Zaledwie tydzień temu, w swoim rozczarowującym oświadczeniu wiosennym, Rachel Reeves stanęła przed mównicą i twierdziła, że Partia Pracy robi znakomitą robotę. Powiedziała, że zmniejszają koszty życia, wniosła tańsze kredyty hipoteczne dla wdzięcznego narodu i starannie naprawiają finanse publiczne po 14 latach chaosu konserwatystów. „Mój plan jest właściwy” – chwaliła się.
Cóż, jak mówi stare powiedzenie: wydarzenia, moje drogie, wydarzenia. Nawet jeśli Reeves i premier Keir Starmer robią znakomitą pracę poprawiając brytyjską gospodarkę – triumfu, którego niewielu im przypisuje – światowa gospodarka właśnie popadła w kryzys z powodu wojny Donalda Trumpa w Iranie.
Ceny ropy wzrosły o największą tygodniową kwotę od sześciu lat, przekraczając krótko 119 dolarów za baryłkę, a po chwili spadając, i przekraczając 100 dolarów po raz pierwszy od pełnej inwazji Władimira Putina na Ukrainę w lutym 2022 roku.
Globalne udziały również ostro spadły, przy czym FTSE 100 w Londynie spadł o 2 procent – chociaż później się odbił.
W tym bardziej zmiennym świecie, z strategicznie ważnym Cieśniną Hormuz skutecznie zablokowaną przez Iran, koszty przewozu i ubezpieczenia rosną, i nikt nie spodziewa się, że szybko spadną.
To wszystko dostarcza mocnego i dotkliwego szoku dla globalnej gospodarki – i niestety dla Reeves, Wielka Brytania ma zaznać jednego z największych cierpień.
Nasz kraj znajduje się w fatalnym bałaganie fiskalnym. Dekady krótkowzrocznych, złych decyzji naszych liderów politycznych oznaczają, że wydajemy miliardy, których nie mamy. Zadłużyliśmy się ponad możliwości i importujemy zbyt wiele energii, zamiast generować, pomimo posiadania zasobów gazu i węgla, które zgodnie z Shakspirem byłyby „zazdrością dla mniej szczęśliwych krain”.
Zasięg naszej słabej i zubożałej pozycji jest ponuro ilustrowany faktem, że Królewska Marynarka Wojenna, kiedyś terror mórz, ledwo mobilizuje jeden okręt do obrony naszych aktywów wojskowych – i to nie nawet na dalekim Pacyfiku, ale na Morzu Śródziemnym.
Wygląda to na nieuniknione, że pod tym rządem i w obliczu tych przeciwności stoimy w obliczu perspektywy kolejnego katastrofalnego załamania gospodarczego, towarzyszącego ponownie rzucającym się w górę cenom.
Inflacja w Wielkiej Brytanii, głównie dzięki hojności i nieudokumentowanym zobowiązaniom Partii Pracy w zakresie świadczeń socjalnych i wynagrodzeń w sektorze publicznym, okazała się znacznie „twardsza” niż dla wielu naszych konkurentów.
Do zeszłego miesiąca ja i wielu innych komentatorów finansowych mieliśmy nadzieję na dwa, a może nawet trzy cięcia stóp procentowych w tym roku, pomagającym milionom spłacać kredyty hipoteczne i łagodzącym koszty innych pożyczek.
Teraz nie ma mowy. Teraz rynki wierzą, że istnieje co najmniej 50 procent szans, że następny ruch stóp procentowych będzie wzrostowy, dodatkowo dewastując aspiracje młodych ludzi do wejścia na rynek nieruchomości, niszcząc zaufanie konsumentów i zmuszając firmy do przełożenia lub odwołania inwestycji.
Wkrótce wszyscy zaczniemy odczuwać pewien ból. Trwały wzrost cen ropy sprawi, że ludzie zaczną się skrzywić przy dystrybutorze: już teraz AA i RAC zalecają kierowcom ograniczenie niekoniecznych podróży i oszczędzanie paliwa, gdy to możliwe.
Również ceny biletów lotniczych skoczą wraz z kosztem kerozyny.
Ale to dopiero początek. Jak obserwowaliśmy na początku morderczej głupoty Putina cztery lata temu, wysokie ceny energii zatrute są każdym włóknem gospodarki, podnosząc koszty wszystkich towarów i usług, w tym żywności – która według milionów Brytyjczyków jest już zdecydowanie za droga.
Sama kanclerz to przyznała wczoraj, ostrzegając w Izbie Gmin, że wojna w Iranie „prawdopodobnie wywoła naciski inflacyjne w nadchodzących miesiącach”.
