Strona główna Aktualności Czy Wielka Brytania kiedykolwiek wydawała się TAK mało istotna?

Czy Wielka Brytania kiedykolwiek wydawała się TAK mało istotna?

19
0

Czy ktoś ma choćby najmniejsze pojęcie, jaka jest polityka rządu lewicy wobec bombardowań Iranu przez Donalda Trumpa? Czy jest za czy przeciw?

Niektórzy mogą sądzić, że Sir Keir Starmer popiera amerykańskie i izraelskie działania. W sobotę określił reżim w Teheranie jako „zupełnie odrażający” i dodał, że Iran „nigdy nie powinien mieć prawa do posiadania broni nuklearnej”.

Jednocześnie Starmer rzekomo odmówił zgody Stanom Zjednoczonym na użycie bazy brytyjskiej na Diego Garcia, jednej z Wysp Chagos, do przeprowadzenia ataku na Iran. Niewiele to pomaga.

Wczoraj wieczorem zmienił zdanie, mówiąc, że zgodził się na prośbę USA o użycie brytyjskich baz wojskowych. Ale wciąż nie jest gotowy pójść dalej i stanąć do konfrontacji ze swoją marudną partią.

W chwili międzynarodowego kryzysu, do kogo się zwrócił po radę? Oczywiście do swojego starego przyjaciela i kolegi, prokuratora generalnego Lorda Hermera. Pogląd tego uciążliwego prawnika zajmującego się prawami człowieka – że Trump łamie prawo międzynarodowe – sprawił, że Starmer był jeszcze bardziej chwiejny niż zwykle.

Oczywiście, Trump łamie prawo międzynarodowe! Nie potrzebujemy, aby Hermer mówił nam o tym, ponieważ Stany Zjednoczone nie są bezpośrednio zagrożone przez Iran. Bardziej istotne jest pytanie, czy brytyjskie interesy narodowe polegają na popieraniu Trumpa w jego najnowszej eskapadzie, i jeśli tak, do jakiego stopnia?

Nawet najbardziej zagorzały zwolennik Prezydenta powinien zastanowić się, czy bombardowanie Iranu jest w stanie spowodować zmianę reżimu. Obawiam się, że w najlepszym razie będziemy zamieniać jedną nieprzyjemną władzę na inną, prawie tak samo ohydną.

Tymczasem Starmer siedzi niezauważony na marginesie. Gra jedyną rolę, którą perfekcyjnie opanował – jak zdenerwowany grabarz w pierwszym dniu pracy, zawsze wyglądający zdumiony. Zwołuje spotkanie Cobra, chlubi się, że samoloty RAF są „w powietrzu” i absolutnie nic nie robi.

Kilka irańskich pocisków rzekomo chybiło celu w kierunku Cypru, gdzie Wielka Brytania posiada bazę suwerenną. Brzmi imponująco, lecz znajduje się tam tylko kilka samolotów – tak zubożała jest RAF – które nikt nie bierze poważnie.

Czy Wielka Brytania, niegdyś potęga w Bliskim Wschodzie, kiedykolwiek wydawała się tak nieistotna? Zgodzę się, że nie byłoby łatwo dla najmocniejszego i najbardziej zdeterminowanego sojusznika, aby powstrzymać tak krnąbrnego, nieprzewidywalnego i lekkomyślnego człowieka jak Donald Trump.

Jestem również z natury zdania, że brytyjska potęga od dawna podupada – „daleko oznajmują, nasze floty topnieją”, że zacytuję Rudyarda Kiplinga z wiersza napisanego tak dawno, jak 1897 rok – i nasza zdolność do kształtowania światowych zdarzeń jest znacznie pomniejszona.

Ale Starmer uczynił sprawy znacznie gorszymi. Człowiek, który był śmiesznie chwalony za rzekomo pewne posunięcia w sprawach międzynarodowych, nie opracował polityki zagranicznej, która wykorzystywałaby najlepiej to, co pozostało z brytyjskiej siły, wpływu i zdolności dyplomatycznych.

Jedyną polityką zagraniczną, którą ma, jest uklęknięcie. Składa hołd Unii Europejskiej, dążąc do bliższej współpracy, która jest akceptowana przez Brukselę wyłącznie na zasadzie, że my robimy wszystkie ustępstwa.

Jego upokarzające wielbienie Trumpa było jeszcze bardziej przygnębiające. Amerykański prezydent jest łajdakiem. Gdy raz poddał innego przywódcę, z przyjemnością obsypuje ich bezsensownymi komplementami.

