Richard Santos jechał ulicą Clapham High Street w wtorek wieczorem, gdy ruch zatrzymał się niespodziewanie.
Było około 19:00, 49-latek, który właśnie skończył pracę w ekskluzywnej miejscowej rzeźni M Moen & Sons, bezradnie patrzył zza kierownicy swojego Kii Sportage, gdy nagle, i niespodziewanie, został otoczony przez chuliganów.
„Początkowo nie byłem pewien, co się dzieje,” wspomina. „Wszędzie były dzieci, a policja próbowała ich wypędzić z ulicy.”
Młodzież miała swego rodzaju uniform: drogie buty sportowe, ciemne dresy i bluzy z kapturem. Wielu zasłoniło twarze kominiarkami lub maskami. A duża liczba filmowała całe zajście na telefonach komórkowych.
„Widziałem, jak dziewczyna uderzyła oficera w twarz. Potem zaczęły się krzyki, wrzaski, i wszyscy pobiegli w kierunku hałasu. Po prostu pomyślałem: 'Co się dzieje z młodszym pokoleniem?'”
To, co się działo, było bardzo proste: ulice Clapham stały się miejscem tzw. ,,link-up” – trendu w mediach społecznościowych, w którym duże grupy nastolatków umawiają się na konkretną godzinę i miejsce, zazwyczaj w dużym mieście.
Po przybyciu na miejsce, tłum zazwyczaj wstrząsa głównymi ulicami, wtargując do sklepów i restauracji typu fast-food. Równolegle prowodyrzy walczą lub kradną jedzenie i napoje. Niewielu atakuje przy okazji policjantów, którzy są zdecydowanie w mniejszości, wysłani, aby przywrócić porządek. Reszta nagrywa całe zajście i publikuje je na TikToku.
Dalsze informacje na kolejnych szkolnych stronach gazety „Daily Mail”.







