Strona główna Aktualności Oburzenie przeciwko Trumpowi przyćmiewa niewygodną prawdę o Iranie

Oburzenie przeciwko Trumpowi przyćmiewa niewygodną prawdę o Iranie

28
0

Trudność polega na dyskutowaniu Donalda Trumpa i Iranu polega na tym, że zbyt wielu ludzi ma problem z oddzieleniem człowieka od problemu. Prezydent USA sprawia, że jest to trudniejsze niż to konieczne, ponieważ nie może oprzeć się przekształceniu nawet poważnej debaty strategicznej w cyrk. Trump regularnie popada w bezwstydną, teatralną sieć groźb, postów w mediach społecznościowych i nadmierne językowe sztuczki, tak że sam argument ginie podczas występnej ceremonii. Wynikiem jest przewidywalne: duże sekcje mediów i szeroko pojętego ekosystemu anty-Trumpa skupiają się na jego stylu, jego grubiaństwie i jego ego. Nawet wśród australijskich komentatorów zdarza się to samo. W ten sposób często unikają konfrontacji z dużo ważniejszym punktem dotyczącym Iranu. Pytanie analityczne nie dotyczy tego, czy Trump jest wulgarny czy nieracjonalny. To czy Iran faktycznie stanowi realne i ciągłe zagrożenie jest kluczowe. Iran nie jest niewinnym państwowym podmiotem, niezasłużenie atakowany przez amerykańskiego gawiedzia. Jest to rewolucyjny reżim z długą listą sponsorowania sojuszników, destabilizacji sąsiadów i wprowadzenia się w konflikty na całym regionie. W czasie tego konfliktu Iran bombardował kraje, które nie miały nic wspólnego z atakami USA i Izraela. America nadal formalnie klasyfikuje Iran jako państwo sponsorujące terroryzm, a wyżsi urzędnicy USA ciągle opisują go jako światowego lidera w sponsorowaniu terroryzmu. Nawet w ostatnich tygodniach działalność związana z Iranem lub kierowana przez niego pochyliła się znacznie poza wąskie pole bitwy, z atakami na infrastrukturę w Zatoce i cele dyplomatyczne w Iraku. Zasięg reżimu nigdy nie był ograniczony do jednego frontu czy jednego sprzeciwu. Projektuje on siłę poprzez zastraszanie, milicje i przemoc asymetryczne, ponieważ tak od dziesięcioleci działa Islamska Republika. Co najbardziej niepokojące, Iran ma tendencje millenaryzmu, co oznacza, że jeśli kiedykolwiek zdobędzie broń nuklearną, istnieje szansa, że użyje jej do wywołania Świętego Armagedonu. W najgorszym przypadku, charakter ideologiczny reżimu jest taki, że żadne odpowiedzialne rządy nie mogą po prostu zakładać, że klasyczna logika odstraszania z okresu zimnej wojny działałaby czysto lub bezpiecznie w przypadku Iranu. Obawy dotyczące jego ambicji nuklearnych nie są wynalazkiem Trumpa. Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej powiadomiła, że Iran zgromadził ponad 400 kg uranu wzbogaconego do 60 procent czystości przed atakami, co według samoagencji jest wystarczającą ilością materiału, jeśli dalej by się go wzbogaciło, na około dziesięć bomb nuklearnych. To nie jest spekulatywny komentarz ani przekłamana narracja polityczna. To ocena światowego organu nadzorczego, która została powtórzona w wielu kolejnych raportach i briefach. Reżim nie musi mieć zmontowanej bomby, aby świat traktował jego postępowanie jako niezwykle niebezpieczne. Celem jest uniemożliwienie jej ukończenia. Wzbogacanie na takim poziomie, na jakim robi to Iran, nie ma przekonującego cywilnego uzasadnienia. Dołóżmy do tego fakt, że inspektorom odmówiono transparentności, której potrzebują do właściwego inspekcjonowania, a kluczowe zapasy