ziemię. Siedem lat po wystrzeleniu pierwszych Starlinków, konstelacje Oriona i Wielkiej Niedźwiedzicy bledną obok olśniewającego zespołu satelitów należących do Muska, które zostały opisane jako otaczające Ziemię „jak chmara komarów”. Ten nadzwyczajny wyczyn został osiągnięty dzięki sukcesowi jego pionierskiej firmy kosmicznej SpaceX i jej przełomowym rakietom do wielokrotnego użytku, które obniżyły koszty wystrzelenia satelity o ponad 90 procent. Firma-matka Starlinka obecnie odpowiada za 95 procent wszystkich statków kosmicznych wystrzelonych na orbitę w Stanach Zjednoczonych i 50 procent światowej liczby. Jeśli to jeszcze nie uczyniło jego biznesu kosmicznego praktycznie niezbędnym, to jego dominująca konstelacja satelitów zdolna do zapewnienia szybkich połączeń internetowych niemalże w dowolnym miejscu na które się zważyło, z pewnością to uczyniła. W miarę jak firma zawiera coraz więcej umów z rządami, liczba satelitów rośnie z tygodnia na tydzień. Obecnie na orbicie krąży około 10 000 statków Starlink – dwie trzecie z łącznej liczby 14 500 satelitów na orbicie – i planuje ich jeszcze wiele, wiele więcej. Musk, który posiada 40 procent udziałów w Starlinku, ale aż 80 procent praw głosu, niedawno złożył wniosek do amerykańskiego regulatora, Federalnej Komisji Łączności (FCC), aby uruchomić konstelację do nawet miliona satelitów – tak, miliona – które będą zasilane energią słoneczną centra danych w orbicie do obliczeń sztucznej inteligencji. Satelity są coraz bardziej istotne w dziedzinach takich jak nawigacja, badania klimatu i obserwacje ziemskie, ale nigdzie nie są tak krytyczne jak w dziedzinie komunikacji. A system Starlink jest tak przyjazny dla użytkownika, jak to możliwe. Wszystko, czego potrzebuje subskrybent, to mały odbiornik z anteną sterowaną elektronicznie, która automatycznie skierowuje się w stronę satelitów, gdy przechodzą nad nim. Przenośne terminale, które mają wielkość około pudełka na pizzę, odbierają sygnały od tych satelitów i przekazują je do pobliskiego routera, który dostarcza łącze szerokopasmowe. Jak to się odbywa w konfliktach na całym świecie, szczególnie na Ukrainie, Starlink dał Muska – prywatnego obywatela – moc geopolityczną, której wielu zgadza się, że jest z historycznej perspektywy niespotykana. Nie przesadzimy, mówiąc, że daje mu zdolność zmiany biegu wojen według własnego widzimisię. I nieprzewidywalny, mściwy i skłonny do teorii spiskowych Musk pokazał się dość skłonnym do kaprysów. Eksperci od dawna obserwują, że ten, kto dominuje w kosmosie, będzie miał moc nadzorowania naszego życia na Ziemi, a spekulacje początkowo skupiły się na tym, czy to będą Stany Zjednoczone czy Chiny. Dopóki kilka lat temu nikt nie przewidział, że mógłby to być pojedynczy człowiek – zwłaszcza nie taki, jak Musk. Musk pokazał się już alarmująco kapryśny. W 2022 r. obawiając się, że Moskwa obwiniałaby go o straty na polu bitwy, wyłączył usługę Starlink dla sił ukraińskich próbujących przeprowadzić atak dronem na rosyjską flotę w Sewastopolu. Obserwatorzy z niecierpliwością oczekują, kiedy zdecyduje się na podobne niekompetentne interwencje. Jednak na razie interesy Muska przeważające nad interesami Zachodu. Ukraina, której własny system satelitarny został zniszczony w jednym z pierwszych ataków rosyjskiej inwazji, uzależniona jest od Starlinka dla swojej obrony: koordynacji ruchów wojskowych i kierowania dronami. Do niedawna Rosjanie