Strona główna Aktualności To, o czym nikt ci nie mówi w kryzysie mieszkaniowym w Kornwalii.

To, o czym nikt ci nie mówi w kryzysie mieszkaniowym w Kornwalii.

15
0

Przeglądając Rightmove w zeszły weekend – zwyczaj, który podejrzewam, że mam wspólny z połową kraju – natrafiłem na jedno ogłoszenie, które mnie zatrzymało. Poczucie rozpoznawania nadeszło natychmiast. Widziałem już ten szop wcześniej, w programie Cornwall z Simonem Reeve’em na BBC Two, dokumentującym ubóstwo i nierówności w hrabstwie, gdzie został przedstawiony jako rażący symbol lokalnego kryzysu mieszkaniowego. Teraz nieocieplona blaszana konstrukcja, usytuowana na wietrzonych skrzyżowaniach na zachodzie Kornwalii, około 21 mil od Land’s End, ponownie pojawiła się w centrum uwagi. Tym razem jednak z ceną wywoławczą do £100,000. Nietypowy szop sam w sobie nie jest niczym nietypowym w tych rejonach, jak się dowiedziałem latem ubiegłego roku, gdy moja własna skąpa oferta 45 tys. funtów za zardzewiałą chatkę niedaleko Portscatho została natychmiast odrzucona przez agenta nieruchomości, którego chłodny ton sugerował, że popełniłem przestępstwo społeczne. Oferty nieruchomości w Kornwalii pełne są przybudówek przekształconych w potencjalne luksusowe rezydencje wypoczynkowe, działek o powierzchni pocztówki reklamowanych jako przyszłe domy oraz krzaków ziemi ledwo wystarczających, żeby zaparkować samochód, przekształconych w możliwości inwestycyjne. Wydaje się, że praktycznie każda przestrzeń może zostać przekształcona w znaczną korzyść. Ale to nie był zwyczajny szop. Należał do pisarki Catriny Davies, której wspomnienia z książki Tęskniąca za domem wyprowadziły tę budowlę ze wsi w centrum krajowego sporu na temat drugich domów w Kornwalii. Jej profil wzrósł po tym, jak pojawiła się w BBC documentary Cornwall with Simon Reeve, gdzie jej sytuacja została przedstawiona jako symboliczna dla lokalnego gniewu na temat rosnących cen nieruchomości, obcych i plagi drugich domów. Teraz ten sam szop jest reklamowany jako potencjalne miejsce wypoczynkowe. Katie Roberts, menedżer obszaru Cornwall w Auction House South West, powiedziała This is Money: „Kupujący mógłby odnowić przestrzeń, aby stworzyć miejsce do wakacyjnego wynajmu lub własny domek z dala od domu – przytulne, schowane miejsce do cieszenia się spokojem czytania, pisania lub tworzenia”. Ironia jest niemal zbyt idealna. Szop, który pomógł rozpętać narodowe oburzenie na temat posiadania drugiego domu, jest teraz reklamowany jako potencjalny drugi dom sam w sobie – zabawny zwrot w kornwalijskich wojnach na rynku nieruchomości. I ciekawy zwrot akcji dla pisarki, która zbudowała swój profil argumentując, że w hrabstwie nie brakuje domów, ale kryzys cenowy, pogłębiony przez tysiące pustych nieruchomości na wynajem wczasowy. To nie jest krytyka Catriny. Każdy, kto zamieni skapli szop przy drodze w aktywo warte 100 000 funtów, zdecydowanie opanował dziwne ekonomiki współczesnej Kornwalii. W rzeczywistości sam szop jest prawie poza punktem. Historie takie jak ta rzucają światło na dziwne sprzeczności kształtujące debatę mieszkaniową w Kornwalii – i lokalną gospodarkę, którą podtrzymuje. Istnieje trwała wiara, że Kornwalia to ziemia malowniczej trudności i cichego zmagania. W praktyce jest to jednak miejsce nagłych korzyści finansowych, rosnących wartości ziemi i zaciekłych sporów o to, kto ma skorzystać. Ta paradoks była w pełni widoczna wcześniej w tym roku w Mawgan Porth. Mieszkańcy wyrazili zdecydowany sprzeciw, gdy właściciele nieużywanej chatki – zbudowanej pod pretekstem umieszczenia modelowej kolejki – uzyskali zezwolenie na przekształcenie jej w pięć domków letniskowych. Wyraźne, że hrabstwo jednocześnie korzysta z turystyki i ją krytykuje. W miejscu, gdzie dostateczne, całoroczne zatrudnienie jest rzadkie, domki letniskowe przynoszą odwiedzającym, gotówkę i kuszącą możliwość, że nawet najmniej obiecujący kawałek ziemi może kiedyś sfinansować Twoje ucieczkę. Jednak każde nowe oferowane w Airbnb wzbudza oburzenie, jak gdyby sama