Żadna inna kobieta nie wywarła tak wielkiego wpływu pomagając nieśmiałemu chłopcu stać się równie pewnym siebie w świecie rzeczywistym, jak w uprzywilejowanym, do którego się urodził. Nikt inny nie przelewał tyle miłości, a jednocześnie odważnie dawał następcy tronu klapsa po uchu w tych rzadkich przypadkach, gdy łamał jej zasady. Poza swoją własną rodziną Mabel Anderson to jedyna kobieta, która kochała króla Karola przez całe jego życie. Była jego nianią od najmłodszych lat – i nawet wcześniej. Podczas gdy jego matka była zajęta sprawami państwowymi w kraju i za granicą, to właśnie niania Mabel była jego pierwszym towarzyszem zabaw, była świadkiem jego pierwszych kroków i pomagała mu wyrazić swoje pierwsze myśli słowami. Tak silne były więzi między nimi, że uważał młodą kobietę, która była prawie w tym samym wieku co królowa, za zastępczą matkę nawet po przekroczeniu wieku przedszkolnego w pałacowej szkółce. To do Mabel biegł, gdy wracał do domu ze szkoły, a z nią spożywał wszystkie posiłki w Pałacu, aż do 16. roku życia. To ona była tą, którą tęsknił, będąc w nowej szkole i w której zwierzał się z przeżywanych tam przykrości. Jako dorosły, czule całował Mabel na dobranoc, gdy tylko był w rezydencji, i jadał z nią śniadanie w jej pokojach na trzecim piętrze Pałacu. Gdy przeszła na emeryturę, wybrał dla niej apartament w królewskiej posiadłości w Windsorze, który wyremontował na własny koszt. Relacja między służącą a królewskim podopiecznym nadal się nie zmieniała po jej przejściu na emeryturę – wręcz się pogłębiała. Każdego Bożego Narodzenia wysyłał szofera, aby zabrał ją na Sandringham na święta, a zaprosił ją na rejs po Morzu Egejskim, gdy publicznie wypoczywał po raz pierwszy z Camillą Parker Bowles, oficjalnie mając na oku Williama i Harry’ego. Książęta byli nastolatkami i naprawdę nie potrzebowali niani, ale ich ojciec chciał, by obecność Mabel dawała mu pociechę i stabilność w jego (wówczas) emocjonalnie niespokojnym życiu. W ubiegłym miesiącu Mabel skończyła 100 lat, i naturalnie Król był obecny, by podzielić się z nią wyjątkową rocznicą, przerywając kryzys wokół aresztowania jego brata, aby pojawić się w Windsorze i złożyć osobiste gratulacje razem z konstytucyjnym telegramem. Nikt nie był kompletnie zaskoczony: więź między nimi była jedną z najbardziej trwałych i intrygujących w niedawnej historii rodziny królewskiej. Ale istnieje także inna wyjaśnienie. Mabel była nianią nie tylko Karola, ale także wszystkich dzieci królowej, i chociaż Król niewątpliwie był jej ulubieńcem, ona kochała również Andrew, najurokliwsze z wszystkich królewskich dzieci. Postrzegła raz, że żłobek nie byłby w stanie zmieścić dwóch książąt Andrew. Mabel nazwała go „młodym diabłem” za jego psoty, które obejmowały wiązanie butów wartowników czy wsypywanie sproszkowanej świńskiej skóry do łóżka królowej. Ale jakkolwiek niegrzeczny był Andrew, niania go uwielbiała. Ta oddanie miało przejawiać się wiele lat później, gdy zadzwoniła do wówczas księcia i płacząc zapytała, czy to, co usłyszała w radio, było prawdą – że on i księżna Yorku miały się rozstać. Gdy Andrew usłyszał głos swojej starej niani, przykrył słuchawkę ręką, zwrócił się do Sarah i z drżącym głosem zapytał: „Co powiemy Mabel?” Fergie, załamana upadkiem swojego małżeństwa i rozczarowana tym, co uważała