także polegali na Starlinku. Pomimo niedostępności usługi w Rosji, Kreml używał pośredników do przemytu terminali Starlink do Ukrainy w dużych ilościach. Jednak od 1 lutego terminale Starlink nie będą działały na Ukrainie, chyba że znajdują się na „białej liście” zatwierdzonej przez rząd w Kijowie. W rezultacie zdolność Rosji do przeprowadzania ataków za pomocą dronów, które wymagają silnego połączenia internetowego, została sparaliżowana. Dowódcy używali nawet Starlinka, który mógł przesłać wideo potwierdzające pozycje żołnierza, aby sprawdzić, czy ich ludzie nie zdezerterowali. Teraz są zmuszeni używać radii wojskowych do kontrolowania swoich oddziałów, co oznacza, że muszą operować znacznie bliżej linii frontu i narazić się na niebezpieczeństwo. Ukraińskie siły specjalne powiedziały niedawno gazecie Wall Street Journal, że bez Starlinka ich przeciwnicy zostali „praktycznie zepchnięci z powrotem do komunikacji z czasów zimnej wojny”. To zmieniło konflikt, skutkując największymi krajowymi zyskami terytorialnymi sił Kijowa od ponad dwóch lat. Starlink jest także istotnym czynnikiem w innych konfliktach. W Sudanie rebelianci używali terminali do komunikacji z sojuszniczymi milicjami. W Iranie i Wenezueli cywile korzystali z nich, aby ominąć rządowe blokady informacyjne lub cenzurę. W Gazie były one używane w celach humanitarnych, a lekarze i organizacje humanitarne korzystały z nich do koordynowania przemieszczania się zaopatrzenia i świadczenia leczenia medycznego online. Jak na Ukrainę, Starlink pomaga rewolucjonizować wykorzystanie tanich dronów w konflikcie irańskim. Tam USA odniosły duży sukces z nowym modelem nazywanym Low-Cost Uncrewed Combat Attack System, czyli Lucas. Nazywany „dronem kamikaze”, Lucas jest kontrolowany przez terminal Starlink, co oznacza, że może działać na większe odległości i oprzeć się próbom zakłóceń Iranu. To może nie być główne źródło bogactwa Muska – to wciąż firma samochodowa Tesla – ale Starlink jest jego najbardziej imponującym osiągnięciem technicznym i tym, które okazało się dotychczas najbardziej wzmacniające. Początkowo projektowany w celu wypełnienia luk w pokryciu internetowym na całym świecie, teraz staje się bardzo konkurencyjną alternatywą dla wielu istniejących usług. Rosja, Chiny, Białoruś, Afganistan, Syria i Korea Północna to jedyne obszary niedostępne na globalnej mapie zasięgów Starlink – wszędzie indziej jest dostępny lub „wkótce dostępny” (ten ostatni obszar praktycznie ogranicza się do części Afryki i Azji). W marcu Musk ogłosił, że Starlink uzyskał licencję eksploatacyjną w Republice Środkowoafrykańskiej, co oznacza, że jest teraz dostępny w 27 z 54 afrykańskich krajów. Musk zaprezentował także nową usługę, StarlinkMobile, która zapewni bezpośrednie połączenie satelitarne z urządzeniami mobilnymi. W tym roku w ramach umowy z Starlink Virgin Media O2 ma stać się pierwszym operatorem sieci komórkowej oferującym brytyjskim klientom automatyczne połączenie za pośrednictwem satelity w miejscach bez sygnału telefonicznego. Satelity będą działać efektywnie jak „maszty telefonii komórkowej na niebie”, powiedział analityk telekomunikacyjny, który podkreślił, że są to jedyne technologie, „które naprawdę mogą pokonać przestrzennie różnice w pokryciu w górach, oceanach i na obszarach wiejskich”. W 2020 roku Musk zapewnił istniejącym dostawcom internetu szerokopasmowego – którzy dostarczają internet za pomocą