Kiedy to piszę, ona i Starmer wychodzą z puszkarzą, starając się przekonać siedzibą w Paryżu Międzynarodową Agencję Energii do zwolnienia zapasów ropy i gazu, aby złagodzić presję na ceny światowe.
Nawet jeśli ich misja będzie udana, to ich wpływ będzie tylko marginalny.
Dlaczego? Na odpowiedź, wystarczy spojrzeć na zamieszanie na rynkach obligacji, miejsce, gdzie rządy idą po pożyczki.
W tym tygodniu koszt pożyczek przez brytyjskie rządy na dziesięć lat wzrósł do 4,79 procent: to rodzaj poziomów, które w październiku 2022 roku zmusiły Liz Truss do odejścia ze stanowiska.
Rynki obligacji nie są abstrakcyjnymi miejscami oderwanymi od rzeczywistości. To, co tam się dzieje, wpływa na każdego z nas.
Droższe pożyczki oznaczają w konsekwencji, że rządy mają mniej pieniędzy na wydatki na usługi publiczne i obronę narodową – akurat wtedy, kiedy tej ostatniej najbardziej potrzebujemy.
Do tego, Wielka Brytania, w przeciwieństwie do poprzednich kryzysów (okres hojności związanej z Covid w latach 2020 i 2021 przychodzi na myśl), teraz brakuje finansowych „amortyzatorów”, które umożliwiłyby rządowi ratowanie konsumentów i złagodzenie nacisków na firmy.
Mimo podniesienia podatków przez Partię Pracy o pełne 75 miliardów funtów – obijając przedsiębiorstwa, miejsca pracy i przedsiębiorczość w procesie – beztroskie pożyczanie sprawia, że nasze zadłużenie narodowe jest prawie takie samo jak nasz cały PKB.
To hamuje wzrost, sprawia, że inflacja jest bardziej prawdopodobna, sprawia, że płatności odsetek dominują w coraz większej części wydatków – i oznacza, że rząd ma znacznie mniejszą elastyczność w kryzysie.
Brytyjski dług publiczny nie przewiduje spadku aż do końca tej kadencji parlamentarnej – i wiele dobrze poinformowanych osób uważa nawet, że jest to mało prawdopodobne.
Łącząc to z prostym wyrażeniem: rząd nie może podnosić podatków bardziej, nie może pożyczać więcej i nie będzie ciąć wydatków, bo jest niewolnikiem swoich idealistycznych, ekonomicznie analfabetycznych posłów na lewicy.
Po prostu nie mają zasobów, aby marnować pieniądze na miliony rodzin, aby pomóc im opłacić rachunki.
Trzeba jednak przyznać, że wiele krajów rozwiniętych znajduje się w powiązanym kryzysie gospodarczym, nawet jeżeli pozycja Wielkiej Brytanii jest szczególnie trudna.
Trzy bolesne ciosy – Wielki Kryzys Finansowy, pandemia Covid-19 i wojna w samym sercu Europy – sprawiły, że bilanse krajów G7 skrzypią na skutek coraz bardziej skrajnych poziomów zadłużenia.
Globalny dług rządów wynosił niewiarygodne 111 bilionów dolarów pod koniec zeszłego roku, z Ameryką i Japonią wśród najbardziej dotkniętych.
Trump zignorował niedawny skok cen ropy jako „niewielką cenę do zapłacenia” za pokonanie jądrowych ambicji ajatollahów.
Mogą się one okazać słuszne w dłuższej perspektywie: Ameryka jest samowystarczalna pod względem energetycznym i cieszy się najszybszym wzrostem w G7, wzmacniana przez oszałamiające postępy technologiczne, zwłaszcza w dziedzinie sztucznej inteligencji.
Ale potencjał na trwałą katastrofę gospodarczą w międzyczasie wydaje mi się zbyt realny, a spojrzenie na historię pokazuje dlaczego.
W latach 70-tych wojny na Bliskim Wschodzie przyniosły podwójną inflację, katastrofalne stopy procentowe i głęboką recesję.
Byłoby daremne mieć nadzieję, że świat jest teraz w jakiś sposób lepiej przygotowany.
Im dłużej trwa kampania w Iranie, tym bardziej prawdopodobne jest, że nastąpi gospodarczy i finansowy tsunami, w Wielkiej Brytanii i nie tylko, który niszczy standardy życiowe i pozostawia nas wszystkich biedniejszymi na wielu latach.







