Wyglądało na współlokatora moich marzeń. Zaledwie 30 minut od pracy, za jedyne 850 funtów miesięcznie (wliczając rachunki) i w modnym Hampstead na północy Londynu, z barami, restauracjami i przepięknym Heath na wyciągnięcie ręki. Przejąłem ofertę spod nosa agenta i przeprowadziłem się latem ubiegłego roku. To było HMO (dom z wieloma lokatorami dla tych, którzy mieli szczęście nie znać tego terminu), z mieszkaniami na trzech piętrach. Moje znajdowało się na parterze i składało się z dwóch sypialni dzielących jedną kuchnię, oraz jednej samodzielnej studia, którą zajmowały dwie pielęgniarki, których rzadko widywałem. Moja radość przerodziła się w zmartwienie po przeprowadzce Lili. Intrygująca, szkocka, pełna energii dwudziestoparolatka. Pierwszy raz usłyszałem o jej przyjeździe, gdy agent wynajmu dzwonił do mnie w pracy, pytając o hasło do wifi. Wprowadziłem się do Hampstead z nadzieją na spokojne mieszkanie, a zamiast tego wpadłem w koszmar.ścieżkiNadal myślałem, że mam szczęście, ale czułem, że jest coś nie tak z Lilą.
Strona główna Aktualności ELLA MANN: Jak się dowiedziałam, że moja współlokatorka używa swojego pokoju do...