za niepowodzenie Andrew jako męża, odpowiedziała: „Powiedz jej, co chcesz.” Ostatnio, gdy cierpiał z powodu upadku swojego brata, kilka godzin spędzonych z prostą Mabel musiało być nie tylko wartościowym lekarstwem dla Króla, ale także mile przypominającym o prostych dniach jego dzieciństwa w przedszkolu. Kiedyś goryczliwie powiedział Dianie, że tylko niania zrozumiała go naprawdę. Z Mabel mógł szczerze rozmawiać o swoich uczuciach i rozczarowaniach, wiedząc, że zachowa je w najściślejszej tajemnicy. W zamian za to, co mu opowiadała o swoim skromnym pochodzeniu na wiejskiej Szkocji – jej ojciec policjant zginął w blitzu – dostarczała młodemu księciu Karolowi pierwsze doświadczenie życia poza murami Pałacu. Jako wczesna zwolenniczka innowacji w diecie, kształtowała także jego zainteresowanie jedzeniem, wprowadzając chleb pełnoziarnisty na królewski stół. W swoich rozsądkowych ubraniach i starannie kręconymi włosach, Mabel wydzielała niezawodną, pruderyjną życzliwość, ale to jej siła charakteru jest szeroko uważana za wzór dla kobiet Karola w późniejszym życiu. Tak właśnie portrecistka społeczna Suzi Malin poszła dalej, żartobliwie sugerując, że Karol tak bardzo przyciągał do siebie Camillę ze względu na jej przelotne podobieństwo do niani Anderson. Mabel miała 22 lata, o dwa miesiące więcej niż jej nowy pracodawca, kiedy została zatrudniona do pracy dla ówczesnej księżnej Elżbiety i jej niemowlęcego syna niedługo po jego narodzeniu w listopadzie 1948 roku. Mimo że przyszła królowa ogłosiła podczas ciąży, że to ona będzie matką swojego dziecka, a nie pielęgniarkami, w Clarence House, gdzie wtedy mieszkała księżniczka i książę Filip, szybko zatrudniono dwie nianie. Starszą i starszą z dwóch było Helen Lightbody, która przyszła na polecenie wuja i ciotki królowej, księcia i księżnej Gloucester, wychowując obecnego księcia Richarda i jego starszego brata księcia Williama, który zmarł później w wieku 30 lat w katastrofie lotniczej. Mabel była z kolei zupełnym outsiderem. Po śmierci jej ojca w niemieckim bombardowaniu Liverpoolu podczas II wojny światowej, jej matka wróciła do korzeni w Szkocji, osiedlając się w Elgin. Po ukończeniu szkoły i ukończeniu dwuletniego kursu nauk domowych, gdzie nauczyła się szyć i gotować, Mabel poszła do służby domowej. Umieściła ogłoszenie w magazynie pielęgniarskim, kiedy nagle została wezwana do Londynu na rozmowę kwalifikacyjną, gdzie jej cicha, skromna postawa odniosła sukces. Została zatrudniona na miejscu. Pałacowa szkoła przestrzegała rygorystycznego harmonogramu. Mały książę był budzony c o 7 rano, myty, ubierany i karmiony śniadaniem. O godzinie dziewiątej był zabierany na drugie piętro na półgodzinną wizytę u swojej matki. Księżna starałaby się zobaczyć go również na podwieczorek, obserwując, jak kąpany był i chowany do snu. Pomimo że chciała być normalną matką, jej obecność w szkole tworzyła atmosferę formalności. Niepewna, co zrobić, siadała na złoconym krześle, które kamerdyner przyniósł dla niej. Przez resztę dnia nianie były odpowiedzialne, zabierając Karola do St James’s Park lub na wizytę u swojej prababci, groźnej królowej Mary, którą nazywał „Gan-Gan”. Dużo było powiedziane i napisane o braku rodzicielskiej miłości w wczesnym życiu Karola, czasami przez niego samego. Być może zrozumiale, że gdy jego