Gdy Theresa May odwiedziła Biały Dom w 2017 roku, Donald Trump chwycił ją za rękę i zaprowadził wokół. To nie było w żadnym sensie szlachetne. Chciał zdominować brytyjską premier.

Theresa May wygląda jak Boudica obok uległego i służalczo zapatrzonego Starmera. Pozwolił, wręcz zachęcił, Donaldowi Trumpowi, aby go zdominował, mimo że nie zgadzają się praktycznie w niczym.

Trzeba przyznać, że premier wystawił się rzadko na swojego amerykańskiego odpowiednika w styczniu. Trump twierdził, że żołnierze NATO, w tym brytyjscy, „pozostawali trochę z tyłu frontu” w Afganistanie, mimo że 457 naszych żołnierzy zginęło w tej daremnej konflikcie. Starmer słusznie nazwał te uwagi „obrzydliwe i szokujące”.

Przeważająco jednak hołdował Trumpowi. Może mu to przyniosło puste pochwały od narcystycznego prezydenta, ale nie zyskał żadnego szacunku. Każda rada, którą zechce udzielić w sprawie Iranu, zostanie zauważona i prawdopodobnie zignorowana.

I chociaż Trump ciągle chwali się, że przekonał europejskich członków NATO do wydatkowania 5 procent PKB na obronę, nawet jego płynny umysł musi być świadomy, że brytyjskie wydatki wojskowe do tej pory nie przekroczyły 2,5 procent PKB w obliczu coraz bardziej zagrażającego rosyjskiego zagrożenia.

Dlaczego prezydent, czy nawet inny przywódca światowy, miałby brać Sir Keira Starmera na poważnie? Widzą, że jest słaby – pełen szacunku wobec władzy, pozbawiony jakiejkolwiek spójnej wizji i coraz bardziej odrzucany przez swoją własną partię.

Nie mówiąc już o tym, że żadnym lepszym premierem nie byłaby premier Angela Rayner czy premier Andy Burnham. Jeśli cokolwiek, byliby jeszcze bardziej zagubieni w sprawach międzynarodowych niż Starmer. Co więcej, za następnym liderem Partii Pracy będzie stała partia przekonana, że opieka społeczna jest o wiele ważniejsza od obrony.

Pod rządami Partii Pracy staliśmy się zamkniętym w sobie, małostkowym, coraz bardziej podzielonym krajem, którego przywódcy wydają się komicznie niepasujący, gdy tylko zasuwają na światową scenę.

Odłożmy na chwilę Starmera – kto miałby być pod wrażeniem ruchliwej, a jednak nieskutecznej Yvette Cooper jako Sekretarz Stanu do Spraw Zagranicznych? Jej niezdarny poprzednik, David Lammy, był jeszcze bardziej nieprzekonującą postacią.

Mam nadzieję, że moje obawy co do tego, co stanie się w Iranie, są przesadzone. Po zabójstwie Wielkiego Ajatollaha Chameneiego byłoby wspaniale, gdyby irański lud zastąpił swój represyjny reżim rządami godnymi zaufania, przychylając się do Zachodu i akceptując prawo Izraela do istnienia.

Ale bardzo możliwe, że to, co nastąpi, będzie niemal równie złe. Nawet nie jestem pewien, jak długo Iran będzie wciąż interesował Trumpa. Być może po prostu wycofa się wkrótce, ogłosi kolejne zwycięstwo i pozostawi irańskiemu ludowi zbieranie kawałków.

Aż do 1956 roku i kryzysu sueskiego, Wielka Brytania była czołową potęgą na Bliskim Wschodzie. Nawet po tym, jak została zastąpiona przez Stany Zjednoczone, pozostaliśmy ich najbardziej zaufanym i często niezbędnym sojusznikiem, walcząc razem w obu wojnach w Zatoce, po drugiej z nich uważam, że tragicznie nierozsądnie.

Teraz, pod nikłym przywództwem Starmera, staliśmy się jedynie widzami. Jest to pierwszy raz w moim życiu. Donaldowi Trumpowi nie zależy na tym, co myślimy czy robimy, gdy toniemy w bezradności.

Wbrew temu, co myślą większość osób na ławach Partii Pracy, brytyjski głos był zazwyczaj siłą dobra. Teraz, gdy zamilknął praktycznie całkowicie, świat wydaje się jeszcze bardziej niebezpieczny.