pozostają trudne do zweryfikowania. Wyniki IAEA zaznaczają, że nie ma żadnego zaakceptowanego przez zachodnie mocarstwa uzasadnienia cywilnego do wzbogacania na takim poziomie, na jakim to robi Iran, a ponowne inspekcje są uważane za „niezbędne i pilne”. Nic dziwnego, że Izrael ma tak poważne obawy. Żaden rząd izraelski żadnego rodzaju nie mógłby uzasadnionie oczekiwać traktowania takiej trajektorii z obojętnością. Iran od dawna przedstawiał przywódców i organy państwa jako nie tylko rywalizujący podmiot państwowy, ale jako coś, co należy całkowicie zniszczyć, a wysocy oficjale wydawali groźby wykraczające daleko poza zwykłą wrogość geopolityczną. Liga Antydefamacji dokumentowała lata retoryki przywódców irańskich wezwaniem do zniszczenia Izraela, parując tę mowę z zaprzeczaniem Holocaustu i propagandą. Nie jest zatem nierozsądne, aby dowolny prezydent USA doszedł do wniosku, że bierność niesie ze sobą własne ryzyko. Możemy dyskutować o czasie, proporcjonalności i wykonaniu, ale o wiele trudniej jest argumentować (w dobrej wierze), że nie ma tu rzeczywistego problemu do rozwiązania. To podstawowy punkt zbyt często tracony w anty-Trumpowskim odruchu: istnienie autentycznego problemu politycznego nie znika, gdy mówiący o nim jest niestosowny. I nie zapominajmy, że Iran także morduje swoich obywateli zbyt często. Opozycja wewnątrz reżimu nie jest tolerowana. Misja badawcza ONZ stwierdziła, że Iran nadal eskaluje nadzór, arbitralne aresztowania i brutalne represje, szczególnie wobec kobiet, dziewczynek i pokojowych protestujących. To tutaj krytycy Trumpa często tracą z oczu las na rzecz drzew. Tak bardzo go nie lubią, w wielu przypadkach tak prymitywnie, że interpretują każdą politykę, którą prowadzi, jako błędną z definicji. Dla nich pierwsze pytanie nie brzmi, czy Iran stanowi autentyczne strategiczne zagrożenie, które wymaga interwencji, czy jest morderczym państwowym podmiotem. Jeśli Trump działa, to nie może być w porządku. Ten odruch jest analitycznie leniwy. Zastępuje sąd osądem. Doprowadza to również do absurdu, gdzie nienawiść do jednego człowieka staje się filtrem, przez który obiektywnie niebezpieczny reżim uciskający miliony swoich obywateli jest domyślnie usprawiedliwiany. Ironią jest to, że Trump ułatwia przeciwnikom uniknięcie trudniejszych argumentów dotyczących Iranu. Kiedy pokaże groźby w bombastycznym języku i wprowadzi politykę zagraniczną w teatralną wojnę kulturową, nieświadomie przesuwa uwagę z reżimu w Teheranie na siebie. Ogląda sam siebie, co jest politycznie samowolne, ale strategicznie użyteczne dla tych, którzy woleliby dyskutować jego tonem niż zachowaniem Iranu. Ogólnym absurdem tutaj jest to, że niektórzy ludzie, którzy przedstawiają Trumpa jako wyjątkowo oszalałego, kończą na minimalizowaniu złego zachowania Iranu i jego sojuszników, co jest wyraźnie bardziej skrajne niż cokolwiek, czego się boją w przypadku Trumpa. Mówienie tak, jakby naprawdę oburzającym elementem tego konfliktu był ton Trumpa, a nie zachowanie Teheranu, to odwrócenie rzeczywistości. Reżim, który zbroi sojuszników, grozi Izraelowi, tłumi własnych obywateli i gromadzi uran zgodny z normami broni, nagle staje się mniej niebezpieczny, ponieważ jego najbardziej głośny przeciwnik jest także teatralnie sprzeczny. A mimo to komentator za komentatorem skupia się na Trumpie, a nie na rzeczywistym wyzwaniu.