rodzice byli rozproszeni nowymi rolami monarchów i konsortów – oraz ich naturalną rezerwą emocjonalną – to do niań powiązał najgłębsze załączenie. Były prywatny sekretarz królowej, zmarły Lord Charteris, żartobliwie zauważył: „Królowa nie potrafi okazywać uczuć. Zawsze pełniła swoje obowiązki”. Rozważając wczesne lata Karola, powiedział: „Spędzałby godzinę z mamą po herbacie, gdy była na wsi, ale nawet te kontakty były pozbawione ciepła. Jego ojciec był dość szorstki, o prawie wszystkim. I nikt z nich (Elżbieta lub Filip) nie było tam zbyt często”. Tuż przed jego drugimi urodzinami książę dołączył do szkoły siostra Anne, a rutyna pozostała taka sama po śmierci dziadka Karola, króla Jerzego VI, w 1952 roku, a rodzina przeniosła się na drugą stronę The Mall do Buckingham Palace. Szkoła, gdzie dwie kobiety spały w tej samej sypialni co ich królewskie podopieczne i gdzie ogień płonął w kominku nawet w środku lata, była samowystarczalnym światem bezpieczeństwa w ogromnym i bezosobowym pałacu. Był to mini-królestwo ze swoimi własnymi rytuałami, a to było miejsce, gdzie Karol był najszczęśliwszy. Pewnie nie byłoby to przypadkiem, że gdy oświadczył się Dianie, zrobił to w przedszkolu na zamku Windsor. Były tam napięcia. Filip uważał, że Helen Lightbody za bardzo rozpieszczała wrażliwego Karola i była zbyt stanowcza wobec niezłomnej Anny. Karol pamiętał to później jako „sprzeczkę”. Helen odeszła, a jej zastępca przejął. „Pani” Anderson, jak zawsze ją nazywano, mimo że była niezamężna i została nią, stała się najważniejszą postacią w życiu Karola. Rządziła reżimem, który stał się bardziej zrelaksowany, ale bynajmniej nie luźny. „Stanowcza, nawet surowa według standardów późniejszego pokolenia, a w ostateczności gotowa do okazania karności, była z natury życzliwa i łagodna, szybka w pocieszaniu i motywowaniu” – napisał Jonathan Dimbleby w swojej autoryzowanej biografii księcia Karola. Była, dodał, „źródłem ciepła, zdrowego rozsądku i stabilności”. Do 1977 roku, gdy Mabel opuściła Pałac Buckingham, by pracować u księżniczki Anny, wtedy w ciąży z synem Peterem, nie było poranka, gdyby Karol był w domu i nie zasiadał w szkole ze śniadaniem z nią. Nigdy nie zapomniał, że to Mabel wysłała mu butelki szamponu Vosene na łupież, gdy był w szkole z internatem. Niania Anderson nigdy nie polubiła nieformalności Gatcombe i ustąpiła na dwa miesiące przed narodzinami córki księżniczki Zary. Ale jej życie królewskie było dalekie od końca. Miała miejsce na ślubie Karola z Dianą, chociaż nowa żona księcia stanowczo odmówiła jego żądaniu, aby wróciła, aby opiekować się małym Williamem. Świadoma wpływu, jaki Mabel miała na swojego męża, Diana obawiała się, że jakikolwiek wpływ jej własny wychowanie nad młodym księciem ulegnie erozji, zatrudniając ją. Po separacji w Waliach, jednak Mabel niepostrzeżenie pojawiała się, by pomagać Williamowi i Harry’emu i została przyjęta przez Andrew i Fergie po narodzinach księżniczki Beatrice. Gdy skończyła 80 lat, to naturalnie Karol zorganizował przyjęcie – obiad siedzący w Clarence House, gdzie rozpoczęło się jej królewskie życie. Dla Karola nadal zapewniała jedną cenną usługę: stale łatała jego ulubionego pluszowego misia. Była jedyną osobą, której zaufał, by cerować zużytego pluszowego przytulaka, który zawsze towarzyszył mu wszędzie.