pomyślność była przestępstwem społecznym. Kornwalia to dziwne miejsce, gdzie wielu mieszkańców przeklina siły, które utrzymują światła – dopóki nie dostaną się sami okazję do zgarnięcia zysku. W Falmouth, debata na temat rynku mieszkaniowego może wydawać się grą, której nikt nie może wygrać. Studenckie apartamenty w centrum miasta są oskarżane o wypychanie ludzi lokalnych. Ale gdy deweloper zaproponował pierwszą na świecie wioskę studencką zeroemisyjną, położoną na polach obok uniwersytetu – z lekarzem rodzin nym na miejscu – jego sponsorem odpowiedzi była natychmiastowa. Dostanawanie planowania został odmówiony w 2023 roku. Plany obejmowały nie tylko łóżka dla studentów, ale też niezbędną infrastrukturę towarzyszącą, o które mieszkańcy tak często domagają się w przypadku nowych inwestycji. Jednak oznaczało to także budowanie na nieużytkowanym polu. A w Kornwalii potrzeba domów jest pilna aż do momentu, gdy ktoś sugeruje, gdzie mogłyby stanąć. Zdałem sobie sprawę, że kornwalijskie dyskusje na temat mieszkalnictwa wykraczają daleko poza lokalną gazetę czy salę radnych. Pojawiają się one w codziennym życiu, podczas oczekiwania na lattę owsianą lub niezręcznego stania nad limonkowym napojem w zatłoczonej knajpie. Dla nieświadomych napływających, często przypomina pułapkę. Jednej chwili rozmawiasz o pogodzie; następnej ktoś pyta o twoje zdanie na temat wniosku o plan zagospodarowania przestrzennego – i zdajesz sobie sprawę, że rozmowa przeszła od pogaduszki do subtelnej próby lojalności i przynależności. Nauczyłem się tego bolesnym doświadczeniem kilka lat temu, krótko po napisaniu artykułu skarżącego na nastawienie wobec posiadaczy drugich domów w St Mawes. Przez tygodnie później czułem, że połowa hrabstwa miała wsparcie przygotowane i gotowe. Dlatego, możesz sobie wyobrazić moje zaniepokojenie, gdy wszedłem do zatłoczonej knajpy w St Ives i zobaczyłem wnuka znanego kornwalijskiego polityka narodowego patrzyjącego w moim kierunku. Miał nawet imię bohatera narodowego An Gofa wytatuowane na ramieniu – mało odpowiedni typ człowieka, którego wyobrażałem sobie, że chętnie zamieniłby się słowo z dziennikarzem „emmet”, który niedawno krytykował lokalne politykę mieszkaniową. Do tego czasu dowiedziałem się, że my przybysze jesteśmy uważani za złoczyńców w wojnach na rynku nieruchomości w Kornwalii. Ten szczególny muzyk ludowy – znany z banjo, harmonijki i entuzjastycznych działań na rzecz wyparcia argentyńskiego zespołu shanty z hrabstwa z zarzutów „apopierania” kultury – wydawał się być niewiarygodnym sojusznikiem. Byłem zaskoczony, gdy później wieczorem pod wpływem alkoholu powiedział mi, że opuścił swoje rodzinne miasto Bude, gdy mieszkańcy dowiedzieli się, że jego własna rodzina posiada portfel domków letniskowych w Hiszpanii. W ciągu kilku dni został odrzucony jako „fałszywy bojownik o wolność” i nagle nie mógł już uważać się za symbol kornwalijskiej tożsamości. Nie uważał tego za specjalnie zabawne. Spotkania takie pokazują, że debata na temat mieszkaniowa w Kornwalii jest równie dużo teatrem społecznym, co rzeczywistością ekonomiczną. Podczas gdy w sprzeciwie wobec posiadania drugiego domu wydaje się jasno określony publicznie, staje się znacznie bardziej skomplikowany, gdy wchodzi w to utrzymanie, finanse rodzinne i rosnące wartości nieruchomości. W hrabstwie, gdzie dobrze płatna praca jest rzadkością, nieruchomości stały się zarówno miejscem walki, jak i linem ratunkowym. Ludzie gorąco dyskutują o szopach, drugich domach i nowych inwestycjach – często ze szczerym uczuciem. Ale gdy ceny gruntów rosną, albo nadarza się okazja do zabezpieczenia własnej przyszłości, te nieugięte poglądy nagle mogą zmięknąć. Dlatego spektakl szopa za sześciocyfrową kwotą blisko Penzance jest tak pouczający. Doskonale oddaje dziwną sprzeczność tkwiącą w samym sercu współczesnej Kornwalii, z resentymentem turystyki z jednej strony, a zależnością od pieniędzy, które przynosi, z drugiej. Wydaje się, że istnieje niepisane zasada: protestuj głośno i zyskuj cicho.