kabli – że Starlink „nie stanowi jakiegoś ogromnego zagrożenia” dla nich, ale mówią, że teraz wiedzą inaczej. Przedstawiciel branży Hans Geerdes ostrzegł w tym tygodniu na konferencji branży kablowej, że „agresywne” zachowanie biznesowe Muska – uruchamiając znacznie większe i potężniejsze satelity oraz angażując się w nieustannie obniżające koszty – może wpędzić ich wszystkich w bankructwo. Pozostawiłoby to Muska w dominującej pozycji w dziedzinie wysokich szybkości internetowych, oferującego swoją usługę nie tylko w odległych obszarach i strefach wojennych, ale wszędzie. Jeśli chodzi o jego oszałamiającą ambicję wystrzelenia nawet miliona satelitów, to zależy to od dalszego obniżenia kosztów wysyłania ich w przestrzeń za pomocą nowej ogromnej rakiety Starship, która jest wciąż w fazie rozwoju. Według wielu obszarów ekspertów, na które Musk zwróci swoje plany, cieszy się wieloma sprzeciwami. W tym przypadku wykraczają one poza oczywiste korzyści środowiskowe wynikające z przeniesienia centrów danych z AI do kosmosu (ponieważ ogromna ilość ciepła, którą generują, nie przyczyni się do globalnego ocieplenia), istnieje wiele negatywnych stron satelitów Muska. Po pierwsze są one silnie odbijające światło, co skłoniło naukowców i ekologów do ostrzeżeń, że nieuchronny wzrost zanieczyszczenia światłem będzie miał poważne konsekwencje dla rytmów dobowych – czyli zegarów biologicznych – ludzi i zwierząt. Może to prowadzić do zmniejszenia populacji ptaków i owadów oraz do epidemii problemów ze snem, które mogą prowadzić do otyłości i raka. Krytycy także przewidują, że umieszczenie miliona satelitów w kosmosie oznaczać będzie ich widok w większej ilości niż gwiazd, niszcząc panoramę nocnego nieba. Niemniej jednak, nikt nie będzie szczególnie zaskoczony, jeśli amerykańscy regulatorzy zaakceptują wniosek Muska. Choć Musk ma sporadyczne spięcia z prezydentem Trumpem, jak gdy jego eksperyment z „DOGE” (Departamentem Efektywności Rządowej) doprowadził do masowej katastrofy zwolnień, rząd USA polega na Muskowi zbyt wiele – od misji kosmicznych i komunikacji satelitarnej po badania technologiczne i promowanie samochodów elektrycznych – więc musi go trzymać przy sobie. Amerykańscy urzędnicy mówili nawet o tym, jak ich rząd „żyje wyłącznie dzięki jego łasce” i niepokojąco braku wpływu, jaki Waszyngton ma na niego. Prognozowano nawet, że jeśli SpaceX Muska nadal dominuje w wystrzeliwaniach satelit, które wynoszą je w przestrzeń oraz w bezkonkurencyjnych usługach cyfrowych, jakie zapewniają na Ziemi, skończy się z większą mocą nad tym, jak ludzie wymieniają informacje niż jakakolwiek inna osoba w historii cywilizacji. To niepokojąca myśl, biorąc pod uwagę, że jest to człowiek, który proponował „zdetonowanie” Marsa, aby go ogrzać i uczynić zamieszkalnym, oraz który kiedyś przyniósł miotacz ogniem do rozmowy z królem podcastów pod wpływem konopi indyjskich. Inne kraje są powoli uświadamiane o żelaznym uścisku Muska na komunikacje satelitarne i zaczynają opracowywać alternatywy. Jednak przez przewidywalną przyszłość, jak twierdzą eksperci, żaden inny system nie będzie w stanie równać się z ogromnym zasięgiem i potwierdzoną niezawodnością Starlinka. Przerażająca nowa książka, Muskizm, twierdzi, że Elon dąży do dominacji nad naszymi życiami, czyniąc swoją technologię niezbędną. „Próbując odłączyć się od Muska, zdajesz sobie sprawę, że on posiada gniazdko”, mówią autorzy.





